Grupa naTemat

"Tak, dałam klapsa mojej córce. Jesteś pewna, że na moim miejscu postąpiłabyś inaczej?"

Fot. castka / 123RF Zdjęcie Seryjne
Fot. castka / 123RF Zdjęcie Seryjne
Basia nie chce się usprawiedliwiać. Nie oczekuje też słów wsparcia ani zrozumienia. Dziś są już niepotrzebne. Została publicznie „zlinczowana” i nazwana złą matką. Usłyszała też, że tacy jak ona nie powinni mieć dzieci. Inne matki, trzymające swoje pociechy za ręce patrzyły na nią spode łba. A ona? Ona nie zapomniała języka w gębie i z dumnie podniesioną głową powiedziała: „Tak, dałam klapsa mojej córce. I co z tego?”

Kiedy dziś Basia wspomina tamten dzień, zaczyna nerwowo chodzić po pokoju. Widzę emocje wypisane na jej twarzy i to przekonanie, że mimo wszystko postąpiła słusznie.

Wychodziłyśmy ze sklepu. Obładowana torbami próbowałam z kieszeni kurtki wyciągnąć kluczyk od samochodu, który stał zaparkowany po drugiej stronie ulicy. Obok mnie kroczyła moja 5-letnia córka Oliwka. Mocno ściskała rękaw mojej kurtki, bo doskonale pamiętała nasze rozmowy dotyczące bezpieczeństwa. Z kieszenią wciąż jednak przegrywałam, musiałam więc na chwilę odłożyć zakupy, aby wreszcie się do niej dostać. Kiedy się schyliłam, Oliwia puściła moją kurtkę i radośnie piszcząc zaczęła biec przed siebie.
Twoja córka wbiegła na ulicę bo zobaczyła...małego pieska?
Właśnie tak. Zobaczyła małego pieska, który siedział przy naszym samochodzie. To 5-latka, która uwielbia zwierzęta, czy powinnam dziwić się, że nagle ten mały piesek stał się dla niej ważniejszy niż ja, niż bezpieczeństwo, niż jej życie? Nie, ma dopiero 5 lat. I ma przecież mnie, matkę, która powinna chronić ją przed niebezpieczeństwem.

Rzuciłaś wszystko i za nią pobiegłaś?
Nie, nie pobiegłam. Zdziwiona? Strach tak skutecznie mnie sparaliżował, że przez krótką chwilę, która wydawała się wiecznością, nie potrafiłam zrobić kroku. Oczami wyobraźni widziałam najstraszniejszy ze scenariuszy, a niebezpiecznie zbliżający się samochód osobowy, jeszcze potęgował mój lęk. Po chwili jednak rzuciłam wszystko i pobiegłam za nią w duchu dziękując kierowcy osobówki, że zobaczył moją córkę i zahamował.

Oliwka zatrzymała się przy krawężniku i była...zdezorientowała. Nie wiedziała dlaczego krzyczę, nie rozumiała, dlaczego wszyscy ludzie, którzy byli świadkami tego zdarzenia, też krzyczą. A ja? Podbiegłam do niej i...uderzyłam ją. Dałam jej klapsa krzycząc i głośno przeklinając. Właśnie w tamtej chwili stałam się matką, którą nigdy nie chciałam być. Byłam jednak tak wściekła i tak bardzo przestraszona, że nie potrafiłam nad sobą zapanować.


„Klaps to nie bicie” - przekonują zwolennicy dawania klapsów i zapewniają, że to świetna i skuteczna broń na rozbrykane towarzystwo. Takie, które palce ładuje do kontaktów, mimo że od dawna tłumaczysz, czym to grozi. I takie, które ze zrozumieniem słowa "nie" wciąż ma problem.

Są jednak i tacy, którzy „klapsa” stawiają na równi z fizycznym znęcaniem się. Tacy, którzy głośno i odważnie przekonują, że klaps to forma bicia, a jakakolwiek forma przemocy stosowana wobec dzieci nie może być bagatelizowana. I do tej właśnie grupy jeszcze do niedawna należała nasza bohaterka, Magda. Jej podejście zmieniło się tego dnia, gdy jej córka niemal nie zginęła pod kołami pędzącego samochodu.

Nigdy wcześniej nie uderzyłam mojej córki. Nie rozumiałam matek, które dają dziecku „klapsa”, żeby się uspokoiło, bo tak trzeba, bo to nic złego. Swoje zachowanie argumentowały zdenerwowaniem i bezsilnością. Dziś jestem jedną z nich.


Spotkałaś się z publicznym linczem
Tak, nikt nie starał się mnie zrozumieć, nikt nie próbował postawić się w mojej sytuacji. Nikt o mnie nie myślał, a wyłącznie o mojej córce, która gdy dostała klapsa zaczęła histerycznie płakać. „Jak możesz bić dziecko?”, „co z ciebie za matka!”, "nie powinnaś mieć dzieci", „trzeba zadzwonić po policję!”, słyszałam z każdej strony. Czy usłyszałam jakiekolwiek słowa wsparcia? Nie. Musiałam szybko wziąć się w garść i stawić czoła tym oceniającym matkom, które najchętniej odebrałyby mi dziecko.Byłam tak wściekła, że jedyne co potrafiłam powiedzieć to "Tak, dałam klapsa mojej córce. Jesteś pewna, że na moim miejscu postąpiłabyś inaczej?"

Co się zmieniło?
Od tamtej pory, a minęło już 5 miesięcy, Oliwia nigdy nie puściła mojej ręki. Czy klaps wymierzony w celach wychowawczych odniósł pozytywny skutek? Nie wiem. Nigdy więcej jej nie uderzyłam i nigdy więcej świadomie tego nie zrobię. Ale mam do ciebie Drogi Czytelniku prośbę: Zanim wydasz sąd, pomyśl.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
WychowaniePrzemoc
Skomentuj