„Zabawki w placówkach medycznych to nośnik wirusowych zakażeń”. Czy lekarze o tym nie wiedzą?

Prawo autorskie: ellirra / 123RF Zdjęcie Seryjne
Prawo autorskie: ellirra / 123RF Zdjęcie Seryjne
Masz przeziębione dziecko, boli je ucho, gardło, czy ma brzydki katar - idziesz do przychodni. Zwłaszcza przy maluchach nie ma co ryzykować. Trzeba dmuchać na zimne. Wchodzisz do placówki, w której przyjmuje wasz pediatra, a tam piękny kącik dla dzieciaczków. Pluszaki, klocki, kredki i nawet kilka kartek, na których można nimi rysować. Z początku się cieszysz, w końcu dziecko szybko się nudzi, potrzebuje jakiegoś zajęcia zanim to wy będziecie mogli przekroczyć próg gabinetu. Nawet jeśli macie ustaloną konkretną godzinę wizyty, to opóźnienia są standardem.



No więc, dziecko chwyta włochatego tygryska i biega z nim po korytarzu by potem chwilę odsapnąć przy konstruowaniu budowli z drewnianych klocków. Po paru minutach przychodzi refleksja: Ile dzieci dotyka tych zabawek w ciągu dnia, tygodnia, miesiąca? Widać, że nie są one prane, czy regularnie czyszczone, albo wcale. Do tego, nie jest to kawiarnia, a przychodnia i każde dziecko, które dotyka tych przedmiotów przychodzi tu ze zdrowotnym problemem …

„The Pediatric Infectious Disease Journal” informuje, że niektóre wirusy mogą przetrwać na dziecięcych zabawkach wiele godzin i spowodować zakażenia.
PAP

"Naukowcy z Georgia State University przeprowadzili doświadczenia z posiadającym lipidowo-białkową otoczkę ochronną bakteriofagiem (wirusem atakującym bakterie), którego umieścili na częściach wykonanej z elastycznego plastiku zabawki - piszczącej żabki. W temperaturze 22 st.C i przy wilgotności powietrza wynoszącej 60 proc. kompletne, zdolne do zakażenia cząsteczki wirusa (wiriony) wykryto na powierzchni zabawki jeszcze po 24 godzinach (choć ich liczba spadła w tym czasie stokrotnie).

Przy mniejszej, częściej spotykanej w pomieszczeniach wilgotności (40 proc.) wirusy były w stanie przetrwać do 10 godzin, jednak wówczas pozostało ich już tylko 0,0001 procenta."

Wyniki wskazują, że wirus grypy, MERS czy SARS są w stanie przetrwać na zabawkach na tyle długo, by dalej zakażać.
Biolog Richar Beardem II powiedział, że ludzie często nie mają świadomości, że wirusami mogą się zarazić po kontakcie z przedmiotem, uznając, że to inni, chorzy są jedynym zagrożeniem. Podkreślił również, że to dzieci, które potrafią wkładać różne przedmioty do ust, albo swoje dłonie zaraz po kontakcie z zabawką, są najbardziej podatne na zakażenia. Zwłaszcza, że ich układ odpornościowy jest nadal na etapie rozwoju.

Beardem apeluje, że przedmioty służące do zabawy, w miejscach publicznych (mamy też takie kąciki w bankach, na poczcie), powinny być odkażane roztworem wybielacza, który jest najbardziej skuteczny, lub preparatami alkoholowymi. Nie powinno się pomijać klamek, przycisków windy itp. Natomiast z poczekalni w medycznych placówkach, powinny one całkiem zniknąć.

 Źródło: PAP
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...