Jest Polką. Ma męża, dzieci. Mieszka w Anglii. "Córka obudziła się w środku nocy z płaczem - Mamo, czy nas wyrzucą?!”

Prawo autorskie: thingass / 123RF Zdjęcie Seryjne
Prawo autorskie: thingass / 123RF Zdjęcie Seryjne
W Wielkiej Brytanii mieszka 8 milionów ludzi urodzonych poza granicami tego wyspiarskiego państwa. Polaków jest ok. 800 tysięcy. Wśród nich są całe rodziny, które wyjechały wraz z dziećmi za pracą, w poszukiwaniu lepszego życia, by zapewnić im poczucie bezpieczeństwa, finansową stabilizację.

Są też ci, którzy rodzinę dopiero tam założyli, tam urodziły się ich dzieci. Dla nich, jest to dom. Ten pierwszy, prawdziwy, jedyny jaki znają, a Polska? Tutaj przyjeżdża się na wakacje, do babci, dziadka, cioci, czy nad polskie morze. Te dzieci, do niedawna czuły się obywatelami Unii, trochę Polakami, trochę Anglikami. Ale nie miało to dla nich tak wielkiego znaczenia. Do teraz. Bo i dorośli zaczęli się bać…
Monika
Londyn

„Dziś w nocy córka przybiegła do naszej sypialni cała zapłakana. Od kilku dni wszyscy w kółko mówią o Brexicie i napięcie udziela się każdemu. A już najbardziej dotyka to dzieci. Córka jest nastolatką. Tutaj chodzi do szkoły, ma przyjaciół. To naturalne, że w klasie, wśród jej rówieśników, też o tym rozmawiają. Dziś w nocy coś pękło. Córka obudziła się z płaczem i spytała, czy nas stąd wyrzucą, wygonią? Mimo, że uspokajamy i zapewniamy dzieci, że tak się nie stanie, to wszędzie w mediach, wśród znajomych, między dorosłymi, podejmowane są dyskusję, które zakładają różne scenariusze… a dzieci to widzą, słyszą… i czują strach.”

Mąż Moniki zajmuje się finansami. Dziś w nocy nie spał i nie miał czasu na kąpiel. Obserwuje giełdę, a tam z samego rana wszystko poleciało w dół i szacuje się, że złotówka wciąż będzie spadać.
Nieco spokojniej sytuacja przedstawia się u Joanny. Wychowana w malowniczej polskiej wsi, od kilku lat mieszka w Edynburgu. Wśród bliskim jej osób nastroje są raczej mieszane.
Joanna
Edynburg

„Ci, którzy są tutaj długo, mniej się obawiają zmian, ale ci, którzy przyjechali całkiem niedawno, odczuwają strach. Martwią się o pomoc, którą teraz otrzymują, w postaci zasiłków. I nie chodzi tu o tych, którzy tylko z tego żyją, ale o ciężko pracujące rodziny potrzebujące socjalu, by wiązać koniec z końcem.Na pewno najwięcej powodów do niepokoju ma ktoś, kto w ogóle nie pracuje. Martwią się też ci, którzy żyją z handlu polskimi produktami”.

Ja się nie boję, że stracę pracę, czy zasiłki. Może dlatego, że jestem w Szkocji, która po prostu nie mogłaby teraz zacząć odsyłać ludzi. Póki co, mam jednak obawy, czy to, że nie mam obywatelstwa, nie pokrzyżuje mi planów na naukę. Mam dziecko, pracę i nadal studiuję. Tutaj. Wiele przepisów pozwalało ludziom z UE studiować w UK za darmo lub taniej. Teraz będzie z tym problem. Prawdopodobnie stawki będą wyższe dla wszystkich, prócz obywateli.”

Joanna dodaje, że jest duża różnica między Szkocją a Anglią i czuje się, że mieszkańcy Edynburga są za Unią. Według niej, może dlatego, że tutaj potrzeba rąk do pracy, a odejście z Unii utrudniłoby napływ ludzi. W Anglii mieli przesyt, o czym wiadomo było od dawna, i dlatego też łatwiej tam było propagować wyjście z Unii.
Tylko, że jest to zdanie, w większości, starszej części społeczeństwa. To głównie ich głosy zadecydowały o wyjściu z Unii Europejskiej.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...