Niewinna zabawa, może skończyć się tragicznie. 7-latek porażony prądem podczas spaceru

Prawo autorskie: garosha / 123RF Zdjęcie Seryjne
Prawo autorskie: garosha / 123RF Zdjęcie Seryjne
Każdej mamie zasady bezpieczeństwa podczas spaceru z dzieckiem mogą wydawać się banalne. Przecież to nasza codzienność. Przy ulicy trzymamy malucha za rękę, w parku pozwalamy na więcej swobody. Zabieramy ze sobą wodę i przekąski, upewniamy się, że dziecko ma wygodne obuwie, a zapobiegliwe mamy mogą też wziąć ze sobą parasolkę – nawet w słoneczny dzień. Powiesz: “banał”, a ja odpowiem, że to jeszcze nie wszystko.



Każdy, komu przydarzyło się spacerować z małym człowiekiem, wie dobrze, że dziecko nie utrzyma rączek przy sobie, zwłaszcza, gdy mija żywopłoty, płoty, murki i barierki. Możliwość dotknięcia kolorowych napisów lub zerwania listków jest dla maluszków zbyt kusząca. Jedną z ulubionych rozrywek dzieci jest również przejeżdżanie paluszkami po metalowych ogrodzeniach. O ile nie jesteś mamą - czyściochem i nie upominasz dziecka co chwilę “Nie dotykaj, to brudne”, zwykle pewnie nawet nie zwracasz uwagi na tę zabawę. Powinnaś jednak być bardziej czujna. Wcale nie chodzi o higienę. Dotykanie ogrodzeń przez dzieci może być niebezpieczne dla ich zdrowia. Świadectwem na to jest między innymi wypadek, który miał miejsce w Brodnicy. 7-latek został porażony prądem, gdy dotykał ogrodzenia jednej z posesji. Dziecko przewieziono do szpitala, jego życiu na szczęście nie zagraża niebezpieczeństwo. Jak to możliwe, że ogrodzenie było pod prądem? Najprawdopodobniej przyczyną było nieodpowiednie podłączenie dzwonka pod bramkę, które spowodowało, że doszło do przebicia.
Porażenie prądem to jednak nie jedyne niebezpieczeństwo związane z dotykaniem ogrodzeń. Dominika, mama Niny podzieliła się z nami swoim doświadczeniem.
Dominika
mama Niny

“Mieszkamy na osiedlu domków jednorodzinnych na przedmieściach dużego miasta. Spacerowanie uliczkami w okolicy to nasza codzienność. Znamy na pamięć dosłownie każdy krawężnik. Pamiętam, że Ninka w tamtym czasie akurat uczyła się liczyć i była bardzo dumna z tego, że potrafi już zliczać do 10. Liczyła wszystko - kostkę brukową, płatki kwiatków i.. pręty ogrodzeń domów. Niestety, nie zauważyłam, że za ogrodzeniem jednego z domóm leżał schowany pies. Gdy Nina przeliczała pręty, wstał nagle i rzucił się na rączkę małej. Na całe szczęście córka zdążyła odsunąć dłoń i pies jedynie ją drasnął. Nawet nie pojawiła się krew, ale najadłam się strachu co nie miara. Biłam się w pierś, że nie pomyślałam wcześniej o możliwym zagrożeniu.”

Przyznam, że sama nigdy nie pomyślałam o tym, by zabraniać dziecku dotykać ogrodzeń sąsiadów. Myślę jednak, że rzeczywiście warto zwracać na to większą uwagę.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...