Grupa naTemat

Polsko, wkurzasz mnie. To nie jest kraj dla moich dzieci

Ma 4 lata. Prawie 40 stopni gorączki. Jest koniec miesiąca i nie stać mnie na kolejną domową wizytę lekarza. W Warszawie to 200 zł. Ubieram ją ciepło, jest po 21, a na dworze leje deszcz. “Nie płacz” - powtarzam sobie - “Jesteś silną kobietą, dasz sobie radę, przychodnia jest kilka kroków od domu”. Biorę na ręce moją chorą 4-latkę, która najwyraźniej nie zdaje sobie sprawy z tego, że nie taki powinien być scenariusz tego wieczoru.

Wpadam do przychodni. Jest jeden lekarz. Najpierw muszę odstać swoje w kolejce do rejestracji. Ok, załatwione. Teraz kolejka do lekarza. Dziecko zaczyna płakać. Jest późno, jej się nudzi i oczywiście źle się czuje. Przede mną raptem 8 osób. Zamykam oczy i mam nadzieję, że jak je otworzę, to będę w domu, w wygodnym łóżku i pomyślę “jakie szczęście, że to tylko koszmar”. A jednak nie. To Polska. Mój kraj. Kraj, który zaczął mnie wkurzać.

Pochodzę z rodziny z tradycjami
Szanuję historię mojego Państwa, jestem patriotką, przekazuję mojemu dziecku wartości, w których mnie wychowano. I nie mogę znieść tego, co dzieje się z MOIM krajem. To nie będzie tekst o politykach, o Trybunale, Konstytucji i tym, co wyprawia polski rząd. To jest tekst o tym, co wkurza nas - rodziców i mnie - samotną matkę.

Wkurzasz mnie Polsko, za każdym razem, gdy rozliczam PIT. I nie mogę odliczyć sobie tego, że moje dziecko chodzi do prywatnego przedszkola. Tak, płacę za jej edukację, bo państwowe placówki nie miały dla nas miejsca.

Wkurzasz mnie Polsko, gdy przychodzi koniec miesiąca, a ja liczę pieniądze i zastanawiam się jak to poskładać, z czego zrezygnować, żeby dotrwać do wypłaty. Wyobraź sobie, że samotna matka nie może liczyć na wsparcie. I pękam ze wściekłości, gdy słyszę jak senator RP Antoni Szymański mówi, że obecna polityka społeczna zakłada zbyt wiele rozwiązań, które wspierają samotne wychowywanie dziecka. Panie Senatorze, jakich rozwiązań?

Jestem wściekła, gdy pomyślę, jak moi rodzice dwoili się, żeby zapewnić trójce swoich dzieci dobry start w dorosłe życie. Gdy mój tata wkurzał się, bo poprzedni rząd zabrał mu możliwość odpisywania od podatku mojej prywatnej szkoły. Jakim prawem, skoro nie korzystałam z państwowej edukacji? Dlaczego moi rodzice nie mieli żadnego wsparcia? Dzisiaj mogliby dostać 500 zł na dwójkę dzieci. Szkoda Polsko, że tak późno. Spóźniłaś się o 20 lat.

Jestem poirytowana, gdy kolejny raz płacę czynsz za wynajęcie mieszkania. Nie mogę kupić swojego, bo nie dostanę kredytu. Państwo nie daje mi żadnych szans na własne mieszkanie, bo? Bo najlepiej byłoby mieć chłopa pod pachą - patrz męża. Wtedy mogłabym załapać się na jakiś program wspracia, który pojawia się czasem, ktoś o nim słyszał, ale czy ktoś skorzystał?

Chce mi się płakać, gdy stoję w kolejce do kasy z dzieckiem na rękach (nie mogę dźwigać, mam kręgosłup po operacji) i nie mam już siły. W związku z tym, korzystam ze swojego “przywileju” i przepraszam wszystkich, chcąc przejść na początek. Wiesz, co się wtedy dzieje? Jestem linczowana przez tłum. “Taka młoda, a jaka bezczelna!”, “Nigdy w kolejkach nie stała, co ona wie o życiu!”. Wiem tyle, ile przeżyłam. Wiem, że bywa niesprawiedliwe, tak jak etykieta, która zostaje mi przyklejona przez osoby, znajdujące się w tej kolejce.

Wkurzasz mnie Polsko, gdy zabieram dziecko do restauracji, a wszystkim wokół ono przeszkadza. Tyle gadamy o polityce prorodzinnej, chcemy żeby rodziło się więcej Polaków. To dlaczego społeczeństwo tak nie lubi rodziców? Dlaczego patrzą na mnie z politowaniem, gdy moja córka odmawia jedzenia, albo płacze? Dlaczego kelnerka zwraca mi uwagę, że pan ze stolika obok nie może spokojnie jeść, bo przeszkadza mu moje dziecko? Powiedz mi Polsko, gdzie podziało się to prorodzinne społeczeństwo. Może stoi w tej kolejce w sklepie i linczuje kolejną matkę?

Jestem zła, że zachęcamy rodziców do rodzenia kolejnych dzieci, a nie myślimy o tych, które już są. Cieszę się z 500 zł na drugie i kolejne dziecko, ale nie rozumiem dlaczego rodziny z jednym dzieckiem nie mogą liczyć na podobne wsparcie.

Wkurza mnie, gdy Premier mówi mi, co mam robić w niedzielę. Dlaczego sugeruje, że nie powinnam wtedy robić zakupów, ale spędzać czas z rodziną? Nie oszukujmy się, to jedno z tłumaczeń zwiększenia podatku handlowego nakładanego na sklepy otwarte w weekend. Niestety, ale to jest jedyny czas na zakupy, jaki mam. Tylko wtedy mogę na spokojnie pójść z dzieckiem wybrać mu ubrania, zrobić zapas do domu na tydzień, kupić w Ikei nowe żarówki, wieszaki, kubki i talerze, a potem pójść na obiad.

Jestem oburzona, że Państwo nie pomaga kobietom w egzekwowaniu alimentów. Wiesz Polsko, jaki jest zazwyczaj finał takich sytuacji? Matki odpuszczają, nie mają już czasu na kolejne rozprawy, albo pieniędzy na prawnika. A czasami nie wiedzą, że mogą o nie walczyć i zasługują na te kilka stów, bo takie jest prawo, a obowiązkiem ich byłego partnera, ojca ich wspólnych dzieci, jest płacić.

Wkurzam się na Ciebie, bo mogę, bo żyję w wolnym kraju. Ale chcę innej przyszłości dla mojej córki.

Kocham Cię Polsko, ale jesteś jeszcze jak dziecko.
Proszę, dorośnij wreszcie.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Polityka ProrodzinnaRodzinaPolityka
Skomentuj