Widzisz jak dorosły wrzeszczy na dziecko i co robisz? Taka reakcja jest najlepsza

Prawo autorskie: tatyanagl / 123RF Zdjęcie Seryjne
Prawo autorskie: tatyanagl / 123RF Zdjęcie Seryjne
Jest wieczór, mój mąż i nasza córka świetnie się razem bawią, a ja mogę trochę odpocząć. Przebieram się w sportowe ubrania i idę na osiedlową siłownię trochę poćwiczyć. Nareszcie trochę spokoju po męczącym dniu! Obok siłowni stoi zjeżdżalnia i karuzela, nagle widzę małą, na oko dwuletnią dziewczynkę, która zaczyna wdrapywać się na zjeżdżalnię. Gdzie jej opiekun? Przecież to niemożliwe, że jest tu sama!

Dzieci tak mają: lubią być w ruchu
„Wiktoria!” – słyszę nagle i widzę mężczyznę idącego w stronę dziewczynki. Uffff, nie jest sama, co za ulga. „Wiktoriaaaa, chodź tu ku…!” Zamieram. Mężczyzna łapie dziewczynkę za rękę, odciąga od zjeżdżalni, odchodzą. Stają jakieś sto metrów dalej, opiekun dziewczynki rozmawia z innym mężczyzną, nie zwracają najmniejszej uwagi na dziecko. Po chwili dzieje się to, co musi się wydarzyć: Wiktoria biegnie w stronę zjeżdżalni. „Wiktoria, ku…, chodź tu, ile razy można powtarzać?”

Mężczyźni siedzieli na ławce pochłonięci rozmową. Dziecko biegało, tarzało się w piasku, co jakiś czas któryś z mężczyzn podniesionym głosem strofował dziewczynkę, by się uspokoiła. A ja patrzę i nie wierzę. Wiktoria jest dwuletnim na oko dzieckiem, do cholery! Dwulatki nie siedzą w spokoju i milczeniu! Dwulatki biegają, chcą zjeżdżać na zjeżdżalni i tarzać się w piasku!

I myślę sobie, że nie można tego tak zostawić. Nie można akceptować takiego zachowania, trzeba tym mężczyznom zwrócić uwagę. Tylko jak? Wiem jak, bardzo spokojnie i grzecznie. Są mistrzami chamskiego pokrzykiwania, w tym ich nie przebiję. Ale jeśli odezwę się do nich na luzie, z uśmiechem, może zadziała?
Widzę - reaguję
Skończyłam już ćwiczyć, idę więc w stronę mężczyzn. „Wiktoria, no przestań już się tarzać w tym piachu!” – pada, kiedy koło nich przechodzę. Znowu podniesionym głosem. Wszystko się we mnie gotuje.

- Przepraszam bardzo panów – mówię najmilej jak potrafię, oni przerywają rozmowę i patrzą się na mnie – Takie malutkie dzieci jak ona są bardzo ruchliwe, nie ma szans, żeby wysiedziała spokojnie. Krzyczenie na nią raczej nic nie da… - staram się do nich uśmiechać.

- A co pani może wiedzieć? Pani ma dziecko? – krzyczy na mnie mężczyzna.

- Tak mam! I się nim zajmuję, zamiast stać i na nie pokrzykiwać! – wybucham – Tak ciężko pojąć, że ona chce się bawić? Proszę się nią zająć, skoro jest pod panów opieką! – no nie, nie tak miało być. Miało być spokojnie – I proszę przy niej tak nie przeklinać!

Panowie odburknęli, że przecież nie krzyczą i żebym się odczepiła. Ale krzyczeć faktycznie przestali. A ja żałuję, że nie zachowałam spokoju. Można było tę rozmowę poprowadzić tak:

- A co pani może wiedzieć? Pani ma dziecko?

- Tak, w jej wieku. Dlatego wiem, ile taki maluch ma energii i jak trudno jest się nim zajmować. My rodzice nie mamy lekko, prawda? Potrzebują dużo ruchu, chcą się bawić i już! – oczywiście wypowiedziane z uśmiechem. Może się mylę, ale wydaje mi się, że taka reakcja odniosłaby lepszy skutek.

Każda reakcja jest lepsza niż żadna
Ale nie ma co gdybać, bo nie udało mi się zachować zimnej krwi. Jeszcze teraz wszystko się we mnie gotuje, gdy sobie przypomnę tych panów. Nawet nie próbuję się domyślać, jakimi epitetami obdarowali mnie, gdy odeszłam. Powiedzmy, że „wariatka” to najłagodniejszy z nich. Mimo wszystko nie żałuję, że ich zaczepiłam. Przeciwnie – gorąco zachęcam wszystkich do tego samego. Jedna „wariatka” pewnie niczego nie zmieni, ale jeśli tym panom kolejni „wariaci” zaczną w takich sytuacjach notorycznie zwracać uwagę, być może w końcu Wiktoria będzie mogła spokojnie, pod nadzorem osoby dorosłej się pobawić.

Nie mogę też przestać myśleć o tej dziewczynce. Nie wiem, czy któryś z mężczyzn był jej ojcem, czy tylko chwilowo była pod ich opieką (chociaż opieka to zdecydowanie za duże słowo na określenie ich zachowania). A co jeśli tak wygląda całe jej dzieciństwo? Każdego dnia na placach zabaw widuję jej rówieśników – zadbanych, pod opieką troskliwych rodziców, przytulanych, wycałowanych, obfotografowanych, „bo przecież tak ślicznie wygląda na tej huśtawce”. Szkoda, że ona tak nie ma.

Wiktorio, mam nadzieję, że spotkamy się jeszcze na prawdziwym, ogrodzonym placu zabaw. Pobawisz się z moją córką i z innymi dziećmi. Powymieniacie się wiaderkami do piasku, być może się o nie posprzeczacie – jak to w piaskownicach bywa, pobujacie się razem na koniku. Jeśli twoi opiekunowie nieustannie będą słyszeli od przechodniów, że ich zachowane jest niestosowne, może w końcu się opamiętają i cię na taki plac zabiorą.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...