Nie wkładaj dziecka do kojca zbyt często. Możesz zahamować jego rozwój

Prawo autorskie: stfotograf / 123RF Zdjęcie Seryjne
Prawo autorskie: stfotograf / 123RF Zdjęcie Seryjne
Drogie Mamy, czas na staranny rachunek sumienia. Nawet nie wiecie o tym, że z własnej wygody odbieramy swoim dzieciom wolność. Nie dostarczamy im odpowiedniej ilości ruchu. Nie chodzi o przedszkolaki i dzieci w wieku szkolnym - choć te oczywiście również przydałoby się częściej odciągać od urządzeń elektronicznych i zachęcać do uprawiania sportu - ale o maluszki w wieku 0 - 3 latka. Brzdącom tym wcale nie służy nowoczesne rodzicielstwo.



Jednym z najbardziej niepokojących trendów współczesnego wychowywania dzieci jest zamiłowanie rodziców do gadżetów, które ułatwiają im życie. Do czarnej listy pomocnych akcesoriów należą: kojce, nosidełka, chodziki dla dzieci oraz wysokie krzesełka dla maluchów, które ułatwiają mamom wykonywanie kuchennych obowiązków przy dzieciach. Te przedmioty same w sobie nie są szkodliwe dla naszych dzieci. Problemem jest to, że ich nadużywamy. Specjaliści alarmują, że pociechy spędzają w nich za dużo czasu. Nam, rodzicom jest wygodnie, ale dla maluszków to wcale nie jest zdrowe. Z powodu kojców, czy chodzików, mają one mniejszą swobodę poruszania w się w sposób naturalny. Ograniczanie takiego ruchu wpływa negatywnie nie tylko na zdolności motoryczne dziecka, ale przyczynia się także do problemów z zachowaniem oraz może obniżać zdolność malucha do nabywania nowej wiedzy. Warto być świadomym zagrożeń, które niesie za sobą zbyt częste wkładania maluszka do kojca. Być może warto z niego zrezygnować?

Ciało dziecka pragnie czegoś innego

Pragnienie poruszania się, przekręcania, turlania, czołgania, raczkowania i chodzenia jest naturalnym etapem rozwoju dziecka. Okazuje się, że ograniczenia środowiska, uniemożliwiające maluchowi swobodne ruchy, znacznie obniżają sprawność dziecka, co skutkuje licznymi problemami ze zdrowiem malucha w przyszłości. Pediatrzy ostrzegają, że utrudniona swoboda ruchu w okresie wczesnodziecięcym może wywołać wady postawy ciała oraz chroniczne bóle pleców, gdy dziecko będzie starsze. Co więcej, zmniejszona autonomia ruchów u dzieci w wieku do 3 lat może skutkować niedostatecznym rozwojem części mózgu odpowiedzialnej za koordynację ruchową i utrzymanie równowagi ciała. Mowa o móżdżku - jeśli jest on nieodpowiednio stymulowany, w przyszłości mają szansę pojawić się trudności dziecka w uczeniu się, a przede wszystkim - problemy z czytaniem.

Ponadto, brzdące, które większość dnia spędzają w kojcu, nie mają możliwość eksplorować otaczającego świata za pomocą zmysłu dotyku. Zarówno stópki jak i dłonie maluszka dotykają wciąż tych samych faktur. Maluch, który może swobodnie eksplorować otaczającego go środowisko szybciej potrafi zapanować nad równowagą własnego ciała oraz prędzej zaczyna chodzić.

Cierpi nie tylko ciało

Ruch ma wpływ nie tylko na ciało, ale również na umysł i duszę maluszka. Jako rodzice, musimy być świadomi tego, że ograniczanie swobodnego ruchu dziecka jest równoznaczne z ograniczaniem jego zdolności umysłowych i społecznych. Jak to możliwe? Wyniki badań świadczą o tym, że aktywność fizyczna podnosi poziom serotoniny, noradrenaliny i dopaminy, które są kluczowymi neuroprzekaźnikami odpowiedzialnymi za umiejętność człowieka do panowania nad własnymi myślami i emocjami.

Odpowiednia ilość ruchu ma również wpływ na rozwój poznawczy i zdrowie psychiczne Twojej pociechy. Krew pompowana do mózgu podczas wysiłku fizycznego (tak, czołganie się i raczkowanie jest dla Twojego dziecka ruchowym wyzwaniem) pobudza go do bardziej intensywnej pracy. A ma jej przecież tak dużo!

Łatwo się mówi…

Czy oni zwariowali? Jak mamy mają sobie poradzić bez kojca, nosidełka i krzesełka ze stoliczkiem dla maluszka? Przecież to niemożliwe. Dobrze wiemy, że tylko dzięki tym gadżetom jesteśmy w stanie ugotować przy maluchu obiad czy odgruzować salon z przedmiotów nagromadzonych tam przez tydzień. Nie zgadzam się, by mówiono o nas, że robimy dzieciom krzywdę, bo jesteśmy zbyt “wygodnickie”. Poza tym, akcesoria tego typu nie są tylko po to, by na chwilę ograniczyć przestrzeń ruchową dziecka, ale również, aby zapewnić mu bezpieczeństwo.

Myślę, że wcale nie musimy robić dziś w domu generalnego przemeblowania i wyrzucać po kolei: chodzik, kojec i plastikowe krzesełka. Jak we wszystkim, wystarczy zachować umiar, a nic złego się nie stanie. Myślę, że naturalny ruch dziecka nie może być po prostu ograniczany przez cały dzień. Niczym nie zaszkodzimy maluchom, jeśli będziemy sadzać je na krzesełkach lub umieszczać w kojcu jedynie od czasu do czasu, gdy będzie to bezwzględnie konieczne.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...