„Takie duże dziecko i jeszcze karmisz?” Tak, bo karmienie piersią jest fajne nie tylko przez kilka miesięcy

Fot. Flickr.com / [url=https://www.flickr.com/photos/26172654@N06/6421874527/]Benjamin Magana[/url] / [url=https://creativecommons.org/licenses/by-nd/2.0/]CC BY[/url]
Fot. Flickr.com / Benjamin Magana / CC BY
Według zaleceń WHO dziecko należy karmić piersią do drugiego roku życia dziecka (lub dłużej). Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić! Czym się różni karmienie tak dużego dziecka od niemowlaka i czy warto? W dużym skrócie: różni się wszystkim i tak, warto.

Ile to jest długo?
Naprawdę tak długo ją karmisz?”, „Chce ci się?”, „O rany, no co ty!” – słyszę za każdym razem, gdy mówię, że wciąż karmię piersią dziecko (rok i dziewięć miesięcy). I za każdym razem tłumaczę, że przede wszystkim to córce się chce, a mnie karmienie szczególnie nie przeszkadza. Jeśli do tego ma zdrowotne korzyści dla dziecka (a ma), to dlaczego nie? I dlaczego budzi to tak powszechne zdziwienie?



Karmienie nieco starszego dziecka naprawdę nie jest niczym niezwykłym, chociaż zupełnie różni się od karmienia niemowlaka. Podstawowa różnica: mogę wyjść z domu kiedy chcę i na ile chcę, bez troszczenia się o odciąganie pokarmu. Jak dziecko zgłodnieje, to zje zupę, kanapkę, albo omlet z jabłkiem. Na szczęście największą zmorę karmienia: uziemienie w domu dawno mam już za sobą.

A jeśli już gdzieś się z dzieckiem wybiorę, raczej omija mnie już karmienie w miejscach publicznych. Żeby była jasność: nie mam absolutnie nic przeciwko karmieniu dziecka piersią poza domem. Sama karmiłam nie raz w restauracji, na ławce przy ruchliwej ulicy, na stacji metra, w pociągu, w samolocie, w urzędzie stanu cywilnego i w kilku innych miejscach. Ale teraz, kiedy moje dziecko jada normalne posiłki z reguły nie domaga się karmienia poza domem. Nie ukrywam, że ku mojej radości, bo chociaż normalne i potrzebne, to karmienie piersią w miejscach publicznych powoduje pewien dyskomfort.

Inne ograniczenia? Brak. Żadnych restrykcji w diecie (choć odżywiam się zdrowo), piję kawę. Owszem, nie piję alkoholu (lub z rzadka niewielkie ilości), jednak bardzo to sobie chwalę. Uczestniczę w spotkaniach towarzyskich tak jak kiedyś, bawię się równie dobrze jak kiedyś, tylko nad ranem głowa mnie nie boli. I jakoś nie wpatruję się tęsknie w osoby sączące wino. Bez alkoholu czuję się tak dobrze, że kiedy skończę karmić na pewno nie uczczę tego szaloną popijawą.

Ruchliwość dziecka a karmienie
Są jednak też rzeczy, za którymi tęsknię. Spokojnie leżący przy piersi niemowlaczek, który pozwalał mi na czytanie jednej książki za drugą – to było wspaniałe. A teraz? Dziecko jest bardzo ruchliwe i chyba nie zdaje sobie sprawy z faktu, że moja pierś jest częścią mojego ciała i niestety nie będzie się przemieszczała razem z nim. Akrobatyczne ewolucje od leżenia, poprzez klęczenie, po siadanie mi na kolanach w czasie karmienia są na porządku dziennym. A nawet jeśli leży spokojnie, to utrzymanie człowieka ważącego dziesięć kilogramów i mierzącego metr do łatwych nie należy.

