Wirus samotności i wyobcowania. Czyli, na co cierpimy najczęściej, nawet będąc w związku

Prawo autorskie: curaphotography / 123RF Zdjęcie Seryjne
Prawo autorskie: curaphotography / 123RF Zdjęcie Seryjne
W dzisiejszych czasach młodzi ludzie bardzo szybko wchodzą w dorosłość. Przejawia się to między innymi tym, że wykazują oni cechy znamienne dla osób dorosłych, natomiast przyczyną takiego stanu rzeczy są wygórowane wymagania rodziców w stosunku do swoich dzieci. Rodzice ograniczają albo wręcz zabierają dzieciom ich dzieciństwo – we wczesnym wieku ustalają im ścieżkę zawodową, obarczają wieloma obowiązkami, stawiają im wysoką poprzeczkę i mobilizują do udziału w „wyścigu szczurów”. W konsekwencji w życie młodych ludzi wkracza spory stres i niepokój, poczucie zagubienia i osamotnienia. Taki model postępowania rodziców występuje w wielu miejscach świata, np. w Japonii.



Hikikomorito termin utworzony w wyniku połączenia japońskiego czasownika hiku („wycofywać się, rezygnować, odchodzić”) z czasownikiem kumoru(„być w zamku i chronić się, pozostać w świątyni i modlić się, wejść i ukryć się, być w środku i nie wychodzić”).

Młodzi ludzie, których określa się tym mianem,wykazująbrak zaangażowania w życie społeczne i jawną awersję do uczestniczenia w nim. Angażują się natomiast w dużym stopniu w wirtualne życie, komunikują się głównie przez telefon, przez Internet, surfują w sieci oraz grają na konsoli. Wszystko to jest dla nich zamiennikiem realnego kontaktu ze swoimi rówieśnikami, ze społeczeństwem. Rodzice widząc swoje dziecko prowadzące tryb życia w zamkniętych czterech ścianach zaczynają doszukiwać się w nim choroby psychicznej. Długotrwałe życie poza obszarem społecznym i prowadzenie specyficznego trybu życia u części tych dzieci prowadzi do powstania zaburzeń i chorób psychicznych. Lekarze przepisują tym pacjentom leki, lecz w wielu przypadkach osiągnięty zostaje skutek zupełnie odwrotny: młody pacjentzaczyna odczuwać jeszcze większy strach przed wychodzeniem ze swojego pokoju.

Moje doświadczenie z pracy terapeutycznej pokazało mi, że liczba młodych ludzi borykających się z takimi problemami drastycznie wzrosła i nadal rośnie. Według lekarzy, którzy przeprowadzili konsultacje na zebraniu klinicznym z psychoterapeutami, nie mamy do czynienia z chorobą, lecz ze zjawiskiem społecznym.

Podstawę mojej pracy z takimi pacjentami stanowi praca nad nauczeniem ich wychodzenia ze swojego pokoju, który traktują jako samowystarczający azyl.Rozmawiając z nimi zauważyłem, że tryb funkcjonowania tych osób jest zupełnie odwrócony – najczęściej śpią w ciągu dnia, a odżywiają się w nocy. Byłem w pokojach niektórych moich pacjentów i zobaczyłem, że głównym ich wyposażeniem są komputery, telewizory, konsole do gier, ale też i mikrofalówki, lodówki, a nawet przenośne toalety. Widok takijest przerażający. Zrozumiałe się staje, że są to osoby, które wybudowały swój świat w pokoju.

Niektórzy z tych młodych ludzi robią także zakupy w sklepach całodobowych, najczęściej jednak pod osłoną nocy, by ograniczyć kontakty interpersonalne do minimum. Przeważnie ich jedynym oknem na świat jest Internet. Miałem styczność również z przypadkami siedzenia przez cały dzień w jednym miejscu i wpatrywaniu się w telewizor, lub wręcz w jeden punkt. Moje próby rozmowy z takim dzieckiem kończyły się fiaskiem – albo zawieszał się na chwilę, albo po prostu nie odpowiadał. Zauważyłem też, że taka sytuacja wydarza się często w zamożnych rodzinach, które tak naprawdę nie robią nic, aby pomóc swojemu dziecku. „Pomoc” tę sprowadzają do stawiania mu posiłków pod drzwiami jego pokoju. Wszystkie te sytuacje to temat wstydliwy, tabu. Dopiero nagłośnienie kilku skrajnych przypadków przez media doprowadziło do przerwania milczenia.

