Grupa naTemat

"Mamo, nie musisz posiedzieć przy komputerze?" Przedkładała karierę nad rodzinę, w końcu została z niczym

Prawo autorskie: halfpoint / 123RF Zdjęcie Seryjne
Prawo autorskie: halfpoint / 123RF Zdjęcie Seryjne
Praca, dzieci, dom? Oczywiście, że to wszystko da się połączyć – Alicja zawsze uważała, że jest świetnym tego przykładem. Do czasu. Powodziło jej się świetnie do czasu, gdy wszystko w jednej chwili nie runęło jak domek z kart.

Kariera przede wszystkim
Być może manager wyższego szczebla w korporacji nie kojarzy się z czymś szczególnie ekscytującym, ale dla Alicji jej praca taka właśnie była. Realizowała świetne pomysły, prowadziła ambitne projekty, zarządzała ludźmi. Nie bała się nieszablonowego myślenia, nie miała oporów przed przeprowadzaniem zmian kadrowych w swoim zespole. I potrafiła zmobilizować ludzi do bardzo ciężkiej pracy. Była jedną z tych osób, którą przełożeni uwielbiają za efektywność, a u podwładnych wywołuje stres z powodu surowego sposobu bycia, braku wyrozumiałości i bardzo wysokich wymagań. Najważniejsze, że była w swojej pracy naprawdę dobra. Lubiła myśleć, że jest najlepsza.


Jej świat nie kończył się jednak na pracy. Miała też męża i dwie wspaniałe córki: Olę i Zosię. - Rodzina jest dla mnie najważniejsza – lubiła mawiać, chociaż ani ona, ani inni za bardzo w to nie wierzyli. Może nie przesiadywała w pracy po godzinach, ale za to zawsze była pod mailem, słynęła z tego, że jej podwładni dostawali od niej wiadomości i polecenia o najdziwniejszych porach, nawet w środku nocy. Żartowano, że Alicja pracuje zawsze. Bo jak potraktować jej opowieści o tym, że spędziła całą niedzielę w towarzystwie córek, skoro każdy z jej pracowników w poniedziałek rano w swojej skrzynce mailowej zastał kilkanaście wiadomości od niej wysłanych w niedzielę?

A mimo to Alicja chętnie opowiadała o tym, jak jeździ z dziewczynkami na basen, chodzi na spacery i do ZOO. Owszem, traktowała te opowieści jako element kreowania własnego wizerunku w firmie. Chciała uchodzić za osobę efektywną, ale też taką, która posiada ciekawe życie poza korporacją. Miała też słabość do Facebooka. Uwielbiała publikować zdjęcia swoich córek, ich wspólnych zabaw i przyglądać się, jak rośnie liczba lajków pod postami. Zresztą faktem było, że był basen, były spacery, tylko że… - Zawsze miałam ze sobą służbowy telefon. Śledziłam media społecznościowe, przeglądałam prasę, przygotowywałam prezentacje na poniedziałkowe zebranie. Robiłam wszystko to, co było mi potrzebne do pracy.

Zawsze w pracy, zawsze online
Alicja przypomina sobie, jak raz podczas wyjścia z dziećmi miała problem z internetem w telefonie, a chciała śledzić ważną konferencję prasową. – Zatrzymałam się w jakiejś restauracji, na szczęście mieli wifi. Kupiłam dziewczynkom duże desery, co dało mi chwilę spokoju, mogłam śledzić konferencję. Gdy zjadły i zaczęły się nudzić wybuchnęłam, kazałam im siedzieć cicho i czekać, aż skończę – opowiada – Potem miałam wyrzuty sumienia.

Przyznaje też, że podczas wszystkich wyjść z domu z córkami najbardziej żałowała tego, że sprawy służbowe musi załatwiać na smartfonie, a nie w pełnym komforcie przy laptopie.
Nie inaczej było też podczas urlopów. Kiedyś podsłuchała swoich pracowników jak po jej powrocie z wyjazdu na narty żartowali, że prawdopodobnie zjeżdżała ze stoku wgapiając się w ekran telefonu i odpisując na służbowe maile. Owszem, była non stop dostępna, ale zrobiło jej się trochę przykro. Szybko jednak pocieszyła się myślą, że to ona ma stanowisko, władzę i pieniądze, w odróżnieniu do żartujących z niej przeciętniaków.

