Mam ochotę napisać mojemu dziecku na czole "Tak, bez czapeczki"! Drogie matki, dajcie spokój z tymi nakryciami głowy

Prawo autorskie: maximkabb / 123RF Zdjęcie Seryjne
Prawo autorskie: maximkabb / 123RF Zdjęcie Seryjne
Kilka dni temu po pracy wybrałam się z moją córką na plac zabaw. Dzień jak co dzień. Kiedy stałyśmy na przejściu dla pieszych i mała jak zwykle radośnie machała wiaderkiem wypełnionym po brzegi foremkami obok nas stanęła mama z płaczącym w niebogłosy niemowlakiem. Pomyślałam – pewnie nie przepada za siedzeniem w wózku. Znam ten ból. Ale kiedy spojrzałam na malca okazało się że powód może być zgoła inny. Miał na sobie bowiem zimowy kombinezon i futrzaną czapę.

Nie jestem typem mamy, która czuje (z tytułu tego, ze jest mamą) potrzebę zwracania uwagi innym mamom. Dlatego jedynie smutno spojrzałam na maluszka i na jego mamę, która już prawie gotowała się ze złości, że ten nie przestaje płakać. Ale jak pewnie wiecie, nie każda mama szanuje decyzje innych. Tym bardziej nie każda babcia. I tym razem nie będzie o przegrzewaniu maluchów.

20 stopni w cieniu…
Nie minęło 10 minut zabaw w zacienionej piaskownicy, gdy dołączył do nas mały Nikodem. Z babcią. Zarówno chłopiec jak i jego opiekunka okutani jak w środku zimy.

- Dlaczego Pani córeczka bawi się bez kurtki?
- Bo dziś jest cieplutko. Bezrękawnik jej wystarczy.
- A czapka? Zaraz ją zawieje, zapalenie ucha murowane.
- Przecież nie ma wiatru.
- Ale siedzimy w cieniu. Wie Pani, żeby własne dziecko narażać na takie niebezpieczeństwa…

I tak właśnie gryzłam się w język, ale uratowała mnie mama Nikodema, dzwoniąca zapytać jak tam chłopiec.

Przypomniał mi się fejsbukowy wpis pewnej znajomej mamy. Pisze ona tak:
Znajoma mama 1,5 rocznej dziewczynki
wpis z Facebooka

”Jakieś 17 stopni, piękne słońce. Najpierw miałam ochotę napisać mojemu dziecku na czole "Tak, bez czapeczki!" by pomóc mijającym mnie paniom przyswoić ten osobliwy widok i nie musieć nieustannie odpowiadać na to samo pytanie. Po namyśle uznałam jednak, że za każdy komentarz dotyczący ubioru mojego dziecka będę się odwdzięczać moją opinią na temat fryzury, doboru stroju do sylwetki bądź konieczności zrzucenia kilku kilogramów danej pani. To chyba sprawiedliwe, prawda?”

Nie wiem czy mam w sobie na tyle dużo buty czy zbyt mało pokory, ale chyba niewystarczająco wiele tego drugiego i zdecydowanie za mało tego pierwszego, żeby choć raz zrobić to, o czym pisze owa mama. Ale doskonale ją rozumiem.

Jak to jest z tą czapką
Czapki u dzieciaków widzimy ciągle. Zawsze. O każdej porze dnia i niemal o każdej porze roku. Dlaczego? Argumenty są różne. Bo słońce, bo cień, bo wiatr, bo zmrok, bo samo południe… to zmora polskich dzieci. A to, że nie chcą jej nosić jest zmorą rodziców.
Zastanawiałam się przez jakiś czas czy babcia Nikodema nie miała przypadkiem racji. Czy nie powinnam była założyć małej chociaż opaski na uszy, albo chusteczki. Temat męczył mnie tak bardzo, że postanowiłam poszukać w Internecie opinii innych mam. Trafiłam na blog Agnieszki Skoczylas, blogującej mamy - psycholog. W jednym z wpisów pisze właśnie o nieszczęsnych dziecięcych czapeczkach i zgadzam się z jej słowami w stu, a nawet dwustu procentach. Pozwolę sobie zacytować fragment, moim zdaniem najtrafniej opisujący problem. Otóż na pytanie czy musimy zakładać dziecku czapkę, psychomamożka pisze tak:


• TAK, gdy jest zimno i gdy Wy sami macie ochotę założyć czapkę, bo jest Wam po prostu chłodno w głowę,
• TAK, gdy słońce jest w zenicie,
• TAK, gdy w sezonie letnim głowa Waszego dziecka jest wyraźnie ciepła

I na koniec – najważniejsze - niech czapka będzie na główce dziecka wtedy, kiedy być musi! Podchodźmy drogie mamy (tatusiowie, bacie, ciocie) do tematu rozsądnie. Tyle mówimy, ze dzieci takie mało odporne, podatne na infekcje. Ale sami w ten sposób nie dajemy im możliwości zahartowania się. Z pewnością w słoneczny, bezwietrzny dzień nic im się nie stanie! Ba – możecie tylko im zaszkodzić. Kiedy głowa się spoci a wiatr zawieje, dopiero możemy maluchom wyrządzić krzywdę.

Dlatego właśnie jak tylko skończę pracę zapakuję łopatki, foremki i grabki do wiaderka i wyruszę z córką na podbój lokalnej piaskownicy. W kamizelce i bez czapki. I może rzeczywiście jeśli spotkam Nikodema z babcią to odważę się powiedzieć więcej o tym jakże uroczym acz zbędnym przy tej pogodzie nakryciu jego głowy. Bo chyba nie wspominałam, że czapa miała oczy?

I naprawdę, nie dajmy się zwariować.
Trwa ładowanie komentarzy...