„6-latki na wsi radzą sobie świetnie. Dlaczego te z miast miałyby wypaść gorzej?”

Fot. Pixabay / [url=https://pixabay.com/en/child-kid-play-tranquil-study-865116/]picjumbo[/url] / [url=https://pixabay.com/en/service/terms/#usage]CC0 Public Domain[/url]
Fot. Pixabay / picjumbo / CC0 Public Domain
Szanowni Państwo,

bardzo dziękuję za akcję, którą prowadzicie. Mnie samej bezpośrednio jeszcze nie dotyczy, ale chciałabym, żeby moje dziecko w przyszłości nie musiało spędzać większości swojego dzieciństwa w przedszkolu.



Mam 23 lata, więc przedszkole mgliście pamiętam, ale wiem, że „robiłam” zerówkę dwa razy. Raz, mając 5 lat, ponieważ panie nie widziały żadnych przeciwwskazań, a podobno nawet konieczność, żebym zaczęła już bardziej konkretny rozwój. Mając 6 lat, zrobiłam ją drugi raz, ponieważ mama nie chciała puszczać mnie wcześniej do szkoły. Mówi, że bała się. Ponieważ wtedy nie było w ogóle publicznie takich głosów, myślała, że nikt tego nie robi.

W liceum, co prawda tym najlepszym w Małopolsce, spotkałam mnóstwo osób rok młodszych, będących w jednej klasie ze mną. Okazało się, że nawet te paręnaście lat temu część rodziców widziała konieczność posłania dzieci wcześniej do szkoły, aby zapewnić im bardziej harmonijny i płynny rozwój. Ciekawe. I z jednej strony można powiedzieć, że pochodzę ze specyficznego środowiska ludzi inteligentnych, tych z olimpiadami w liceum. Ale z drugiej strony to było kilkanaście lat temu, obecnie dzieci rozwijają się o wiele szybciej i myślę, że nie tylko te najmądrzejsze są w wieku 6 do 7 lat za duże na przedszkole.

Tablety, laptopy, internet, interaktywne książki, świetne, coraz bardziej wymyśle zabawki – to wszystko tak niesamowicie rozwija, może to zabrzmi zabawnie, ale według mnie naprawdę uczy poruszania się we współczesnym świecie, nadaje świadomość, wyrabia refleks i spryt. Sześciolatki obecnie są zupełnie inne niż kilkanaście lat temu.

Druga opinia to opinia mojej mamy, polonistki w zespole szkół. Pierwsze „sześciolatki” są w tym roku w 6. klasie. Jedynym problemem jest to, że stanowią połowę klasy, druga połowa to dzieci, które przyszły do szkoły mając 7 lat. I istnieje widoczny podział między dwiema tymi grupami, według mojej mamy skutecznie kreowany przez rodziców.

Ci, którzy posłali dzieci rok wcześniej, mniej od nich wymagają i z łatwością znajdują wytłumaczenie na wszystkie złe zachowania lub gorsze oceny. „Bo przecież jest mały, młodszy od kolegów”. W każdym innym aspekcie dzieci te radzą sobie zupełnie dobrze, może początkowo są mniej zdyscyplinowane, ale bardzo szybko się uczą różnych zachowań. Także sami nauczyciele potwierdzają gotowość dziecka do pójścia do szkoły w wieku 6 lat, problemem wydają się być rodzice, którzy nawet jeżeli przekonani o konieczności posłania dzieci wcześniej do szkół, i tak nie wywiązują się najlepiej z zadania.

Dodam tylko, że mama pracuje w zwykłej szkole na wsi, prawdopodobnie tej raczej gorszej niż lepszej. Skoro dzieci ze wsi sobie radzą, dlaczego nie te z miast, które mają już w przedszkolu więcej kolegów, większą ich różnorodność i prawdopodobnie częściej chodzą do kina albo teatrzyku?

To tyle mojej opinii. Polecam docierać do nauczycieli, którzy już od wielu lat widzą, że siedmiolatki są za duże na pierwszy dzień w szkole. A teraz środowisko nauczycieli jest bardzo złe na obecny rząd, więc myślę, że w każdej tego typu sprawie chętnie się wypowiedzą. Można też zasięgnąć opinii o planie 4x4x4, który ma „ratować” gimnazja, w rzeczywistości niszczy podstawówki, zakłada nauczanie początkowe (bezprzedmiotowe, bez sprawdzania postępów i systematyki) wydłużone do 4 lat. A potem do czteroletniego gimnazjum. Absurd, niestety.

Pozdrawiam.
Kasia
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...