Grupa naTemat

Nie chcę żeby moje dziecko bawiło się w piaskownicy z tamtym, NIEszczepionym!

Prawo autorskie: yarruta / 123RF Zdjęcie Seryjne
Prawo autorskie: yarruta / 123RF Zdjęcie Seryjne
Wreszcie jest. Wiosna oczywiście. Lżejsze kurtki, buty, dłuższe spacery z dzieckiem i wyprawy na place zabaw. Pełnia szczęścia. Do czasu pierwszej zabawy w piaskownicy…

Wracałyśmy wczoraj z przychodni. Ponieważ zaserwowałam małej kolejne kłucie i umówiłam ją już na następną wizytę szczepienną uznałam, że w ramach rekompensaty należy nam się jakaś smaczna przekąska i wizyta na dużym, kolorowym placu zabaw. Moje dziecko szybko zapomniało o płaczu i w te pędy rzuciło się na pozostawione w piaskownicy foremki. Jak się pewnie domyślacie nie byłam jedyną mamą, która pomyślała o wyjściu z domu w ten piękny słoneczny dzień. A moje dziecko nie było jedynym spragnionym zabaw na powietrzu brzdącem.
Typowy wiosenny obrazek. Mamy siedzą na ławce, dzieciaki odkrywają świat. A to psia kupa, a to jakiś pet, a to zgnieciona puszka. Tego nie rusz, to zostaw, tamtego nie dotykaj. Nie gryź, nie bierz do buzi, zostaw… i tak dalej. Żeby jednak nie było za nudno, jedna mama z drugą mamą dyskutują. Choć siedziałam z boku nie sposób było nie słyszeć ich coraz bardziej podniesionych głosów.

- Jak to Pani nie szczepi?
- Nie szczepię. Nie będę truła dzieciaka chemią. To wszystko wymysł firm farmaceutycznych. Niech Pani poczyta, porozmawia z kimś mądrym, a nie tylko bezmyślnie słucha tego, co mówią w telewizji.
- Słucham, czytam, rozmawiam. Nie zgadzam się z Panią. Przecież to dla dobra dziecka.
- Kto tak mówi? Tylko Ci, którzy na tym zarabiają!
- Myśli Pani, że postęp medycyny to jakiś mit? Że rozwój cywilizacyjny nie spowodował, że jest więcej zagrożeń przed którymi musimy się bronić? Trzeba wspomagać odporność.
- Moje dziecko jest odporne. Nie choruje. Urodziło się silne i nie mam zamiaru ingerować w jego organizm. Słyszała Pani ile maluchów a autyzm? Ile umiera? Myśli Pani, ze przez co to? Że samo z siebie się bierze?
- A słyszała Pani o epidemii odry? Wie Pani skąd to się wzięło? Przez takie osoby jak Pani! Gdyby nie wy, antyszczepionkowcy, nie musielibyśmy z powrotem walczyć z chorobami, które właściwie przestały istnieć. Jakbyśmy mieli jako społeczeństwo mało problemów. To sami sobie jeszcze chcemy dokładać zmartwień, o których przez jakiś czas mogliśmy zapomnieć.
- To wśród szczepionych dzieci nie ma chorób? Proszę mnie nie rozśmieszać.

Kiedy zaczęłam bać się, czy przypadkiem nie dojdzie zaraz do rękoczynów, syn Pani szczepiącej i syn Pani nieszczepiącej pokłócili się o koparkę i potrzebna była interwencja. To ostudziło nieco atmosferę, ale tylko na moment.

Może zainteresować cię także: 11 najgłupszych tekstów antyszczepionkowców


Przez kilka minut Panie siedziały zwrócone każda w swoją stronę, aż wreszcie zwolenniczka szczepień nie wytrzymała – A Pani szczepi? – to było do mnie. Łudziłam się, że jestem niewidzialna. Ale w powietrzu za dużo było emocji, żeby temat mnie ominął. Cóż mogłam zrobić, kiedy dwie pary oczu łypały na mnie wygłodniałe wyroku. Dokładnie tak, czułam się jak sędzia w beznadziejnej sprawie. Musiałam stanąć po jednej ze stron, i choć mając swoje zdanie, zupełnie nie miałam ochoty angażować się w dyskusję.

- Szczepię.
- A wygląda Pani na całkiem rozsądną. Myślałam, że i w głowie poukładane. (przeciwniczka szczepień)
- Sugeruje Pani, że chcę dla mojego dziecka źle? (to ja)
- Gdyby Pani chciała dobrze, to narażałaby je na takie niebezpieczeństwo? Działałaby wbrew naturze? (przeciwniczka szczepień)
- A nogi ma Pani ogolone, to przecież też wbrew naturze. To co – jak nam wygodnie to mówimy A a robimy B? Gdyby Pani miała coś mądrego do powiedzenia, to nawet chętnie bym z Panią porozmawiała. A Pani jest jak Jehowi – przychodzą, zagadują, niby chcą rozmawiać a jak przychodzi co do czego to i tak tylko przekonują, że ich jest naj. (zwolenniczka szczepień)
- Pani jest żałosna. (przeciwniczka szczepień)
- No Pani nie jest. (zwolenniczka)

W tym momencie uznałam, że pyskówka jest nie dla mnie. Zresztą moja pociecha wymęczona wizytą w przychodni zaczęła pchać się do wózka. Na odchodne usłyszałam jeszcze tylko, żebym zastanowiła się kilka razy, bo jest dla mnie nadzieja (to od przeciwniczki szczepień) oraz (tym razem zwolenniczka) że nie życzy sobie, by jej syn bawił się z synem tej Pani.

Zabrzmiało trochę, jak groźba zarażenia się trądem. A może to działa trochę tak samo? W końcu odry już nie było, a znów coraz więcej mówi się o zachorowaniach. Tylko gdzie w tym wszystkim logika? Czy dwóch chłopców bawiących się w piaskownicy koparką musi wysłuchiwać awantur na temat o którym nie mają pojęcia? Czy mama – zwolenniczka szczepień powiedziała dziecku „kochanie, nie baw się z tym chłopcem, on może zarazić cię jakąś chorobą” – „jaką mamusiu?” – „każdą, bo jego mama nie przejmuje się jego zdrowiem. Twoim tym bardziej”. Czy w takim razie ta Pani przejmuje się swoim zdrowiem? Teraz żałują, że nie zapytałam, czy sama była szczepiona…

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
ZabawySzczepieniaSzczepionki
Skomentuj