Grupa naTemat

Mąż, praca, dom, dziecko – była młoda, miała wszystko. Odeszła by poczuć, jak to jest żyć naprawdę

Idealne życie bez problemów jest możliwe! – tak właśnie myślała Natalia, gdy wchodziła w dorosłość. Wszystko układało jej się dokładnie tak, jak powinno. Myślała, że tak już będzie zawsze i że nigdy nie opuści jej ta komfortowa pewność siebie. Oczywiście bardzo się pomyliła.

ŚDorosła i szczęśliwa
- Tak, czułam, że świat leży u moich stóp. Mam wszystko i mogę wszystko – opowiada. Miała ku temu powody. – Zaraz po studiach dostałam dobrą pracę w korporacji. Nie będę ukrywać, że pomogła mi protekcja, mój tata ma swoje kontakty. Kiedy moje koleżanki z roku zdobywały doświadczenie na umowach śmieciowych, za głodowe stawki, ja miałam umowę o pracę, dobrą pensję, poważne stanowisko – wyznaje.

Powodziło jej się nie tylko w życiu zawodowym. Od kilku lat była w stałym, bardzo udanym związku z Krzyśkiem, właśnie planowali ślub. Zakochani w sobie, oboje z zamożnych domów, oboje na początku świetnie zapowiadających się karier – czego chcieć więcej? A zatem jak na idealną parę przystało i wesele było idealne. Duże, ale eleganckie. Mieli najlepszy zespół muzyczny, najlepsze jedzenie, wspaniałą podróż poślubną. Piękne, przestronne mieszkanie kupili wspólnie jeszcze przed ślubem. Nie, nie potrzebowali kredytu, to był prezent od rodziców.

I chociaż kariera zawodowa Natalii układała się bardzo obiecująco, zdecydowali, że to dobry moment na dziecko. – Dlaczego nie? Miałam stabilną pracę, miałam do czego wracać – wyjaśnia. I oczywiście, jak to w idealnym świecie bywa, bardzo szybko zaszła w ciążę. Kiedy Natalia urodziła ślicznego, zdrowego chłopczyka wydawało się, że już naprawdę niczego więcej im do szczęścia nie potrzeba. I tu właśnie zaczął się problem.

Ale nie od razu – najpierw przecież było idealnie. Natalia czuła się dorosła i szczęśliwa. Współczuła swoim koleżankom, które nie miały szans na tak dobrą pracę jak ona, mieszkały we wspólnie wynajmowanych, byle jak urządzonych mieszkaniach, pakowały się w kolejne nieudane związki. One też nawet nie kryły się z tym, jak bardzo zazdroszczą jej komfortowej sytuacji życiowej.

Ale przecież wszyscy wiemy, że idealne życie nie istnieje, prawda? Wiemy, że jedynie kwestią czasu było to, kiedy wspaniały świat Natalii zacznie się sypać? – Ja nie wiedziałam. Myślałam, że tak będzie zawsze. Że z łatwością będę dostawać w życiu to, czego chcę. Bo przecież tak właśnie zawsze było. Tyle tylko, że ja już niczego nie chciałam. Miałam wszystko i zaczęłam odczuwać straszliwą pustkę.
Idealne, puste życie
Bo czy jej życie naprawdę było takie wspaniałe? – Jak można być szczęśliwym, skoro nie musisz się o nic starać, wiesz, że wszystko, do czego dążyłaś już masz? – żali się – Wspaniały mąż, świetna praca, piękny dom, pieniądze, dziecko. Ludzie pracują i czekają na to wszystko latami. Ja już nie miałam na co czekać, czego planować, o czym marzyć.

W końcu przestała nawet współczuć swoim koleżankom, ona im zazdrościła. Te odrapane wynajęte mieszkania, ekscytujące przygody z mężczyznami, determinacja, jaką musiały wykazać, by wywalczyć sobie mocną pozycję zawodową – to było prawdziwe życie. A ona czuła się, jakby mieszkała w plastikowym domku dla lalek. Wpadła w depresję. I w końcu poczuła, że musi coś zmienić.

- Tak, kochałam Krzyśka i kochałam naszego synka. Nadal ich kocham. Ale ja po prostu nie mogłam dłużej tak żyć, musiałam odejść – opowiada – Zbliżały się moje trzydzieste urodziny, kiedy miałam zasmakować prawdziwego życia, jak nie teraz? Bardzo żałuję, że tak wcześnie weszłam w dorosłość, odebrałam sobie najlepsze lata młodości. I po prostu musiałam to nadrobić.

"Nie jestem potworem!"
Gdy odchodziła twierdziła, że nie mogła postąpić inaczej. Najpierw była separacja, po kilku miesiącach wniosła pozew o rozwód. Synka zostawiła z Krzyśkiem. – Pewnie powiecie, że jestem potworem, bo zostawiłam dziecko. Wiem, wyrządziłam mu krzywdę, ale przecież mężczyźni też to robią: odchodzą od swoich rodzin. A ja też jestem człowiekiem, mam uczucia, potrzeby, czasem zawodzę – mówi ze łzami w oczach. Chociaż było jej ciężko, nie wahała się ani chwili.

Nie wszystko jednak w swoim życiu porzuciła. Ani przez chwilę nie rozważała zmiany pracy. Przez tych kilka lat świetnie się sprawdziła, awansowała, teraz miała wysokie stanowisko, zarabiała duże pieniądze. No i nie wynajmowała domagającej się remontu kawalerki dla studentów, kupiła własną i pięknie ją urządziła. W końcu czuła, że żyje naprawdę. I to nie sama. Jak tylko zakończyła się sprawa rozwodowa, weszła w nowy związek. – Nie wiem, czy to coś poważnego, szczerze mówiąc wątpię. Nie byłam z nikim innym niż Krzysiek od dziesięciu lat, potrzebowałam tego – wyznaje. I dodaje, że teraz jest naprawdę szczęśliwa.

Wie, że bardzo zraniła i męża, i synka. Najgorsze jest to, że tak naprawdę nigdy nie przestała kochać Krzyśka, nie miała mu zupełnie nic do zarzucenia. Po prostu nie umiała dalej z nim żyć. A syna odwiedza regularnie. Chciała zabierać go do siebie na weekendy, ale chłopiec na razie woli być z ojcem, nie chce nocować u niej. – Mam nadzieję, że to się zmieni. Bo mimo tego, co zrobiłam, kocham go. I zrobię wszystko, by kiedyś mi wybaczył to, co zrobiłam. To mój cel, teraz przynajmniej mam o co się starać – dodaje gorzko.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
ZwiązekRodzina
Skomentuj