W 2000 roku hikikomori uciekł z domu psychiatrycznego, po czym uprowadził autobus i zamordował pasażera.Kolejny nagłośniony przypadek to porwanie przez hikikomori małej dziewczynki i zamknięcie jej na klucz w pokojunaniemalże10 lat. Inny dopuścił się morderstwa na swoim koledze.Prasa zaczęła rozpowszechniać artykuły o „społecznych pasożytach", a w konsekwencji wokół tego zjawiska rozpętały się gorące dyskusje, które przeistoczyły się w aktywne działania. Państwo rozpoczęło dotowanie instytucji, których celem było przywrócenie owych młodych ludzi na właściwe tory w społeczeństwie.

Jedna z takich instytucji – „Nowy Początek" - zaangażowała wolontariuszy, nazywanych „zastępczymi siostrami" oraz „zastępczymi braćmi", którzy dążyli do otworzeniahikikomori na świat i wydostania ich spoza granice ich pokojów. Na podstawie ich wypowiedzi z tych działań wiadomo, że zanim taka osoba opuści swój pokój, musi minąć czasem nawet kilka miesięcy mozolnej pracy pełnej próżnych, jednostronnych rozmów.Jeżeli praca ta zakończy się sukcesem, a więc wyjściem dziecka z pokoju, to trafia ono do ośrodka. Tam uczy się funkcjonować od podstaw, żyć wśród innych osób i pracować. Po owocnym przejściu tego etapu powraca do szkoły albo pracy. Jednak nie zawsze ci młodzi ludzie potrafią się przystosować do „normalnego” życia w społeczeństwie, bo aż 30% z nich nie chce wyjść ze swojego pokoju, a 10% – po przebrnięciu przez całą powyższą procedurę – powraca do swojego „azylu”.

Opisywany problem został nakreślony przez Jana Komasę w „Sali samobójców”. Fabuła filmu przez długi okres była mylnie kojarzona z subkulturą emo. W rzeczywistości jest to nic innego jak przedstawienie klasycznego przykładu hikikomori. Dr Tamaki Saito , który praktykuje leczenie hikikomori, źródeł tego zjawiska dopatruje się w relacjachmatka – dziecko, a w szczególności matka – syn. Nadopiekuńczy rodzic wyręcza swoje dziecko w rozwiązywaniu problemów, a to prowadzi do tego, że dziecko pozbawione zostaje możliwości, by nauczyć się samodzielności. Taki nastolatek w konfrontacji z poważną życiową zagwozdką łatwo wpada w nawyk uciekania od problemów, a najbezpieczniejszą kryjówką staje się jego własny pokój.

Dziś leczeniechorych jest w znacznym stopniu łatwiejsze niż kilka lat temu. Na te cele utworzono i wciąż powstaje wiele poradni terapeutycznych oraz klinik, które specjalizują się w terapiach hikikomori. Wielu rodziców, których dzieci są dotknięte zespołem hikikomori, tworzy organizacje służące wsparciem dla młodych ludzi, którzy są dotknięci przez tę chorobę, jak i również dla ich rodziców.

Na koniec chciałbym przedstawić najświeższy, ostatni przypadek z mojej pracy terapeutycznej. Odnosi się on do moich konsultacji przeprowadzonych w domu rodziców dwóch synów w wieku 17,5 roku. Synowie czas spędzają w swoich pokojach grając w gry komputerowe. Jeden z nich zapytany przeze mnie o to, co by się stało, gdyby zabrakło mu komputera, pobiegł do kuchni, wziął tasak w rękę i przyłożył go sobie do gardła. Ta przeraźliwa sytuacja zakończyła się hospitalizacją i leczeniem psychiatrycznym.

W mojej ocenie mamy nową erę chorób, które często będą dotykały młodych ludzi, a wśród których jedno z nich jest właśnie zespół hikikomori. Dziś nie widzę dzieci i młodzieży bawiących się i spędzających z rówieśnikami czas – tak jak ja, czy moi znajomi w dzieciństwie – na podwórku. Dziś młodzi ludzie spotykają się na portalach i nie wychodzą z domów.Jest to smutne, gdyż zauważam to zjawisko coraz częściej. Świat wirtualny jest bardziej atrakcyjny dla młodego człowieka niż budowanie relacji z drugim człowiekiem na zewnątrz.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...