Grupa naTemat

Nieustannie oceniam i krytykuję innych rodziców. Też to robisz? I bardzo dobrze!

Fot. Flickr.com / [url=https://www.flickr.com/photos/34547181@N00/6022740715/]Philippe Put[/url] / [url=https://www.flickr.com/photos/34547181@N00/6022740715/]CC BY[/url]
Fot. Flickr.com / Philippe Put / CC BY
„Najłatwiej być rodzicem cudzych dzieci” – jest w tym sporo prawdy. Bo przecież to takie proste: skrytykować bezradną matkę, której dziecko właśnie urządza scenę rozpaczy na środku ulicy. „Ja bym mojemu dziecku nigdy nie pozwoliła na takie zachowanie” – łatwo powiedzieć! A jednak uważne obserwowanie innych rodziców i wyciąganie wniosków, także krytycznych, nie musi być jednoznacznie złe.

Spotykasz się ze znajomymi, rodzicami małego dziecka. Siłą rzeczy widzisz jak je karmią, w jaki sposób się do niego odnoszą, jak się z nim bawią i… zupełnie ci się to nie podoba. Powiedzmy sobie szczerze, każdy czasem tak ma. A jednak z reguły zachowujemy sporą ostrożność w wydawaniu sądów, zwłaszcza na głos. I dobrze, bo nie wszystko jest naszą sprawą. I każdy, kto sam zarzucany był „dobrymi radami” od osób postronnych wie, jak te potrafią być irytujące. Wtrącić można się w wyjątkowych sytuacjach. Gdy dziecku dzieje się krzywda, gdy mamy pewność, że jesteśmy w stanie coś doradzić, gdy wiemy, że bliskość relacji z daną osobą pozwala na taką ingerencję. Nie zmienia to jednak faktu, że obserwujemy nieustannie, siłą rzeczy formułujemy sobie własne poglądy na temat tego, co widzimy. I nie warto się przed tym powstrzymywać.

Obserwujmy, zastanawiajmy się nad tym, co widzimy, próbujmy odpowiedzieć sobie na pytanie, co zrobilibyśmy inaczej, niż rodzice dziecka, których metody wychowawcze nie przypadły nam do gustu? Warto to robić zwłaszcza, jeśli sami spodziewamy się dziecka, bądź już zostaliśmy rodzicami i wszelkie wychowawcze trudy są przed nami.

Bo skąd niby mielibyśmy wiedzieć, czego chcemy dla własnych dzieci? Łatwo powiedzieć: chcę, by moje dziecko zdrowo się odżywiało. Ale dopiero po tym, co zobaczyłam u innych rodziców wiedziałam, czego konkretnie chcę uniknąć. Kolorowy serek z dużą ilością cukru na kolację dla dwulatka? Kupienie czterolatce fast fooda, bo była głodna po spacerze, a do domu daleko? To przykładowe zachowania, jakie zaobserwowałam wśród moich znajomych, które w moim przekonaniu są szkodliwe i nie chcę ich dla mojego dziecka. To zachowania, które bardzo mi się nie spodobały, ale też pozwoliły mi dobrze przygotować się do kwestii żywienia mojego dziecka, by nigdy nie musieć kupować na spacerze białej buły z podgrzanym produktem seropodobnym.

Innym takim zachowaniem, jakie negatywnie mnie zaskoczyło był nadmiar zabawek u dzieci znajomych, wożonych wraz z dziećmi zawsze i wszędzie. Tak, pomyślałam sobie krytycznie, że zabieranie na kilkugodzinne wyjście z domu dużej torby zabawek to niemądre rozpieszczanie. I tak, nie miałam wtedy dzieci. Byłam jedną z tych nieznośnych osób, które „wiedzą lepiej”. Tyle tylko, że moją „wiedzę” zachowałam dla siebie. Po co miałabym się nią dzielić? Gdyby rodzice tych dzieci chcieli ograniczyć zabawki, to by to zrobili. Najwyraźniej mają swoje powody, by tego nie robić i moje wtrącanie się tego nie zmieni. Mnie za to obserwacja skłoniła do refleksji, jakie zabawki chcę mojemu dziecku kupować? Jak często? Kiedy będziemy się nimi bawić? A potem pozwoliła mi pilnować, by ustalonych zasad przestrzegać.
Kiedy spodziewałam się dziecka miałam sporo wyobrażeń na temat tego, jakim chcę być rodzicem. Część tych wyobrażeń była efektem krytycznej oceny innych rodziców. Nawet jeśli nie podobały mi się takie oczywistości jak podawanie dzieciom niezdrowego jedzenia, czy sadzanie przed telewizorem, by mieć święty spokój, refleksja nad nimi miała sens. Krytyczna ocena konkretnych przypadków pozwoliła mi zbudować sobie własną strategię radzenia sobie z poszczególnymi kwestiami. I tak, wciąż patrzę na innych rodziców krytycznym okiem.

Oczywiście nie samą krytyką człowiek żyje. Znam wiele osób, które szczerze podziwiam za mądre wychowanie i wspaniałe radzenie sobie z dziećmi. Co więcej, bywa że u jednej osoby widzę coś, co mnie zachwyca oraz zachowanie, które uważam za beznadziejne. I tak, jak pozytywne przykłady stanowią dla mnie inspirację, tak samo negatywne skłaniają do refleksji nad tym, czego w moim rodzicielstwie chcę uniknąć.

Wiele moich wyobrażeń związanych z wychowaniem dziecka już zostało brutalnie zweryfikowanych przez rzeczywistość. Liczę się z tym, że będzie się tak działo również w przyszłości. Co więcej, jestem świadoma tego, że moje metody wychowawcze czy sposób opieki nad dzieckiem może kogoś oburzyć i skłonić do negatywnej oceny moich starań. Jeśli skłoni go też do wartościowej refleksji – proszę bardzo. A jeśli krytyczne uwagi zostaną mi przekazane – z tymi konstruktywnymi bardzo chętnie się zmierzę.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
WychowanieRodzina
Skomentuj