Grupa naTemat

Drogi pracodawco, dziś moje dziecko gra w szkolnym przedstawieniu. Należy mi się wolne!

Prawo autorskie: rafaelbenari / 123RF Zdjęcie Seryjne
Prawo autorskie: rafaelbenari / 123RF Zdjęcie Seryjne
Niejedna mama i niejeden tata muszą się czasem nieźle nagimnastykować, by zdążyć dojechać na szkolne przedstawienie czy ważny występ w przedszkolu. Bardziej wyrozumiały pracodawca przymknie oko, mniej przychylny będzie oczekiwał wzięcia na ten dzień urlopu. Tak czy siak, nie jest łatwo.

A może by tak…
Kilka dni temu znalazłam ciekawy artykuł zachęcający pracodawców do bycia – nazwijmy ich – bardziej prorodzinnymi. A dokładniej, do zachęcania ich, by aktywniej uczestniczyli w życiu przedszkolnym czy szkolnym swoich pociech. Już wyjaśniam o co chodzi.


Sprawa co prawda dotyczy Kalifornii, ale śmiało można przenieść ją (z uwzględnieniem oczywiście warunków na naszym rynku pracy) na polski grunt. Okazało się, że dzieci często przygotowują tam przedstawienia dla rodziców, które w wielu szkołach i przedszkolach prezentowane są w godzinach pracy ich rodziców. Najczęściej też nie są anonsowane dużo wcześniej, przez co wielu rodziców w ogóle nie ma możliwości uczestniczenia w nich. Dlatego ustawodawca wyszedł naprzeciw potrzebom pracujących mam i ojców wprowadzając przepis dający im prawo do 5 dni wolnych od pracy na okoliczność uczestnictwa w szkolnych przedstawieniach ich dzieci. Jest to urlop bezpłatny, tych 5 dni można wykorzystać w ciągu roku.

To jednak okazało się nie być wystarczającym rozwiązaniem i kalifornijski ustawodawca postanowił pójść o krok dalej. Postanowił bowiem zapewnić rodzicom płatne dni wolne od pracy. Jak podkreślają twórcy projektu, chodzi o to, by rodzic nie miał poczucia, ze dokonuje wyboru między dzieckiem a zarobkiem, między płaceniem rachunków a byciem zaangażowanym. Ładnie powiedziane prawda? Nowa ustawa, jeśli zostanie przyjęta, będzie dawała pracodawcom zatrudniającym więcej niż 25 pracowników możliwość udzielenia pracującym rodzicom trzech płatnych dni w roku na uczestnictwo w życiu przedszkolnym lub szkolnym ich dzieci. Zanim jednak przepisy wejdą w życie muszą zostać jeszcze przesłane do odpowiednich konsultacji (przedsiębiorcy się buntują – niektórzy mówią, że nie mogą sobie pozwolić na tego typu przestój w pracy, inni twierdzą, że rozwiązanie ma walor dyskryminujący). Sam fakt jednak, ze pojawiła się taka inicjatywa, jest budujący.
Rodzic pracujący
O ile na amerykańskim rynku pracy zwraca się uwagę na inne aspekty niż na polskim, ten zdaje się być uniwersalny. Każdy rodzic, niezależnie od tego w jakiej części świata żyje, chciałby aktywnie uczestniczyć w życiu swojego dziecka. Póki co, nasz ustawodawca (oczywiście mówię tu o osobach posiadających status pracownika) pozwala pracującemu rodzicowi na wzięcie urlopu w dniu szkolnego przedstawienia, urlopu na żądanie (cztery razy w roku) jeśli dowiedział się o występie w ostatniej chwili, lub – w przypadkach ostatecznych – słynnego L4, które uprawnia do leżenia w łóżku a nie bicia braw w pierwszych rzędach szkolnej auli.

Rodzic – pracownik i tak zdaje się być w lepszej sytuacji niż rodzic wykonujący pracę na podstawie jednej z umów cywilnoprawnych. Ten pierwszy bowiem, jeśli opuści zakład pracy, otrzymuje pensję. Ten drugi już nie. By zarabiać musi pracować, każda nieobecność to więc ubytek w domowym budżecie. Co więc robić? Dogadać się i „odrabiać” firmowe obowiązki po nocach? A może kombinować?

Polskie realia
Z moich obserwacji jednak wynika, że nie jest tak źle. To bardzo budujące. Choć polski kodeks pracy w dziale „urlopy” nie mówi zupełnie nic na temat przywilejów rodzicielskich, dodatkowych dni wolnych (przynajmniej tych na szkolne przedstawienia) czy obowiązku specjalnego traktowania, można śmiało powiedzieć że przepisy tej ustawy są nastawione pro-pracowniczo. I pewnie daleko nam jeszcze do kalifornijskich rozwiązań i zapisania tych kwestii w przepisach. Nie zmienia to jednak faktu, że narzekać nie możemy.

Wielu rodziców przyznaje, że radzi sobie z tymi kwestiami i nie opuszcza szkolnych wystąpień. I mówi o tym bez nerwów? Jak to wyjaśnić – w prosty sposób. Pracodawca to też rodzic. Który tak samo chce pamiętać o szkolnych występach i uczestniczyć w życiu dziecka. Więc wie o czym mowa. Poza tym takie apele nie odbywają się codziennie, a pracę można bardzo często tak rozplanować, by opuścić biurko na dwie godziny.

Czy więc potrzebne nam takie rozwiązania zapisane w przepisach? Czy po prostu potrzebujemy takiego paragrafu w kodeksie, by wiedzieć, że jesteśmy dla prawodawcy ważni? I czy taki zapis zagwarantuje nam, rodzicom, spokojny sen i pewność, że nie opuścimy już żadnego ważnego występu?

Informacja: parents.com

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
PracaPolityka ProrodzinnaSzkoła
Skomentuj