Grupa naTemat

Przyszła mama umawia się na PORÓD jak do dentysty. Cesarka "na zimno" - czy naprawdę warto?

Fot. Flickr / [url=http://bit.ly/1TnFPKj]DAVID Swift[/url] / [url=https://creativecommons.org/licenses/by/2.0/]CC BY 2.0[/url]
Fot. Flickr / DAVID Swift / CC BY 2.0
Nie każda przyszła mama marzy o rodzinnym, naturalnym porodzie. Nie każda myśli o tym momencie, jak o pięknym akcie, z pewnością trudnym i bolesnym, ale jakże niesamowitym, jedynym w swoim rodzaju. Nie każdej mamie jest też dane przejść przez to w pełni świadomie, zgodnie z naturalnym rytmem swojego ciała. Z różnych przyczyn może pojawić się konieczność przeprowadzenia operacji cesarskiego cięcia.

Cięcie cesarskie może być nagłe, wykonywane w trakcie porodu w sytuacji zagrożenia zdrowia lub życia, zarówno matki jak i dziecka. Cięcie planowe, odbywa się wówczas, gdy kobieta z różnych przyczyn medycznych nie powinna rodzić naturalnie lub, gdy dziecko jest duże, źle ułożone, albo gdy ciąża jest bliźniacza. Wtedy to ustalamy z lekarzem dogodny termin, zazwyczaj w okolicach 38 tygodnia ciąży.
Cesarka "na zimno"
Coraz popularniejszy, albo i modny zabieg. Czym jest? Wykonuje się go w ustalonym terminie, ale nie w wyniku wskazań medycznych, a wedle życzenia kobiety. "Na zimno" - czyli bez wystąpienia jakiejkolwiek czynności skurczowej macicy.

Przyszła mama umawia się na poród jak do dentysty. Spokojnie, bez żadnego pośpiechu, przygotowuje się na ten dzień. Nie ma tu elementu zaskoczenia, nagłych skurczy w środku nocy. Do szpitala jedzie samochodem, wyciąga z bagażnika walizeczkę i idzie do przygotowanej specjalnie dla niej sali, w której czeka już na nią personel. Fajne? Na pewno wygodne, ale nie bez znaczenia dla jej ciała, oraz zdrowia i rozwoju jej dziecka. Może jednak zwyczajnie egoistyczne?

Co to oznacza dla dziecka?
Przyszła mama może być perfekcyjnie przygotowana, ale jej organizm i dziecko zdecydowanie nie. Szyjka macicy jest zamknięta, a przez organizm nie przewala się fala hormonów, co może m. in. spowodować kłopoty z laktacją.

A dziecko? Można powiedzieć, że zupełnie do tego nieprzygotowane opuszcza jedyne znane mu i bezpieczne miejsce, w sposób kompletnie dla niego zaskakujący i nagły. W przypadku naturalnego porodu skurcze zmniejszają dopływ tlenu i podnoszą poziom adrenaliny. Uruchomiona zostaje hormonalna bomba, która przygotowuje dziecko do warunków panujących na zewnątrz. Dziecko pozbawione możliwości przeciśnięcia się przez kanał rodny nie jest przystosowane do nowego środowiska. Mówiąc wprost, nie ma kontaktu z florą bakteryjną pochwy i odbytu, co powodować może nawet podatność na astmę i alergię. Niemożliwość uczestnictwa w akcie własnych narodzin, naraża je na bardzo silny stres, który ma ogromny wpływ na jego rozwój w ogóle. Ponadto istnieje zwiększone ryzyko zaburzeń oddychania, czy nadciśnienia płucnego.

Dlaczego kobiety to robią?
Najczęściej w wyniku bardzo silnego, wręcz panicznego, lęku przed bólem porodowym. Ta grupa ciężarnych jest już najczęściej zdecydowana na cesarkę i nie wyobraża sobie innego rozwiązania. Ale jeśli jesteś jedną z tych mam, które jeszcze się wahają, to spróbuj udać się na zajęcia do dobrej szkoły rodzenia. Spotkasz tam położne, przyszłe i obecne mamy, które mogą ci pomóc w poskromieniu wszelkich obaw i lęków.

Drugim powodem jest strach przed utratą kontroli. Istnieje grupa aktywnych zawodowo mam, które poród planują jak każdy inny projekt wymagający 'wciśnięcia' w zapełniony grafik, ale to już temat na osobny artykuł...

Źródło: edziecko.pl, ciaza.siostraania.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
PoródCesarskie cięcie
Skomentuj