"Gdzie ci lekarze?! Ona rodzi", czyli porodowe piekło. Kiedy lekarz sam nie wie, czy zrobić cesarkę, czy nie

Prawo autorskie: leaf / 123RF Zdjęcie Seryjne
Prawo autorskie: leaf / 123RF Zdjęcie Seryjne Kobieta cierpi, a dziecko jest w niebezpieczeństwie. Czyli gdy lekarz nie wie czy zrobić cesarkę.
Poród, to bardzo stresująca sytuacja w życiu kobiety i nie trzeba tego nikomu tłumaczyć. Dla niektórych może to jednak przerodzić się w piekło, zwłaszcza gdy osoby, na których polegają w tej sytuacji, same nie wiedzą co robić.

Czas się liczy
Monika przyjechała do szpitala zdecydowanie za wcześnie. Co prawda była już w 40-tym tygodniu ciąży, ale to nie skurcze zadecydowały o tym, że tego dnia znalazła się na porodówce. Decyzję o tym, by jak najszybciej udać się do lekarza, podjęła, gdy tylko poczuła, że dziecko przestało się poruszać. Słyszała już wcześniej historie o tragicznych konsekwencjach takich sytuacji, dlatego, nie myśląc dużo, wsiadła z mężem do samochodu i pojechała na pogotowie.



W szpitalu zrobiono jej podstawowe badania, wytłumaczono, że to normalne, że dziecko w tym okresie znacznie rzadziej się porusza i już miano ją wypisywać do domu. W tym momencie stało się coś, co zaskoczyło wszystkich - ruchy maluszka zaczęły gwałtownie przyspieszać. Pacjentce zrobiono KTG, ale zamiast standardowych 30 minut, trwało to półtorej godziny. Lekarze nie potrafili dociec, co powoduje zmiany w zachowaniu dziecka. Wiedzieli jednak, że coś mocno je stresuje. Zdecydowano się na podanie oksytocyny.


„Ku*wa gdzie Ci lekarze?!”
Tak jak zawsze w takich przypadkach, nigdy nie wiadomo, kiedy zacznie się akcja porodowa. A bo ja wiem? Godzina? 12 godzin? - mówiły pielęgniarki. Tu akurat wszystko wyjaśniło się już po 45 minutach. Dla Moniki zaczęło się wtedy prawdziwe piekło. Gdy tylko położna zorientowała się w sytuacji, zaczęła szukać kogoś do pomocy. Tego dnia na porodówce znajdowało się dwóch lekarzy, ale mieli oni pod opieką jeszcze dwa inne oddziały. Sekwencja wypowiedzi pielęgniarki wyglądała mniej więcej tak: „Spokojnie złotko, nic się nie dzieje”, „Ku*wa gdzie Ci lekarze?!”.

Trudna decyzja
Ostatecznie wokół rodzącej znalazło się 6 osób — 2 lekarzy i 4 pielęgniarki. Każda z nich miała inne zdanie, na temat tego, co należało by w tej sytuacji zrobić. Tętno płodu zaczęło bowiem drastycznie spadać. Ostateczne zdanie należało, oczywiście, do lekarza, pełniącego w danym momencie dyżur. Doradził pacjentce, żeby przewracała się z boku na bok, bo to powinno przywrócić odpowiedni rytm bicia serca. Postanowił, że będzie ona rodziła naturalnie. Drugi z lekarzy zupełnie nie zgadzał się z opinią swojego kolegi po fachu. Uważał, że do porodu powinno dojść jak najszybciej, i to przez cesarskie cięcie. Zaniepokojony stanem zdrowia dziecka, poradził pielęgniarce, by zanotowała to zdanie w karcie.

Cała ta dyskusja odbywała się tuż nad głową pacjentki, która w tym momencie była już dosłownie przerażona. Naprawdę uważam się za twardą babkę, ale przysięgam, że w całym moim życiu, nie trzęsłam się ze strachu tak, jak wtedy - wspomina Monika.

Szczęście w nieszczęściu
Uśmiech losu chciał, że dyżur pierwszego z lekarzy kończył się o godzinie 14:30. O 14:32 Monika była już na porodówce. Poród odbył się przez cesarskie cięcie, a maluch został otoczony specjalistyczną opieką. W efekcie mama wraz z synkiem, musiała zostać w szpitalu o kilka dni dłużej. Myślę, że oboje mieli w tej sytuacji naprawdę sporo szczęścia.

Wojna o cesarkę
Walka z lekarzami o cesarskie cięcie wciąż trwa. W Polsce co trzecie dziecko rodzi się właśnie tą metodą. Lekarze postawieni są pod ogromną presją, z jednej strony panuje moda cesarek na życzenie, z drugiej ryzyko porodu naturalnego. Coraz częściej rodzice sięgają po pozew, w sytuacji, kiedy lekarze odmówili cesarki chociaż były ku temu zalecenia. Znane są także przypadki, kiedy taka decyzja kończyła się nieszczęściem.

Gdyby nie interwencja drugiego z lekarzy, historia Moniki mogłaby zostać kolejnym z nich. Nie jestem stuprocentową zwolenniczką cesarskiego cięcia, ale, w pewnych okolicznościach, upieranie się przy porodzie naturalnym wydaje mi się totalnym nieporozumieniem. W grę wchodzi, przecież ludzkie zdrowie, a czasami nawet życie. Nie warto podejmować takiego ryzyka, chociażby za cenę pozwu.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...