Grupa naTemat

"Pierwsze wspomnienie związane z mamą? Dostaję po twarzy... Mam mniej niż 7 lat"

Prawo autorskie: konradbak / 123RF Zdjęcie Seryjne
Prawo autorskie: konradbak / 123RF Zdjęcie Seryjne
Przy okazji świąt wielkanocnych, gdy robiłam rachunek sumienia przed spowiedzią – doszłam do wniosku, że jednak nie umiem wybaczyć mamie. Nie umiem, choć wszystkim mówię, że wybaczyłam.

Rozumiem ją, ale nie wybaczyłam
Wciąż w mojej głowie, niczym mantra, lecą jak na taśmie wszystkie wyzwiska jakie padły w moją stronę. Wszystkie. A o tym, że to we mnie wciąż siedzi świadczy nerwica, którą wykryto u mnie parę dni temu. Nieradzenie sobie z emocjami to kolejny skutek. Zbytnie przejmowanie się, humory, nerwowość, lęk, płacz, nieumiejętność kłócenia się – takiego racjonalnego, z dochodzeniem do konsensusu. Kłócę się raczej krzykiem i szantażem emocjonalnym, bo tego zostałam w domu nauczona. Owszem, dzięki mężowi radzę już sobie dużo lepiej, ale to nie mąż powinien mnie uczyć rozmowy a rodzice.

Tyran, dyktator, oprawca, kat – a jednocześnie kochająca mama
Do rany przyłóż, podzieli się wszystkim co ma. Zrobi wszystko, co jest w stanie, by było dziecku lepiej. Ale w zamian oczekuje oddania, posłuszeństwa, przytakiwania, bycia miłą, utulną, pomocną. W zamian oczekuje, że będę obierała wszystkie jej telefony w ciągu dnia. I, że będę stała po jej stronie, gdy się kłóci z tatą. A tato po 48 latach małżeństwa również ma prawo mieć dość. Tyle, że on od pierwszych ich dni miał jej dość. Ale pojawiło się dziecko. Ich pierwsze dziecko. Potem jeszcze dwójka. Czy chciał od niej odejść? Raz. Groziła, że jeśli wyjdzie z domu, to otruje i siebie, i paromiesięcznego pierworodnego – odkręciła gaz. Jak sobie radził z tą jej chorą miłością? Zdradzał. Wiecznie był poza domem. Pracował za granicą. I miał wiele kobiet.

Mama postanowiła się rozwieść
Pojechała z papierami rozwodowymi do Bułgarii (tam akurat pracował). Tato papiery niby podpisał, ale zabrał mamę na kolację, wino. I tak oto poczęłam się ja. Sprawca wszystkich dóbr w życiu mamy, a jednocześnie kolejna kochanka taty. Kolejny powód do niezdrowej miłości. Bo to dla mnie tata został w domu i nigdy więcej nie miał żadnej innej kobiety. Z jednej strony mama mnie kochała, bo dzięki mnie został w domu, z drugiej nienawidziła, bo to nie dla niej został, a dla mnie. Nie wiem czemu piszę: kochała, nienawidziła – mama nadal żyje, ale nie wiem jak teraz jest. Nie wiem czy teraz kocha, czy nienawidzi. Nie interesuję się tym. Wystarczy, że ja z jednej strony muszę ją kochać, bo to ta pomagająca na siłę mama. Ale to nadal mój kat, prywatny tyran – więc nienawidzę.

Na pewno ją rozumiem
Pomogło mi wielu psychologów. Psycholog w gimnazjum, w liceum. Terapia jakaś po studiach. Rozumiem jej ból istnienia. Niemniej jednak, żaden ból istnienia, żaden problem matki nie daje jej pozwolenia na krzyk, na przekleństwa w stronę dziecka ani na bicie. Co zyskała tym biciem? Wepchnęła mnie w symbiozę. Nie umiem jej nie odwiedzać (dla zdrowia psychicznego ograniczam spotkania do jednego w tygodniu). Źle czułabym się, gdybym emigrowała do innego miasta. Nie umiałabym. A jeszcze taty by mi szkoda było – rycerz mojego dzieciństwa. I nie tylko dzieciństwa.

