„Odebrano mi pokarm dla dziecka, odebrano mi godność”. Obsługa lotniska skandalicznie potraktowała matkę

Prawo autorskie: petunyia / 123RF Zdjęcie Seryjne
Prawo autorskie: petunyia / 123RF Zdjęcie Seryjne
O tym, że do samolotu nie wolno wnosić płynów w bagażu podręcznym wie każdy. Z jednym wyjątkiem: jedzenie dla dzieci. Wydawałoby się to standardem – to błąd. Na lotnisku Heatrhrow w Londynie pewnej matce odebrano pokarm dla dziecka.

Wątpliwości nie budzi sytuacja, gdy rodzic podróżuje z dzieckiem. Co jednak, gdy matka podróżuje sama i wiezie ze sobą odciągnięte mleko dla dziecka? W takiej sytuacji znalazła się Amerykanka Jessica Coakley Martinez. Niestety, jej podróż nie przebiegła bezproblemowo.



Jessica Coakley Martinez chciała wnieść na pokład samolotu około 15 litrów własnego pokarmu – w formie płynnej i zamrożonej, który wiozła dla dziecka. Ponieważ kobieta podróżowała bez dziecka, odebrano jej pokarm.
Rozgoryczona matka opublikowała na Facebooku otwarty list, w którym mocno skrytykowała całe zajście. „Pozbawiliście moje dziecko pokarmu, a do tego poniżyliście mnie i sprawiliście, że czułam się pozbawiona zarówno roli pracownicy, jak i matki” – pisze Coakley Martinez.

Kobieta opisała także wszelkie trudy jej sytuacji. Nieustanna konieczność odciągania pokarmu w miejscach publicznych, łączenie obowiązków zawodowych z częstymi sesjami odciągania. Napisała o tym, jak trudne jest odciąganie pokarmu w publicznych toaletach, pokojach do karmienia i przewijania dzieci na lotniskach, pustych salach konferencyjnych, itd. Sytuacji, kiedy ktoś obcy zastanie kobietę z laktatorem przy piersi mogą być dziesiątki i nie należą one do komfortowych. To jednak może nie być koniec problemów matki karmiącej i podróżującej. „Wy zniweczyliście to wszystko w jedno popołudnie” – podsumowuje.

Coakley Martinez stwierdza, że sposób, w jaki zinterpretowano przepisy w jej przypadku jest niesprawiedliw i uderza w matki pracujące, znajdujące się w takiej sytuacji jak ona. Oburza ją, że kazano jej pozbyć się nie tylko pokarmu w formie płynnej, ale także tego zamrożonego – a przepisy wprowadzają ograniczenia jedynie odnośnie przewożenia cieczy.
Kobieta zaznacza również, że rozumie i docenia wagę przestrzegania zasad bezpieczeństwa na lotniskach. Zwraca przy tym jednak uwagę, że kontrola pasażerów nie powinna przypominać pracy przy taśmie.

Istotną rolę odgrywa obsługa klienta i krytyczne myślenie. Są przecież sytuacje, kiedy pasażer potrzebuje wsparcia i indywidualnego potraktowania go. I mogę stwierdzić, że to możliwe nie tylko dlatego, że to widziałam, ale także sama tego doświadczyłam na wielu lotniskach. Bo tutaj zdarzają się przypadki wymykające się ogólnym zasadom, na przykład matka, która przewozi pokarm dla swojego dziecka.


A według niej wartość mleka, które przewoziła, jest nie do porównania z inną zawartością bagaży podróżujących.

To nie była butelka rzadkiego wina, albo ekskluzywnych perfum. To było coś bardzo osobistego. To było zdrowie i pożywienie mojego syna. To były pieniądze, które teraz muszę wydawać na mleko modyfikowane, które nie byłoby potrzebne. To nie było mleko na jutro, tylko na najbliższe dwa tygodnie żywienia mojego dziecka. I niezliczone godziny mojego czasu, moja energia, moja godność. I moja chęć, by zapewnić mojemu dziecku wszystko to, co dla niego najlepsze. Wyrzuciliście to wszystko do kosza jak niepotrzebną butelkę szamponu.


Jessica Coakley Martinez ma nadzieję, że jej list otwarty w tej sprawie uchroni kobiety od podobnego potraktowania ich przez personel lotniska.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...