Grupa naTemat

Ich syn ledwo uszedł z życiem. Przez przedmiot, który każdy z nas ma w domu

Fot. screen z Youtube [url=https://www.youtube.com/watch?v=-dRs_aH5Vb8]CoinLithiumBatterySafety[/url]
Fot. screen z Youtube CoinLithiumBatterySafety
To miał być wyjątkowy dzień. Karla i Michael przygotowywali przyjęcie urodzinowe dla swoich synów – rocznego Emmeta i trzyletniego Ethana. Tego dnia jednak młodszy z chłopców wstał z podwyższoną temperaturą. Gorączka rosła, aż wreszcie ociec zabrał go na pogotowie. Uznano jednak, że to grypa i wypisano chłopca do domu. Stan chłopca się jednak pogarszał. Kiedy malec zaczął mieć palpitacje serca a w wymiocinach pojawiła się krew, rodzice ponownie pojechali na ostry dyżur.

Ze względu na duszności i problemy z oddychaniem lekarze zdecydowali się na prześwietlenie klatki piersiowej. Okazało się, że w przełyku chłopca tkwi mały przedmiot – bateria. Popularna, okrągła bateryjka obecna w wielu przedmiotach codziennego użytku – w zegarkach, kalkulatorach, termometrach czy pilotach od telewizorów. Według statystyk rocznie połykanych (przez osoby w różnym wieku) jest ponad 3500 bateryjek.
Rodzice małego Emmeta przyznają, że nic nie wskazywało na zadławienie. Chłopiec nie kaszlał, nie miał chrypy. Nie podejrzewali, że gorączka i osłabienie mogą być wynikiem połkniętej przez chłopca baterii. By usunąć przedmiot niezbędna była operacja. Dodatkowo, żrące substancje chemiczne zamieszczone w baterii spowodowały poważne uszkodzenia przełyku, dlatego lekarze zmuszeni byli do wprowadzenia rurki intubacyjnej, by ułatwić chłopcu oddychanie i usprawnić pracę przełyku, krtani i tchawicy.

Od tego czasu chłopiec przeszedł kilka poważnych operacji rekonstruujących uszkodzone części gardła. Fakt jednak zmian w tym zakresie spowodował konieczność żywienia przez sondę i dodatkowego wentylowania płuc. Od zdarzenia minęło już kilka lat. Chłopiec przeszedł w tym czasie dziesiątki operacji. Może powoli samodzielnie przełykać pokarmy i oddychać.
Jego rodzice przyznają, że do tej pory nie przestają zastanawiać się kiedy doszło do wypadku i jak to się stało, że zawinili. Jednak cieszą się, że ich syn przeżył. Dzielą się swoją historią dzielą się na stronie Emmets’ Fihgt ku przestrodze i po to, by zwrócić uwagę innym rodzicom, że największe niebezpieczeństwo może znajdować się w ich własnym domu.

Źródło: Emmet’s Fight

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
SzpitalZdrowie
Skomentuj