Karmienie mojego dziecka ma też wpływ na relacje córeczki ze mną i z jej tatą - przynajmniej tak podejrzewamy. To ja wciąż jestem całym jej światem. To do mnie chce się przytulać, ze mną bawić, słuchać jak ja czytam książeczki (a czytanie ukochanej książeczki kilka razy dziennie po kilku miesiącach może, delikatnie mówiąc, być nieco nużące). Sądzę, że tak bliskie przywiązanie ma związek z karmieniem właśnie. Oczywiście sama więź z dzieckiem jest powodem do radości i satysfakcji, jest jednak małe ale. Gdy jestem ja, tata mógłby nie istnieć. Dla mnie to trochę męczące, dla mojego męża smutne. I dopiero gdy wracam do domu po kilkugodzinnej nieobecności ze zdziwieniem słucham o tym, jak to we dwójkę wymyślili dziesiątki nowych zabaw, razem tańczyli i się przytulali.
Bliskość i wygoda
Są też sprawy, które się nie zmieniają. Należy do nich wygoda w nocy. Czwarta rano, dziecko płacze. Wstaję, sprawdzam pieluszkę, karmię przez kilka minut, zasypia. To samo odnosi się do drzemki w ciągu dnia: dłuższe karmienie i odlot, dziecko śpi. Proste i skuteczne.

Jest jeszcze coś, co się nie zmieniło. Czasem karmienie mnie męczy, czasem mam tego dość, a czasem jest po prostu fajnie. Jestem tylko ja i dziecko, które akurat nie usiłuje przemieścić się na drugi koniec pokoju w moją piersią w buzi, tylko tak miło się przytula – tak, karmienie ma swój urok.

Długo jeszcze będziesz karmić?” – to kolejne pytanie, które słyszę przy okazji rozmowy o karmieniu. I nie znam na nie odpowiedzi. Nie uważam też, bym potrzebowała ścisłego harmonogramu przewidującego początek, środek i koniec karmienia. Zresztą próbowałam taki stworzyć: planowałam wytrwać w karmieniu trzy miesiące, potem pół roku, potem zaczęłam nieśmiało myśleć o roku… Nic na to nie poradzę, że mam naturę długodystansowca. Teraz myślę, że chciałabym się zbliżyć do dwóch lat, ale jak bardzo? – nie wiem. I mam ten luz, że nawet jeśli zdecyduję odstawić dziecko od piersi, to mogę sobie powiedzieć, że było karmione długo i było to fajne dla nas obu.
Czy ja rujnuję psychikę mojego dziecka?
Pozostaje jeszcze kwestia negatywnych komentarzy. „Rozumiem karmienie niemowlaka, ale takiego dużego dziecka to przesada”, „Nadgorliwa mamusia robi dziecku krzywdę”. I od razu zastrzegam, że nie spotkałam się z takimi uwagami osobiście. Jednak chociażby z racji mojej pracy w redakcji serwisu parentingowego śledzę dziesiątki komentarzy właśnie w tym tonie. Ich autorom mogę jedynie przekazać, że jeśli już muszą się wypowiadać, to niech uzupełnią braki w wiedzy. Długie karmienie (powyżej dwóch lat) wciąż niesie korzyści zdrowotne dla dziecka i nie, nie rujnuje jego psychiki.

Nie wiem czy długo jeszcze będę karmić, ale bardzo dużym szacunkiem darzę kobiety, które robią to przez trzy czy cztery lata. I chciałabym, by pod ich adresem kierowano jak najwięcej pozytywnych komentarzy zamiast obraźliwych epitetów i krzywdzących, powierzchownych opinii. A z drugiej strony mamy karmiące mlekiem modyfikowanym również muszą mierzyć się z falą krytyki, więc jak widać, wszystkich uszczęśliwić się nie da.

A po co to wszystko piszę? Żeby przekonać nieprzekonanych, że karmienie piersią dziecka starszego niż niemowlak to nie jest nic strasznego ani niezwykłego. Da się je pogodzić z pracą, życiem towarzyskim i wszystkim, czego tylko zapragniemy. Nawet jeśli w internecie pełno jest nieprzychylnych komentarzy, w realnym świecie można ich uniknąć (choć zdaję sobie sprawę, że może mam szczęście, może inne mamy dotyka ten problem znacznie bardziej). Rozumiem fakt, że nie każda mama może karmić piersią, rozumiem i szanuję też, że nie każda chce. Ale jeśli ty możesz i zastanawiasz się czy chcesz – spróbuj. Karmienie bywa męczące, ale przecież bywa też piękne. Także wtedy, kiedy dziecko umie podejść do mamy na własnych nóżkach i poprosić o nie używając słów.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...