Grupa naTemat

"Nasze życie ograniczyło się do prania, sprzątania, opieki nad dzieckiem". Jak zostać rodzicem i nie dać się rutynie?

„Kiedy my będziemy mieli dzieci nic się w naszym życiu nie zmieni. Będziemy imprezować, dużo czytać, podróżować!” – deklaruje niejedna osoba, która ma jeszcze przed sobą założenie rodziny. A jak to potem wygląda? Życie niestety potrafi boleśnie zweryfikować ambitne plany. Na szczęście nie musimy łatwo się poddawać i całkowicie dać się pochłonąć światowi pieluch, rosnących ząbków i dziecięcych posiłków porozrzucanych po całym domu.

Domowa rewolucja
Sporo spotkań towarzyskich, regularne wyjścia na siłownię, kino, teatr – tak wyglądało życie Ewy i Przemka zanim na świecie pojawiło się ich pierwsze dziecko. Było aktywnie i interesująco. To, że przy dziecku zachowają swój dotychczasowy styl życia, było dla nich oczywiste. Nie byli naiwni – doskonale wiedzieli, że czasu dla siebie, możliwości wyrwania się z domu będzie mniej niż do tej pory. Ale przecież niemożliwe jest, by przestali robić cokolwiek dla siebie. Tak myśleli.

Kiedy urodziło się ich dziecko, w ogóle nie zastanawiali się nad tym, czy ich styl życia im odpowiada, po prostu starali się przetrwać. Po pewnym czasie zorientowali się jednak, że coś jest nie tak. W tygodniu ja zajmowałam się dzieckiem, karmiłam synka bez przerwy, robiłam dla nas kolację. Wieczorami usiłowaliśmy doprowadzić mieszkanie do porządku, wspólnie zajmowaliśmy się dzieckiem. Kiedy ono zasypiało, zasypialiśmy i my. Codziennie odliczaliśmy dni do weekendu – opowiada Ewa. Kiedy jednak przychodził upragniony weekend, wcale nie było lepiej. Gruntowne sprzątanie mieszkania, spacer, ja jechałem do hipermarketu po duże zakupy na cały tydzień. – wylicza Przemek. Kiedy ich synek miał trzy miesiące zorientowali się, że ich życie nie wykracza poza wypełnianie tych nudnych obowiązków. Wtedy powiedzieli dość i postanowili coś zmienić.

Kiedy na świecie pojawia się dziecko, ciężko jest nie popaść w rutynę i zapomnieć o własnych potrzebach. Przy takiej domowej rewolucji to całkiem naturalne. A jednak w pewnym momencie warto trochę pomyśleć o sobie. Ewa i Przemek postanowili przede wszystkim nie mieć do siebie żalu o to, że tak zaniedbali pewne sfery swojego życia. Przecież to zupełnie wyjątkowy czas w życiu każdej pary. Te trzy miesiące wyłączenia się z wszelkiej aktywności naprawdę nie wyrządziły nam żadnej krzywdy. A kiedy poczuliśmy, że pora wracać do normalnego życia, po prostu to zrobiliśmy – spokojnie opowiada Ewa.

Jak znów zacząć żyć?
„Po prostu to zrobiliśmy” – czyli jak? Oczywiście dawne beztroskie życie Przemka i Ewy należało już do przeszłości. Teraz trzeba było zacząć wszystko organizować na nowo. Przede wszystkim zadali sobie pytanie: dlaczego ich życie zmieniło się aż tak bardzo? Poza oczywistą sprawą – trudną i wymagającą poświęceń opieką nad dzieckiem nie pomogła im również pora roku. W słoneczny, lipcowy dzień naprawdę łatwiej zmobilizować się do wyjścia z domu niż w ponure, lutowe popołudnie. Na szczęście zima nie trwa wiecznie.

