"Co wolno wojewodzie, to nie tobie..." 10 tekstów z naszego dzieciństwa, których nigdy nie mów swojemu dziecku

Prawo autorskie: alptraum / 123RF Zdjęcie Seryjne
Prawo autorskie: alptraum / 123RF Zdjęcie Seryjne
Przypomnij sobie słowa rodziców, które w dzieciństwie bardzo cie bolały. Dotknęły tak bardzo, że do teraz na ich wspomnienie jeżą ci się włosy na karku. Pamiętasz?

Część z nich jest nawet uznawana za przysłowia. Pod pretekstem tradycji powtarzamy je potem naszym dzieciakom. Czy zdarzyło ci się użyć któregoś z nich? Czy zastanawiałaś się kiedyś, jakie informacje przekazujesz w ten sposób dziecku?

„Dzieci i ryby głosu nie mają!”

Komunikat, jaki dostaje dziecko, jest taki że w zasadzie nie ma prawa do własnego zdania, albo że nikt z dorosłych nie będzie się z nim liczył. Ma to ogromne znaczenie przy kształtowaniu się jego poczucia własnej wartości. W tym momencie jest bliskie zeru.

„Co wolno wojewodzie, to nie tobie, smrodzie!”

Mówiąc coś takiego, do naszego dziecka, dajemy mu do zrozumienia kto tu rządzi, i że z racji wieku przysługuje nam więcej praw niż jemu. Taką argumentacją swojego zachowania, czy próbą sztucznego zdobycia szacunku, nie uda się nam raczej osiągnąć zamierzonego celu. Wzbudzi to jedynie poczucie niesprawiedliwości u dzieci, frustrację i poczucie krzywdy, przynosząc odwrotny efekt. W takiej sytuacji maluch zaczyna się buntować i skrycie dąży do odwetu. Dziecko potrzebuje jasnego wytłumaczenia.

„Nie rób tak, bo Cię oddam cyganom!”

Klasyczny przykład zastraszania dziecka. Czy działa? Tak, jasne, ale na chwile. Jakie są konsekwencje takiego zachowania przez dłuższy czas? Lista jest naprawdę długa. Od wzmożonego poczucia lęku i niepewności, poprzez szereg wątpliwości w autentyczną miłość rodzica. Małe dziecko nie wie bowiem, czy mówimy poważnie, czy nie. Nie wie też, dlaczego zrobiło coś złego. Jedyne co zapamięta z tego zdarzenia, to strach i przeświadczenie, że na rodzicielską miłość trzeba zasłużyć.

„Bądź grzeczna bo Cię tu zostawię!”

To po prostu inna wersja zastraszania. Komunikat jest praktycznie taki sam jak w podpunkcie wyżej. Dochodzi jednak do tego lęk przed odrzuceniem.

„Nie rycz jak baba!"

Taki tekst, z oczywistych względów, częściej zdarza się usłyszeć synom od ojca. Bo przecież tylko "baby" mogą płakać. Uczymy w ten sposób chłopców, aby nie okazywać emocji. Dorastają więc potem w przeświadczeniu, że facetom nie uchodzi okazywać uczuć i stopniowo oddalają się od swojej bardziej kobiecej strony. Komunikat jest przecież jasny - emocje należy tłumić, a tak stłumione emocje powodują wiele szkód w wewnętrznej psychice mężczyzny na długie, długie lata.

„Masz to po ojcu!”

Czyli zrzucanie odpowiedzialności za dane zachowanie dziecka na drugiego rodzica. Co więcej dziecko dowiaduje się wtedy, że jeden rodzic jest gorszy od drugiego. Maluch zostaje więc wplątany w sam środek małżeńskiego konfliktu, nie wiedząc po której stronie się opowiedzieć. Kocha przecież tak samo mamę, jak i tatę. Taki konflikt lojalnościowy każdorazowo wywołuje w dziecku stres.

„Dzień dobry Królu Lulu!”
„Dzień dobry dzieci śmieci”

Pozornie niewinny tekst z dziecięcej zabawy. Pozornie. Problem pojawia się w momencie, kiedy to ojciec za każdym razem wciela się w postać króla, który łaskawie wita się ze swymi, nic nie znaczącymi, dziećmi. Nadmiernie powtarzanie tego komunikatu podświadomie utrwala w dziecku informację o tym, że rodzic jest kimś wartościowym, a ono nie. Takie założenie zaburza relację już na samym początku i ciągnie się za dzieckiem, aż do okresu dorosłości.

„Zobacz jak chłopczyk grzecznie siedzi! A ty?”

Innymi słowy - porównywanie dzieci z innymi. Kiedy mówimy coś takiego, przekazujemy informację, że naprawdę jest gorsze od innych, bo nie potrafi zachować się tak jak jego rówieśnicy. Mówimy mu tym samym, że nie akceptujemy go takim jakim jest, bo inni są od niego lepsi. W późniejszym okresie, takie dzieci, charakteryzują się chwiejną samooceną.

"Nudzi Ci się? To się rozbierz i pilnuj swoich rzeczy!”

Słyszałam także inną wersje tego zakończenia - „Inteligentny człowiek nigdy się nie nudzi”. To powiedzenie jest idealnym przykładem na zwykłego rodzicielskiego lenia. Jeśli chcemy, by nasze dziecko wyrosło na inteligentną osobę, która nigdy się nie nudzi, trzeba niestety odrobinę się wysilić. Warto pomyśleć nad tym, jak można wzmocnić jego kreatywność.

„Ojciec ma zawsze rację!”

Tego chyba nie trzeba nikomu tłumaczyć. „Ojciec ma zawsze rację, a jeśli nie ma, to patrz punkt pierwszy.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...