Grupa naTemat

"Jak on pięknie mówi pełnymi zdaniami, z moją nie można się dogadać". Przestań to robić - nie porównuj dziecka!

Prawo autorskie: tonobalaguer / 123RF Zdjęcie Seryjne
Prawo autorskie: tonobalaguer / 123RF Zdjęcie Seryjne
Bezzasadne, niepotrzebne i krzywdzące. Ale nie to, żebym tylko o własnych uczuciach tu pisała. Mam za sobą całe grono psychologów, pedagogów, a nawet filozofów. Czy pływając w basenie, myślimy - szkoda, że nie jestem Otylią? A czy grając w tenisa zastanawiamy się - dlaczego nie mogę być jak Radwańska? Gdybyśmy podchodzili tak do wszystkiego, moglibyśmy wpędzić się w solidnego "doła" albo i depresję. Pewne rzeczy wychodzą nam lepiej inne gorzej, do niektórych mamy większe predyspozycje, a do pozostałych możemy nie mieć ani grama talentu. Nie ma natomiast żadnych przeszkód, żeby traktować to zwyczajnie jak zabawę. Tylko, że zabawa się kończy, gdy dziecko zaczyna odczuwać presję. Dla jednych oczywiste, dla innych nie. Bo jak wytłumaczyć tę walkę, o to które dziecko jest lepsze, mądrzejsze, bardziej wysportowane, umuzykalnione... A zaczyna się niewinnie...

Akcja licytacja
Niby wyłącznie z troski o jego zdrowie, zaczyna się szperanie w internecie: Które, kiedy i co robiło? Potem przeglądając facebook'a: "Ale jak to? To jej syn ma już ząbki? A jest młodszy od mojego?" I pojawia się konieczność dogłębnego przeanalizowania tematu z działu stomatologii dziecięcej, by później przedyskutować to jeszcze z doświadczoną koleżanką i dowiedzieć się, kiedy to u jej pociech wyszły pierwsze mleczaki.

Kilka miesięcy później słyszy: "Czy twój już siedzi?" I niby wie, że siadanie to żaden wyznacznik rozwojowy, że to czworakowanie(a nie raczkowanie-to też wie) jest najważniejsze, ale zasiewa w niej to ziarno niepewności. I wyczekuje, kiedy zacznie siadać, broń boże! Sama go nie będzie sadzać - nie wolno, ale mógłby już zacząć choćby próbować... Żeby poczuć się lepiej, mówi jak pięknie robi wieże z klocków i że "mama" już powie i "tata" też się zdarzy...

Mijają kolejne miesiące. Bawi się z dzieckiem w piaskownicy. Maluch czworakuje, siada... I nagle słyszy od życzliwej koleżanki: "Ma rok i jeszcze nie chodzi? Moja miała 9 miesięcy i już biegała, no ale dziewczynki wszystko robią szybciej". Wie, że nie ma to znaczenia, że każde dziecko ma swoje indywidualne tempo, ale może warto skonsultować się ze specjalistą?

Półtora roku później spotyka przypadkiem tą"życzliwą". Próbuje rozmawiać, ale syn nie daje nikomu dojść do słowa. Starsza, o parę miesięcy, córka owej koleżanki spokojnie obserwuje i słucha. I już czekała aż powie, jaki to jej syn niegrzeczny, nadpobudliwy itd. ..."Jezu jak on pięknie mówi i to pełnymi zdaniami, z moją ledwo się można dogadać"- zaskoczyła ją znajoma. Spojrzała na dziewczynkę i dostrzegła w niej smutek. Ona przecież wszystko rozumie...

Akcja prowokacja
Pół roku później znów się spotykają. Na pobliskim placu zabaw, gdzie bawi się spora grupka dzieci. Córka koleżanki nie ma ochoty. Siedzi na ławce obok mamy, z książeczką w dłoniach i ani myśli iść do tłumu. Zaczyna się próba stymulacji: "Idź kochanie. No zobacz jak dzieci ładnie się bawią". Po chwili - zachęcania ciąg dalszy: "Zobacz kochanie, tamta malutka dziewczynka weszła na tą super zjeżdżalnię, no nie bój się, idź"...

Moja mama w końcu nie wytrzymała. Powiedziała dziewczynce, że też zawsze bała się wysokości i wolała książki od skakania po drzewach i że uwielbia jeździć na rowerze. A z koleżanką porozmawia innym razem, na osobności: że porównywanie nie motywuje, a jej próby pobudzenia ducha rywalizacji nie skutkują, że robi krzywdę własnemu dziecku, że wpędza je w kompleksy i obniża poczucie własnej wartości. Może ona naprawdę nie jest tego świadoma?

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Wychowanie
Skomentuj