Grupa naTemat

Matka wezwała policję do szpitala, bo dziecko w sali obok za głośno płakało. I bardzo dobrze!

Fot. Pixabay / [url=https://pixabay.com/en/hospital-infusion-drip-antibiotic-834152/]stux[/url] / [url=https://pixabay.com/en/service/terms/#usage]CC0 Public Domain[/url]
Fot. Pixabay / stux / CC0 Public Domain
Szpital dziecięcy, noc, na jednym z oddziałów od kilku godzin płacze dziecko. Jest to chory na zapalenie oskrzeli kilkunastomiesięczny chłopczyk. Zaniepokojona matka, która spędza noc ze swoim dzieckiem w sąsiedniej sali, wzywa policję. Chce żeby sprawdzono, czy nad malcem na pewno sprawowana jest odpowiednia opieka.

Troska czy przesada?
Sprawa dzieje się w Gdańsku w Szpitalu Dziecięcym Polanki. Na odział przyjeżdża patrol, co wśród obsługi szpitala wywołuje niemałą konsternację.
Tomasz Sławatyniec
prezes szpitala Polanki w Gdańsku

Pracuję prawie 35 lat w różnych szpitalach i jeszcze nigdy nie słyszałem o tym, by ktoś z rodziców wezwał policję w takiej sytuacji Owszem, zdarzają się interwencje na oddziałach ratunkowych, ale w przypadkach agresywnych pacjentów i wówczas wzywającym jest personel szpitala. Nie znam takiej sytuacji na oddziałach dziecięcych. Mama przebywająca z dzieckiem na oddziale wezwała interwencyjny patrol policji, bo w sali obok zbyt głośno płakało inne dziecko. Pani uważała, że chłopiec przeszkadza jej dziecku, że nie ma zapewnionej właściwej opieki.

Policja tłumaczy się potem, że jej obowiązkiem jest reagować na każde tego typu zgłoszenie. Funkcjonariusze nie stwierdzili jednak żadnych nieprawidłowości w pracy personelu medycznego. Prezes szpitala, Tomasz Sławatyniec, nie krył swojego niezadowolenia z zaistniałej sytuacji. Argumentował, że wizyta uzbrojonego oddziału nie wpływa dobrze na bezpieczeństwo małych pacjentów.


Ton, w jakim wypowiadają się pracownicy, jednoznacznie wskazuje na to, że uważają oni reakcję kobiety za przesadę. Czy jednak przesadą nie jest to, że kilkunastomiesięczne dziecko przez całą noc rozpaczliwie płacze i nikt nie podejmuje próby by go uspokoić?
Tomasz Sławatyniec
prezes szpitala Polanki w Gdańsku

Ale trzeba pamiętać, że na oddziale jest jednocześnie ponad 20 dzieci i nie możemy oddelegować pielęgniarki do stałej opieki tylko nad jednym, choćby najbardziej tęskniącym dzieckiem. Po prostu nie mamy takiej możliwości, szczególnie w czasie dyżuru nocnego.

Nie ma tego złego…
Śledząc dalszy bieg tej sprawy, ma się jednak wrażenie, że faktycznie nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, choć czy dalsze losy chłopca ułożą się dobrze, pokaże nam czas. Interwencja policjantów pozwoliła odkryć inny (oprócz całonocnego płaczu) niepokojący fakt z nim związany. Okazało się, że maluch odwiedzany jest jedynie przez prababcię. W rozmowie z Gazetą Wyborczą, matka przyznała, że wyjechała i przez najbliższe dni nie będzie jej w Gdańsku, natomiast ojciec tłumaczył się tym, że pracuje tak dużo, że nie jest w stanie odwiedzić chłopca. Prababcia przyznaje, że zajmowanie się dzieckiem jest dla niej dużym obciążeniem.

Znajdujący się w szpitalu chłopiec ma jeszcze dwójkę rodzeństwa. O sprawie poinformowany został sąd rodzinny, który sprawdzi jak wykonywana jest opieka nad dziećmi. Możliwe, że rodzina dostanie nadzór kuratora.
Reagujmy!
Może obawy kobiety wzywającej policję się nie sprawdziły, ale dzięki jej telefonowi wyszła na jaw inna, bardzo ważna sprawa, którą niezwłocznie trzeba się zająć. To dowód na to, że ta reakcja (choć, według władz szpitala, mocno przesadzona) była potrzebna. Jestem daleka od negatywnego oceniania tej kobiety, wręcz przeciwnie, widzę w niej dużo odwagi. Odwagi, żeby reagować, kiedy istnieje szansa, że komuś dzieje się krzywda. Przy każdej tragedii, która dzieje się za zamkniętymi drzwiami, poruszana jest kwestia społecznej znieczulicy. Pytamy gdzie byli sąsiedzi, gdzie rodzina i czemu nikt nie słyszał płaczu. Ta kobieta usłyszała. Czasem lepiej zareagować dwa razy za dużo, niż raz za mało.

Cały tekst: trojmiasto.wyborcza.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
SzpitalZdrowie
Skomentuj