Skoro po narodzinach dziecka zmieniło się tak wiele, Ewa i Przemek słusznie zauważyli, że muszą na nowo pomyśleć o swoich życiowych priorytetach. Nie tych związanych z dzieckiem, a tych związanych z czasem dla siebie i własnym rozwojem.
Planowanie przy ograniczonym czasie wolnym w ogóle okazuje się kluczowe. Im więcej i bardziej precyzyjnie zaplanujemy, tym większa szansa, że zrealizujemy to, co założyliśmy. Niejedna matka małego dziecka planuje nawet takie drobiazgi jak wieczorne pół godziny spędzone z książką w ręku. Banał? Być może, jednak te, które planują jakoś te pół godziny na lekturę znajdują. Bez planu nawet to może okazać się szalenie trudne.

"Warto się ruszyć z domu, nawet jak jest ciężko!"
Dlaczego jeszcze przez te pierwsze trzy miesiące życia dziecka Ewa i Przemek nie pokusili się o żadne wyjście z domu poza spacery z wózkiem i podstawowe zakupy? Bo to niewygodne! Trzeba brać torbę z pieluszkami, ubranka na przebranie, mnóstwo tego. I martwić się o to, czy znajdziemy przewijak? Czy mały nie będzie płakał? Co zrobimy jeśli będzie? – opowiada Przemek i od razu przyznaje, że wstyd mu za takie myślenie. „Powiedzieliśmy sobie dość. Postanowiliśmy, że pójdziemy do restauracji i na wystawę, nawet jeśli więcej miałoby być przy tym obowiązków niż relaksu.

Szybko udało im się dostosować do nowych warunków. Zorientowali się, które lokale mają przewijaki, dowiedzieli się, dokąd w mieście można wybrać się z małym dzieckiem w wózku. Tak się złożyło, że znali kilka par, które miały dzieci w podobnym wieku, zaczęli umawiać się na wspólne wyjścia. Znów prowadzili ciekawe życie towarzyskie i nigdy nie brakowało im pomysłów na ciekawe popołudnie.

Ewa i Przemek szybko stali się ekspertami od konstruktywnego spędzania czasu. Ona zajmowała się dzieckiem w domu, w celu oderwania się od tego zapisała się na kurs hiszpańskiego, na który chodziła dwa razy w tygodniu. Przemekpowrócił na siłownię. Zmieniali się przy dziecku, mobilizowali nawzajem. I to działało. Teraz nie mogę mieć wszystkiego, dlatego postawiłam na jedną rzecz: hiszpański. Zależy mi na tym, by poprawić język, daje mi to sporo satysfakcji. Oczywiście na kawę z koleżankami też zdarza mi się wyskoczyć, ale to kurs językowy jest moim priorytetem.

Plan, priorytety, konsekwencja
Kolejną sprawą, jaką doceniła Ewa jest konsekwencja. Codziennie spędzała choćby kwadrans z zeszytem do hiszpańskiego i powtarzała słówka. Nawet wtedy, kiedy była zmęczona. Za każdym razem, gdy udało jej się zmobilizować, czuła satysfakcję. Oczywiście bardzo chciałaby posiedzieć dwie godziny nad książkami i spokojnie się pouczyć, albo chociaż poczytać teksty w hiszpańskojęzycznych serwisach internetowych, na taki komfort nie starczało jednak czasu prawie nigdy. Trudno. Nauczyłam się, że lepsze cokolwiek, niż nic. Nie mam tych dwóch godzin? To szkoda, ale dwadzieścia minut znajdzie się zawsze. To niby nic, a jednak poczyniłam już ogromne postępy w nauce języka – chwali się. I nie ukrywa dumy z tego, że udało jej się tak dobrze zorganizować.

Ewa ma powód do dumy, już nawet wśród znajomych zyskała sobie opinię wyjątkowo dobrze zorganizowanej osoby. Jak ty to do diabła robisz? Ja nie mam czasu nawet na szybki prysznic! – zwierzyła jej się pewnego razu koleżanka, która właśnie została mamą. Ewa tylko uśmiechnęła się i ją uspokoiła. Wiedziała, że jej znajoma szybko zacznie czas nie tylko na prysznic, ale i na długą kąpiel. I kilka fajnych rzeczy poza tym też na pewno zmieści w swoim harmonogramie.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
PsychologiaRodzina
Skomentuj