Grupa naTemat

Jesteś starą matką? To był twój wybór. Ja dokonałam innego i powiem wprost: odczep się ode mnie!

Prawo autorskie: leszekglasner / 123RF Zdjęcie Seryjne
Prawo autorskie: leszekglasner / 123RF Zdjęcie Seryjne
Kilka dni temu pojawił się u nas tekst na temat inteligencji dzieci. A dokładnie, przedstawiający badania amerykańskich naukowców, którzy próbowali udowodnić, że dzieci urodzone przez matki po trzydziestce są mądrzejsze, inteligentniejsze. Ponoć ze względu na ukończone szkoły, wyższy status materialny, pozycje zawodową, mają większa świadomość i spokój, co przekłada się na dziecko. Ok. nie można się nie zgodzić, że w takiej rodzinie, statystycznie, dziecko rozwija się w lepszych warunkach, bardziej sprzyjających. Ale jakie ma to odniesienie do wieku matki? Takie same warunki może mieć w domu młodych rodziców. Poza tym bycie "starym rodzicem" ma też sporo minusów. Od zdrowotnych zaczynając, pojawia się też przepaść międzypokoleniowa.


Niezwykle mądrzy "amerykańscy naukowcy" udowadniali też, że "stare" matki bywają częściej zmęczone, sfrustrowane i że ciężko im się odnaleźć w macierzyństwie, bo mimo ogromnej wiedzy jaką posiadły w tym temacie, rzeczywistość okazała się inna. Idealizowały, widziały słodkiego, długo wyczekiwanego bobaska i gdy on się pojawił, oderwane od życia zawodowego, kontaktów towarzyskich, często nie mogą się odnaleźć.

Z punktu widzenia biologii, medycznego spojrzenia na macierzyństwo, jednoznacznie wskazuje się, że najlepiej na rodzenie jesteśmy przygotowane między 20 a 30 rokiem życia. I to się nie zmienia. Ja zdecydowałam się założyć rodzinę w wieku 26 lat, a więc teoretycznie skazałam dziecko na bycie z gruntu mniej inteligentnym. Ale nie o mnie tu chodzi. Widzę i znam mamy 20-letnie, które dają lepszy przykład dzieciom niż te po 30. I się nie wymądrzają, nie uważają za idealne, po prostu się starają. A te starsze - często mają coś do powiedzenia. Uzurpują sobie prawo do krytykowania, oceniania, zalewania poradami, mądrościami - z racji swego wieku. Takie doświadczenia ma Ola, mama Stasia, która ma już dość ciągłego wtrącania się w jej życie:

Ty, matko obca
Powiem wprost. Odwal się ode mnie. Ty - babciu na ulicy, która uważa, że zaziębię swoje dziecko, bo ty wychowałaś ich czworo i wiesz lepiej, Ty - kobieto siedząca obok mnie w przychodni, która mi powtarza, że dziecko płacze bo pewnie jest głodne, a ja wiem, że prawie mu się ulewa z przejedzenia. Chociaż jestem już trzydziestką, wszyscy obcy ludzie myślą, że mam najwyżej 25 lat i mi się wciąż dostaje. Traktują mnie jak zalęknioną, nieświadomą owieczkę, która potrzebuje przewodnika, pomocy doświadczonej życiem kobiety. Otóż nie! Niektórzy w ciągu kilku miesięcy mogą dostać taką lekcję od życia, jakiej inni nie zdobędą przez 20 lat. Do tego liczy się dojrzałość emocjonalna, to jak zostaliśmy wychowani oraz indywidualne predyspozycje. Moje znajome i po czterdziestce nie są gotowe na macierzyństwo no i dobrze, że w to się nie pchają w wyniku presji społeczeństwa. Znam też mamę 19-letnią, która lepiej się ogarnia niż niejedna trzydziestka i bywa mi przykładem Ma wszystko tak poukładane jak w szwajcarskim zegarku. Jest super kochającą mamą i jeszcze się uczy i pracuję!
Ty, matko-koleżanko
Bo żyje o te 5 czy 10 lat mniej od ciebie, to uważasz się za mądrzejszą? Jakie to ma znaczenie. Z tego co pamiętam, to byłaś przerażona jak zostałaś mama. Tuż po porodzie pomagała ci mama, teściowa, a i na opiekunkę mogłaś sobie pozwolić. Płakałaś po nocach, że nie masz siły, że nie dajesz rady... Tak, jak każdej mamie się zdarza. Naprawdę każdej! I nie ważne czy jest po, czy przed trzydziestką. Ja również czasami proszę o pomoc, ale radze sobie dobrze. Moje dziecko rozwija się prawidłowo, jestem spokojna. Godze wychowywanie, prace, studia podyplomowe, wspólnie z partnerem naprawdę sobie radzimy i nie oczekuje twoich rad, nie mam ochoty słuchać tego, co powinnam, jeśli naprawdę chce dla swojego dziecka dobrze, ale czego absolutnie robić mi nie wolno, bo tylko mu zaszkodzę. Przestać mnie stresować i próbować wpędzić w kompleksy. A czy w ogóle kiedyś pytałam się ciebie o radę?

I ty, matko, moja teściowo
Która radziłaś: "Niech się wypłacze, zobaczysz za kilka dni sam będzie usypiał. Wszyscy tak kiedyś robili, a te nowe metody?! Traktuje się dziecko jak jajko".Ty, która mówiłaś: "Jak to zjadł połowę? Jest taki chudziutki! Powinnaś sama go pokarmić". Nie, nie będę wciskać dziecku jedzenia na siłę. A tobie, droga babciu, ktoś wciska? Jakbyś się czuła, gdybym wpychała ci łyżkę do gardła? I kolejną i kolejna... Ale tak, racja, zapomniałam, że ty wiesz wszystko o pojemności żołądka swojego wnuka.

Ja naprawdę szanuje cie i twoje doświadczenie. Wychowałaś świetną trójkę (chociaż... mogłabym mieć tu kilka uwag) i jeśli tylko pojawi się problem, to będę ci wdzięczna jeśli będę mogła się z nim zwrócić właśnie do ciebie. Ale kiedy o to nie poproszę, błagam nie forsuj swoich metod!

Ok. 70 lat temu moja babcia urodziła swoje pierwsze dziecko w wieku 16 lat. Opowiadała mi, że było to dla niej za wcześnie, ale nie chodziło jej o sam fakt "stania się mamą" tylko, że nie potrafiła zawalczyć o swój głos. Głos wewnętrznej intuicji buntował się w niej na większość rad babek i matek ze wsi z której pochodziła. Przesądy i pseudo-nauka była na porządku dziennym i nie zawsze udało jej się postawić na swoim. W końcu miała tylko 16 lat, to co ona mogła wiedzieć o życiu - powtarzali jej wszyscy wkoło.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
KobietaMatka
Skomentuj