Nadal jest moim powiernikiem
Mama nie rozumiała mojej miłości do taty, który nigdy nie krzyczał, słuchał tego, co do niego mówię, i po każdej wywiadówce był w domu, by ograniczyć awanturę. Przy nim nigdy mnie nie uderzyła. A mama, gdy kłóciła się z tatą, wypominała mu wszelkie kochanki. Robiła to w mojej obecności. Cóż za pogrążenie. Co mnie obchodziły te inne? Ważne, że przy mnie nie miał innych. Skoro mu wybaczyła, przyjęła, to po co wypomina?! Jakaż we mnie agresja wtedy rosła. Krzyczy na mojego świętego tatę. Na moją ostoję. Żałuję, że się nie rozwiedli. Byłoby mi łatwiej, nie miałabym dziś nerwicy. Bo ja się jej ciągle boję. A ona wraz z wiekiem nie jest lżejsza w kontaktach – wręcz przeciwnie. Tylko ona, jej problemy, jej rachunki, jej leki, jej recepty, kolejne rachunki, wydatki, jej choroby.

Pierwsze wspomnienie związane z mamą?
Dostaję po twarzy. Mam mniej niż 7 lat – bo jeszcze na starym mieszkaniu. Kładę się na łóżku, ale ona dalej krzyczy gdzieś w innym pokoju, każe nie wyć i wstawać. Wstaję i widzę plamę z krwi na białym prześcieradle. Krew z nosa. Wszystkie wspomnienia są podobne. Dobrych nie mam. Ale przecież dla niej to, co w środku czuję - nieważne. Ważne, że lodówka pełna, i że kupuje nastolatce takie ciuchy jakie jej się podobają. Np. spodnie dresowe w czasach, gdy wszystkie koleżanki już mają dżinsy.

Czy ja mogę coś czuć?
Czy ja mogę narzekać? Płakać? Nie. Bo przecież mam w życiu dobrze, nie jestem tak chora jak ona. Nikt mnie nie zdradzał. Nikt mną, jako kobietą nie gardził. A to, że regularnie mnie biła – najczęściej po twarzy i po plecach (np. paletką do badmintona, taką metalową), że wyzywała od ku@, szma@ debilów, nieuków – nieważne. Czegoś takiego się nie zapomina. Zaś gdy jako nastolatka pyskowałam, to mama trafiała do szpitala. Ma tyle chorób, że nawet, gdy nic się nie działo, to ją przyjmowano. Zgadnijcie czyja była wina, że ona leży w szpitalu i cierpi? Moja.
Jak jest u mnie dzisiaj? Czuję się brzydka, gruba, głupia, bezwartościowa, słaba, nijaka, byle jaka. Nie radzę sobie z krytyką, z emocjami, płaczę.

Całe moje życie składa się z emocji, bo inaczej nie umiem
Kiedy się boję? Nie cały czas, głównie wtedy, gdy do niej idę lub odbieram jeden z kilkunastu telefonów dziennie. Ale ona wciąż kocha, martwi się, coś kupuje. I nadal oczekuje, że będę przy niej. I będę, bo się boję. Zastraszyła mnie, zmusiła do bycia obok. Do nie wyrażania własnej opinii, do niecierpienia, niepłakania. A gdy komuś o tym mówiłam nikt mi nie wierzył. Bo taka kochana, wspaniała, miła, sympatyczna, do rany przyłóż, pomocna kobieta. Niekochająca zdrowo.

Bardzo chciałabym być już mamą. Taką niekrzyczącą, słuchającą. Kochająco zdrowo.
Bardzo chciałabym móc się już odciąć. Żyć własnym życiem bez niej, bez strachu.

Mimo wszelkich terapii nadal mam problem.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Wychowanie
Skomentuj