Grupa naTemat

To do ciebie matko, która krzyczysz na dziecko. Mam ci kilka słów do powiedzenia!

Prawo autorskie: rmorijn / 123RF Zdjęcie Seryjne
Prawo autorskie: rmorijn / 123RF Zdjęcie Seryjne
Mam czasem takie dni, jadę autobusem albo idę ulicą, a w mojej głowie odzywa się jakiś złośliwy głos. Każdy kto mnie mija jest źle ubrany, mówi coś głupiego albo zachowuje nie tak jak powinien. Szczególnie rodzice, bo przecież pracuję w portalu parentingowym, więc doskonale wiem, że metody wychowawcze, które stosują są przestarzałe i nieskuteczne.

Nie oceniaj!
Mam też czasem takie dni, kiedy jadę autobusem albo idę ulicą zupełnie wykończona, przedstawiam sobą obraz nędzy i rozpaczy. Spotykam wtedy takie kobiety, jaką zdarza mi się bywać, krytyczne i zarozumiałe. Jest mi wstyd i obiecuję sobie, że postaram się już więcej nie oceniać ludzi po pozorach. Wychodzi różnie, ale przynajmniej nie wygłaszam swoich uwag na głos. A wiem, że niektórym nie sprawia to problemu…

Przykładów nie muszę szukać daleko, wczoraj spotkałam się z moją znajomą. Młoda dziewczyna, mądra, ambitna, świetna matka, ale w wyjątkowo trudnej sytuacji życiowej. Problemy finansowe, uciążliwy rozwód, a jej niespełna dwuletni Jasiek właśnie burzliwie rozpoczął swój okres buntu. K. przyszła na spotkanie lekko spóźniona i wyraźnie podenerwowana. Okazało się, że godzinę wcześniej Jasiek urządził jej w sklepie nieziemską awanturę o to, że nie chce kupić mu zabawki. Krzyczał, płakał, szarpał ją za rękaw. Zdenerwowana krzyknęła na niego, żeby się uspokoił za co dostała wyjątkowo nieprzyjemną reprymendę od obserwującej całą scenę pary.

Szlag mnie trafił! Znam K. od lat i wiem, że nigdy nie zrobiłaby krzywdy swojemu dziecku, że jest mądra, odpowiedzialna, ale też okrutnie zmęczona i przeczołgana przez życie! Czy musi to sobie napisać na plecach, żebyście wiedzieli, że każdemu czasem mają prawo puścić nerwy?!

Społeczny ostracyzm
To nie jest jedyna sytuacja, kiedy znane mi matki spotyka społeczny ostracyzm. Znajoma zwierzyła mi się, że boi się dać swojemu dziecku na placu zabaw chrupki czy batona, bo od razu spotka się z krytycznymi spojrzeniami innych matek. Zazwyczaj jedzą zdrowo, ale nie zawsze ma czas przygotować odpowiednie przekąski, kiedy więc podaje swojej córeczce kupiony przed chwilą w kiosku słodycz, czuje się jak przestępca. „Przecież to moje dziecko! To moja sprawa kiedy i co je!” irytuje się przy mnie, choć tak naprawdę stara się jak może, żeby nikt nie przyłapał jej córki z chipsami.
Znam mnóstwo matek i wiem, że nie mają one nadludzkich mocy. Bywają zmęczone, niewyspane (notorycznie), mają takie same problemy jak inni ludzie, a może nawet i trochę więcej. Macierzyństwo sprawia, że ma się więcej cierpliwości, ale nie jest to niewyczerpywane źródło, dlatego zdarza im się czasem podnieść głos albo uciszyć dziecko paczką kukurydzianych chrupek. To nie znaczy, że są złymi rodzicami!

Pomyśl!
Zanim znów kogoś ocenisz, zanim zwrócisz mu niemiłą uwagę, rzucisz oburzone spojrzenie, przykleisz łatkę złego rodzica, pomyśl! Pomyśl o tym, że może mieć wyjątkowo zły dzień, może nie mieć siły, może mieć problemy, których nie umiesz sobie wyobrazić, a potem ugryź się w język.

Nie chcę was odwodzić od reagowania. Są sytuacje na które nie można być obojętnym. Należy do nich przemoc, czy jakakolwiek inna forma znęcania się nad dzieckiem. Nie o tym jest ten tekst. Jest o ekspertach od wychowywania, którzy nie mają oporów przed pouczaniem obcej, dorosłej osoby. Nawet nie wiecie, że robicie jej tym krzywdę.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
RodzinaWychowanie
Skomentuj