Błędy, kiepska polszczyzna, głupie historie. Autorzy tych książek nie powinni pisać - uszy więdną od czytania!

Prawo autorskie: tomsickova / 123RF Zdjęcie Seryjne
Prawo autorskie: tomsickova / 123RF Zdjęcie Seryjne
Warto czytać dzieciom – o tym wiedzą wszyscy. Im więcej i im wcześniej zaczniemy, tym lepiej. Ale już nad tym co czytać zastanawiamy się nieco rzadziej. A szkoda, bo to, co można znaleźć w iektórych książeczkach dla dzieci czasem woła o pomstę do nieba.

Czy rymowanie to trudne zadanie?
Czy naprawdę jest o co robić tyle krzyku? Zwłaszcza, że moje dziecko ma dopiero półtora roku i raczej jest za małe, by doceniać piękno wysokiej literatury? Jest, na przykład o to:

„Lew królem zwierząt jest nazywany,
Po bujnej grzywie rozpoznawany”


I o to:

„Kangur ze skoków i torby jest znany,
Ten ssak w Australii jest spotykany”
.

Rymowanie imiesłowów przymiotnikowych z przymiotnikami nie jest najwyższych lotów zagrywką stylistyczną, właściwie trudno to nawet nazwać rymami. No dobrze, a to:

„Żyrafa z drzewa może liście jeść,
Bo najwyższym zwierzęciem na świecie jest”
?

Nie, to się w ogóle nie rymuje. Nie wiem kto jest autorem tekstów do książeczki „ZOO” wydawnictwa P.H.W Fenix, ale nie powinien pisać tekstów dla dzieci, bo uszy od nich więdną. Niestety prawdopodobnie popełnił „Warzywa” tego samego wydawnictwa, napisane są tak samo źle.

I chociaż moja córka jest za mała, by wyłapać kiepskie rymy, ja po prostu nie chcę, by poznawała swój ojczysty język z głupich, pisanych na kolanie tekstów.
Jaki jest kolor dżungli?
„Mały lew rośnie, aby być silnym. Pewnego dnia będzie koloru dżungli” – czytamy w książeczce „Mały lew” Wydawnictwa Monika Duda. Muszę się przyznać, że dość długo zachodziłam w głowę co to znaczy „być koloru dżungli”. I w końcu się domyśliłam, że w tekście miało być „będzie królem dżungli”!

Kto by się przejmował ponownym przeczytaniem tekstu książeczki przed oddaniem jej do druku? Zwłaszcza, że liczy on sobie całe pięć zdań? Przecież dzieciaki i tak się nie zorientują.

No dobrze, to przyjrzyjmy się może książkom z samymi zdjęciami, tego się nie da zepsuć, prawda? „Pierwszy słowniczek 100 zdjęć do nazwania. Na wsi” wydawnictwa Olesiejuk oznaczona jest jako książka 1+. A w środku zdjęcia wiejskich zwierząt i roślin hodowlanych. Zaraz, zaraz jest coś jeszcze. Na stronie zatytułowanej „W polu” mamy zdjęcia maszyn rolniczych i ich opisy: traktor, kombajn, siewnik, pług, kultywator, brona… Cóż, wiodę bardzo szczęśliwe, kompletne i satysfakcjonujące życie bez najmniejszego pojęcia jak wyglądają brona i kultywator, na co zatem ta wiedza rocznemu dziecku? Kto tę stronę zaprojektował, kto zatwierdził, kto wypuścił do druku?


Królewna czeka na księcia
Zwykło się mawiać, że małe dziecko, to mały kłopot, a duże dziecko, to duży kłopot. I ta chyba sprawdza się w przypadku książek dla dzieci. „Mój królewski skarbiec” – różowa książeczka przyciąga uwagę oryginalną okładką. Zaprojektowana jest tak, że można ją nosić w ręku jak torebkę. A w środku same klasyczne bajki: „Królewna Śnieżka”, „Księżniczka na ziarnku grochu”, „Kopciuszek” i inne.

Pozycja ta wpadła mi w ręce gdy pilnowałam bawiącego się klockami dziecka, przeczytałam losowo wybraną bajkę, padło na „Roszpunkę”. Fabuła w skrócie jest taka: Małżeństwo po latach starań spodziewa się dziecka, jednak ciężarna kobieta podupada na zdrowiu i coraz bardziej słabnie. Ma wielką ochotę na rosnącą na sąsiadującej z ich domem posesji roszponkę, prosi męża, by przyniósł jej warzywo. Ten spotkał jednak złą czarownicę, właścicielkę posesji. Ta uprzedza go, że jeśli mężczyzna weźmie warzywa z jej ogrodu, ona odbierze im dziecko, gdy to się narodzi. Mężczyzna rwie sałatę, od tej pory przychodzi po nią regularnie. Jego żona odzyskuje siły, a gdy rodzi córeczkę, czarownica ją odbiera. Dziecko już nigdy nie zobaczy mamy i taty. Mało tego, dziewczynka zostaje uwięziona w wieży, udaje jej się wydostać dopiero w wieku dwunastu lat, kiedy to wpada w ramiona księcia.

Po tej lekturze nie wiedziałam, czy śmiać się, czy od razu wyrzucić książkę do kosza. Wiem, że bajka oparta jest na legendzie ludowej spisanej przez braci Grimm, wiem, że na takich historiach wychowało się wiele pokoleń, dzieci te historie lubią, zwłaszcza w disneyowskiej oprawie i... mam to wszystko gdzieś. Bezprawne i bezkarne odebranie dziecka rodzicom, uwięzienie go na długie lata – to przecież potworne. I jeszcze to bierne czekanie uwięzionego dziewczęcia, aż jakiś książę ją uwolni. Jakie ta lektura przekazuje dziecku wartości? Nie warto respektować praw człowieka. Nie warto zabiegać o sprawiedliwość (czarownicy nie spotkała kara). Nie warto zabiegać o poprawę własnego losu, wystarczy czekać na księcia.

Wiem, że moja córka pewnie prędzej czy później pozna wszystkie Kopciuszki, Królewny Śnieżki i Roszponki. Ja jej tego jednak ułatwiać nie będę. Wolę poświęcić nasz wspólny czas na czytanie ciekawszych książek.

Czytać dużo, ale mądrze
To nie jest niepotrzebne czepianie się. Kiedy wybieram dla siebie książkę, nie sięgam po pierwszą lepszą pozycję, jaka wpadnie mi w ręce. Czytam opisy, kieruję się rekomendacjami znajomych, recenzjami, ulubionymi autorami, gatunkami i wydawnictwami. Nie chcę przecież tracić czasu i pieniędzy na czytanie chłamu. I tak samo chcę dobierać lektury dla mojego dziecka.

Na szczęście to nie jest trudne zadanie. Seria „Ciekawski Bobas” wydawnictwa Ameet to także bardzo proste rymowanki dla najmłodszych. Jednak te rymy są naprawdę sprawnie ułożone, wpadają w ucho. „Własny kolor” Leo Linnoniego wydawnictwa Tatarak zachwyca zarówno mądrą fabułą, jak i ciekawą grafiką. Od „Auta” wydawnictwa Dwie Siostry zarówno moja córka, jak i dzieci kilku znajomych po prostu nie mogą oderwać oczu. Autorom jakimś cudem udało się popełnić kilka zdań bez błędów i zbędnych bredni. Podobne przykłady można mnożyć, mamy setki dobrych książek dla dzieci. Wystarczy przed zakupem uważnie sprawdzić, czy mamy do czynienia z jedną z nich.
Trwa ładowanie komentarzy...