„Pilnuj dzieci, nie widzisz, że rozmawiam?". Moje życie z żoną despotką

Prawo autorskie: vadymvdrobot / 123RF Zdjęcie Seryjne
Prawo autorskie: vadymvdrobot / 123RF Zdjęcie Seryjne
Dyskryminacja w związku? Wydaje się, że na ten temat powiedziano już wszystko. To na kobiety spada większość domowych obowiązków, mają mniejsze możliwości rozwoju zawodowego, niekiedy mniej pieniędzy, mniej czasu dla siebie. Na szczęście nie w każdym domu tak jest. A czasem sytuacja jest odwrotna – to mężczyzna miewa niewiele do powiedzenia.

Jesteś po to, by wykonywać moje polecenia
Marcin i Weronika nie są typową parą, kiedy tylko się ich pozna widać, że bardzo się wyróżniają. On – bardzo przystojny, opanowany, czuły, elokwentny. Ona – atrakcyjna, władcza, nieco chłodna. „Weź mój płaszcz, oddaj go do szatni”, „Pilnuj dzieci, nie widzisz, że rozmawiam?”, „Tyle razy cię prosiłam, żebyś nie sprawdzał wiadomości na telefonie, kiedy jesteśmy razem, natychmiast przestań”. To uwagi, które Marcin słyszy za każdym razem, gdy wybierają się gdzieś całą rodziną. Jest nieustannie strofowany, i to głośno, tak, by wszyscy wokół słyszeli.

Mogę się tylko domyślać, jak osoby postronne to komentują. Pewnie zastanawiają się, jakim cudem facet pozwolił kobiecie, by tak nim rządziła” – mówi Marcin. No właśnie, jak to się stało? Właściwie można było przewidzieć, że ich relacja tak będzie wyglądała, Weronika zawsze była bardzo stanowcza i lubiła rządzić. Marcin zauważył to już na pierwszych randkach, ale wtedy mu nie przeszkadzało, był w Weronice zakochany po uszy. Teraz nie wie, jak długo to wytrzyma. Bo nie, jego problemem nie jest jedynie publiczne strofowanie go przez żonę.

Marcin, z zawodu informatyk, dobrze zarabia. Poza stałą pracą często i chętnie przyjmuje dodatkowe zlecenia. Kilka wieczorów w tygodniu poświęca na pracę, ale to dzięki temu on i Weronika mogą sobie pozwolić na wiele wydatków. Ona pracuje w jednej z korporacji, zarabia nieźle, ale mniej od Marcina. Za to nigdy nie musi siedzieć w pracy po godzinach.

Wygląda to więc na układ idealny, dlaczego więc nim nie jest? Przecież w wielu rodzinach jeden rodzic więcej pracuje, by drugi mógł więcej czasu poświęcać dzieciom. „Weronika bardzo pilnuje tego, byśmy dzielili się domowymi obowiązkami. Nawet jeśli przez pół nocy siedzę nad dodatkowym projektem, to ja muszę rano wyszykować dzieci do szkoły” – opowiada – „Ona mówi, że dzielimy się obowiązkami domowymi po równo, ale to ja gotuję, sprzątam mieszkanie, zawożę dzieci do przedszkola. Weronika tylko je odbiera, robi listy zakupów, planuje zadania. Mówi, że nie nadaje się do pracy fizycznej”.
Domowe porządki
A ponieważ przy dwójce dzieci domowych obowiązków jest sporo, Marcin wpadł na pomysł, by nieco ułatwić sobie życie i wynająć pomoc do sprzątania. „Stać nas na to, ale Weronika powiedziała nie. Nie życzy sobie, by obca osoba krzątała się po naszym mieszkaniu. Poza tym mówi, że to wyrzucanie pieniędzy w błoto, skoro możemy posprzątać sami. W efekcie ja poświęcam na domowe porządki pół soboty, ona ma ten czas dla siebie”.

Bo Weronika mówi, że nie lubi trwonić pieniędzy. I chociaż to Marcin więcej zarabia, ona pilnuje ich wspólnego budżetu. A szczególną wagę przykłada do pilnowania wydatków swojego męża. „Ona zawsze ma na nowe ciuchy, wyjścia z koleżankami, kosmetyczkę, fryzjera. Ja muszę tłumaczyć się z każdego lunchu zjedzonego na mieście. Pieniądze na moje przyjemności? Nie ma takich pozycji w naszym budżecie”.

Raz po pracy poszedłem z kolegami na piwo, trochę się zasiedziałem, wróciłem do domu po północy. Zrobiła mi awanturę, od tamtej pory nie pozwala mi spotykać się z moimi znajomymi. Zresztą w piątkowe wieczory zazwyczaj muszę zajmować się dziećmi, bo ona wychodzi z koleżankami. Chodzą do restauracji, do klubów.” – opowiada Marcin – „Raz zwróciłem jej na to uwagę. Powiedziałem, by przystopowała, bo te jej wyjścia sporo nas kosztują. Oczywiście skończyło się awanturą". Bo Weronika mówi, że nie jest kurą domową, która da się zamknąć w domu.

W jego sytuacji każdy by odszedł. Czy na pewno?
Marcin potrafi docenić zalety żony. Jest świetnie zorganizowana, przezorna, inteligentna. Ale jednocześnie przestał dostrzegać zalety bycia w związku z taką osobą jak ona. „Wiele razy mówiłem jej, że mamy problem, że tak dalej być nie może. Proponowałem psychoterapię” – mówi Marcin. Trochę już jednak Weronikę znamy, nie powinno więc nikogo zdziwić, że stanowczo odmówiła.

Tutaj nasuwa się pytanie (właściwie ono się nasuwa od razu, gdy tylko pozna się choćby część opowieści Marcina): dlaczego on w tym związku tkwi? Jest atrakcyjnym, świetnym facetem, dlaczego nie poszuka kogoś, z kim będzie szczęśliwy? Czyżby jednak kochał Weronikę? „Oczywiście, że ją kocham. Zawsze lubiłem silne kobiety chociaż przyznaję, wiele bym dał, by Weronika była nieco mniej stanowcza”. Jest jednak coś jeszcze. „Za każdym razem gdy sygnalizuję jej, że dłużej w tym związku nie wytrzymam, on straszy mnie, że jeśli odejdę, nigdy więcej nie zobaczę dzieci. Wiem, do czego jest zdolna i boję się, że nie blefuje. A to one są treścią mojego życia”.

Marcinowi znajomi nie raz doradzali, by odszedł od żony. Ale on nie potrafi. Za bardzo boi się, że ona naprawdę uniemożliwi mu kontakt z dziećmi. Poza tym wciąż wierzy, że między nim a Weroniką wszystko się jeszcze ułoży. „Innym tak łatwo jest oceniać. I mądrzyć się, co zrobiliby na moim miejscu” – podsumowuje – „A tak naprawdę nie wiedzą jak by postąpili. Każdemu łatwo jest teoretyzować. Chciałbym tylko, żeby wszyscy ci dobrzy doradcy wiedzieli, że nic nie jest tak proste, jak się wydaje”.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...