Podczas wyboru miejsca spędzania rodzinnych wakacji kluczowymi kwestiami dla niej były dostęp do internetu i zorganizowane zabawy dla dzieci, by miała czas na pracę. – Skoro opalam się na bajecznej plaży sącząc drinka, to znaczy, że wypoczywam. Co z tego, że w tym czasie przeglądam branżowe wiadomości? – dziwiła się, gdy mąż zwracał jej uwagę.

Właśnie, mąż. On też pracował, chociaż nigdy nie dorównywał jej ambicjami. Lubił wyłączyć służbowego laptopa o 17.00 i przestać myśleć o pracy. Alicja kompletnie nie rozumiała takiej postawy. Z jednej strony przeszkadzał jej fakt, że jej mąż nie ma takich ambicji jak ona, z drugiej jednak było jej na rękę, że on po pracy i w weekendy chętnie zajmował się z córkami. Kiedyś miał do niej pretensje o to, że jest tak bardzo oddana swojej karierze, z czasem jednak się przyzwyczaił i coraz rzadziej jej to wypominał.
Chociaż Alicja lubiła chwalić się swoją rodziną, tak naprawdę często czuła, jakby oni wszyscy byli tylko przeszkodą w jej drodze na zawodowy szczyt. Dziewczynki chciały jeść sobotnie śniadanie w jej towarzystwie, gdy ona marzyła tylko o tym, by odespać ciężki tydzień. Gdy potem chciała spokojnie usiąść do komputera, one chciały się bawić. Gdy wieczorem chciała zaplanować pracę swojego zespołu na najbliższe dni – jej mąż proponował kino. Z reguły była zajęta, więc szedł na film sam. Posiadanie rodziny wiązało się z obowiązkami, a jednak udawało jej się wciąż wykazywać się przed przełożonymi, zaskakiwać ich swoimi pomysłami, osiągać wspaniałe wyniki i wciąż awansować. Była w tym dobra, najlepsza i to było dla niej najważniejsze.

Upadek
Alicja przyzwyczaiła się do tego, że wszystko, za co się zabiera, idzie jej świetnie. A jednak jeden dzień odmienił wszystko. Pewnego dnia na standardowym spotkaniu zarządu przekazano jej informację, że zostaje zwolniona. Ot tak, po prostu. Zwolniono ją z obowiązku wykonywania pracy podczas okresu wypowiedzenia, zapewniono wysoką odprawę. Powód? „Zmiana celów i kierunku rozwoju firmy” – To były jakieś puste frazesy, nie wiem, o co naprawdę chodziło. – opowiada rozgoryczona – Wiem tylko, że szybko zastąpiono mnie osobą dziesięć lat młodszą, z dużo mniejszym doświadczeniem, oczywiście dużo tańszą.

Jednak tak silna osoba jak Alicja nie załamała się od razu. Miała doświadczenie, koneksje, kontakty – była przekonana, że znalezienie nowej pracy przyjdzie jej z łatwością. A jednak tak się nie stało. Wiadomość o jej zwolnieniu rozeszła się po branży, a jednak jej telefon nie dzwonił, propozycji nie było. Zaczęła więc sama rozglądać się za pracą, bezskutecznie.

Teraz siłą rzeczy miała więcej czasu dla siebie i dla rodziny, postanowiła to wykorzystać. Czas dla siebie? Do tej pory spotykała się z ludźmi z branży, chodziła na branżowe konferencje, przeglądała branżowe wiadomości i… to wszystko. Uświadomiła sobie, że już nie pamięta, jak to jest położyć się z książką na kanapie. Już nawet nie pamiętała, jakie książki lubi czytać.

