Nie okazujmy strachu terrorystom - działajmy. Historia tego maleństwa pokazuje, że jest w nas siła

Fot. Screen z Facebooka
Fot. Screen z Facebooka
Dziś wszystkie oczy i serca zwrócone są w kierunku Nicei. Wieści, które napłynęły z Francji mrożą krew w żyłach. Jak na razie jest pewne, że zginęły 84 osoby, a ponad 100 jest rannych. Niektórzy z nich walczą o życie. W natłoku tak okrutnych, zatrważających informacji, dobrze jest dowiedzieć się czegoś dobrego. Jedną z historii, która pozwala uśmiechnąć się i odetchnąć z ulgą, jest szczęśliwe odnalezienie 8-o miesięcznego maleństwa, które zaginęło w trakcie zamachu w Nicei.

Tiava Banner, członek rodziny zaginionego dziecka, po zdarzeniu na Promenadzie Anglików opublikowała na swoim profilu na Facebooku post, w którym prosiła swoich znajomych o pomoc w odnalezieniu zaginionego dziecka. Odzew społeczności portalu był ogromny. Jej prośbę udostępniło ponad 20 tys. osób. Dzięki tak ogromnemu zaangażowaniu użytkowników, maleństwo udało się odnaleźć. Tiava uaktualniła treść wcześniej opublikowanego apelu umieszczając podziękowanie dla pani, która zwróciła maluszka rodzinie. Wyraziła również wdzięczność wobec wszystkich osób, które przyczyniły się do rozpowszechnienia wieści o poszukiwaniach. Dziewczyna napisała także, że otrzymała tak wiele wiadomości, iż nie była w stanie na wszystkie odpowiedzieć. To kolejny dowód na to, jak ogromną moc ma Facebook i jak wiele dobrego może się dzięki niemu wydarzyć.
Tiava nie jest mamą zagubionego dziecka. Inni członkowie rodziny ucierpieli w zamachu i wciąż przebywają w szpitalu. Nie są znane dokładne okoliczności zagubienia i odnalezienia maleństwa. Najbliżsi potrzebują teraz czasu, by dojść do siebie.

Wiele osób mogłoby zarzucić mamie zaginionego maluszka, że zachowała się nieodpowiedzialnie zabierając niespełna roczne dziecko na tak tłumne wydarzenie. Przyznam, że przez chwilę mi również przeszło przez myśl: "Takie maleństwo, tak późno, na taką paradę?" Po chwili sama siebie skarciłam. Przecież Dzień Bastylii to francuskie święto narodowe, które jest hucznie obchodzone przez wszystkich Francuzów, rok w rok. Tej nocy, na nicejskim nabrzeżu było bardzo dużo rodzin z dziećmi, wiele z nich ucierpiało, ale nie powinniśmy ich teraz winić i krytykować za szalony pomysł zabrania pociech na pokaz fajerwerków. Przecież my również zabieramy swoje dzieci na tego typu wydarzenia: pochody i festyny. Wtedy nie raz smacznie śpią sobie w wózkach lub na naszych rękach. Nikt nigdy nie myśli o tym, że mogłaby wydarzyć się rzeź i należałoby zamknąć się w domu na cztery spusty. Gdyby wczorajsze widowisko we Francji zakończyłoby się inaczej, nie bylibyśmy tak surowi wobec uczestniczących w nim rodziców.


Nie sposób pojąć rozumem ogromnej tragedii, która przydarzyła się tej nocy. Nie możemy jednak dać się zwariować. Nie czas popadać w panikę, chaos i wzajemne oskarżenia. Najgorszym, co społeczeństwo mogłoby teraz zrobić, jest okazanie strachu. Czy nie to mają przecież na celu zamachowcy planując taką masakrę?
Trwa ładowanie komentarzy...