Na szczęście były jeszcze dzieci. Kiedy wychodziła gdzieś z dziewczynkami, w telefonie włączała tryb samolotowy. Nie żeby ktoś dzwonił, odkąd straciła pracę ludzie z firmy przestali do niej dzwonić i pisać, chodziło o sam fakt. Wtedy zauważyła, że jej starsza córka jest naprawdę rewelacyjną pływaczką, z kolei młodsza uwielbia teatr. Do tej pory jej kółko teatralne traktowała jako dodatkowe dwie godziny spokoju, dopiero teraz zobaczyła, że to wielka pasja jej dziecka. Bardzo ją to ucieszyło.

"Mamo, nie musisz posiedzieć przy komputerze?"
Nie mogę się doczekać twojego przedstawienia, kochanie. Z dumą zasiądę w pierwszym rzędzie! – powiedziała do córki po jednej z prób. – To niemożliwe mamo, nie ma już miejsc. Zaprosiłam tatę, babcię i dziadka – chłodno odparła córka. Alicji zrobiło się przykro. Jak to możliwe, że córka nie zaprosiła jej? Wtedy uświadomiła sobie, że przecież nie było jej na trzech poprzednich przedstawieniach córki.

- Mamo, poradzimy sobie same. Pójdziemy same. Nie musisz czegoś sprawdzić w komputerze? – takie słowa słyszała od swoich córek nieustannie. Bolało ją to, ale nie miała żalu. Wiedziała, że przecież sama nauczyła je, że powinny umieć zająć się sobą i jej nie przeszkadzać. Dopiero teraz zauważyła też, że z mężem nie łączy jej niemal nic.

Praca? To była katastrofa. Nikt nie chciał zatrudnić osoby z tak wysokimi kwalifikacjami jak ona, wszędzie poszukiwano tylko młodszych specjalistów. Nie miała kariery, straciła niegdyś wspaniałą relację z mężem, praktycznie nie znała swoich dzieci. Ze szczytu trafiła na samo dno.
Szansa na szczęśliwe zakończenie?
Uporać się z faktem, że nic nie będzie już takie jak dawniej pomógł jej psychoterapeuta. To dzięki niemu zrozumiała również, że może poszukać innej drogi, istnieje świat poza kierowniczymi stanowiskami w korporacjach. Po kilku miesiącach bezskutecznego szukania pracy założyła firmę. Zaczęła prowadzić eksperckiego bloga, zajmowała się poradnictwem i prowadzeniem szkoleń z obszaru, w którym się specjalizowała. Zleceń nie brakowało, polubiła nowe zajęcie. Wprawdzie nawet się nie zbliżała do wysokich dochodów, jakie niegdyś osiągała w korporacji, ale najważniejsze, że pieniądze były. Trochę się niepokoiła, czy zlecenia nie przestaną się pojawiać? Tłumaczy sobie jednak, że jej poprzednia praca również nie dała jej takiej stabilności i poczucia bezpieczeństwa, jakich oczekiwała.

Czy czasem brakuje jej dawnego życia? Oczywiście. Wciąż uczęszcza na terapię, to pomaga jej odnaleźć się w nowej sytuacji. Próbuje też odbudować swoje relacje z córkami. Stara się poznać je jak najlepiej, uczy się spędzać z nimi czas, chce zdobyć ich zaufanie. – Nie wiem, na ile mi się to uda, nie wiem, czy nie jest za późno. Czy żałuję tego, jak żyłam? Ja po prostu nie potrafiłam inaczej. Nie mogę powiedzieć, że nie wspominam dobrze mojej kariery. A jednak tak się stało, że straciłam stanowisko, ludzie z firmy odsunęli się ode mnie, przyjaźń ze mną przestała się opłacać. Teraz mam inną pracę, inne priorytety. – tłumaczy. Po chwili niepewnie dodaje także, że chciałaby naprawić swoją relację z mężem. O marzeniach związanych z jej karierą na razie nie wspomina.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Matka
Skomentuj