Grupa naTemat

Karmiłam piersią i szybko przestałam. Miałam kilka ważnych powodów, których się nie wstydzę

Fot. Flickr / [url=https://www.flickr.com/photos/48090400@N05/9649045649/]Valentina Yachichurova[/url] / [url=https://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0/]CC[/url]
Fot. Flickr / Valentina Yachichurova / CC
O karmieniu piersią pisze się dużo i często. O tym jakie to ważne dla dziecka, dla jego zdrowia, dla budowania więzi z mamą. Kiedy kobieta zachodzi w ciążę zaczyna interesować się tematem, chce wiedzieć jak przystawiać malucha do piersi, co wolno jej jeść w okresie laktacji i jak przygotować się na ten wyjątkowy czas. Kiedy dziecko jest już na świecie staje się specjalistką w karmieniu.

Takie przynajmniej (pokrótce) są moje spostrzeżenia. Jeśli mama karmi malca czuje się kompetentna udzielać porad i pouczać początkujące mamy. Lub wymieniać się doświadczeniami z innymi rodzicielkami. Osobiście strasznie mnie to denerwowało.


Karmiłam moją córkę, a później przestałam. Taka kolej rzeczy. Ale ponieważ jestem mamą i mam sporo koleżanek – również mam, postanowiłam zapytać je, dlaczego zdecydowały się na karmienie dziecka piersią i/lub bardziej skupiłam się na tym, dlaczego z niego zrezygnowały. Nie wnikam w to jak długo karmiły dzieci, bo to temat na oddzielną rozprawę…

Mama numer 1 – nienawidząca terroru
Nie mnie jedną, jak się okazało, do szału doprowadzały tzw. terrorystki laktacyjne. Musisz karmić jak najdłużej. Dlaczego chcesz przestać karmić już teraz? Nie wolno podawać dziecku mieszanki. Dlaczego wyjeżdżając na weekend nie ściągasz pokarmu. A w ogóle dlaczego wyjeżdżasz na cały weekend.

Bo przecież kobieta, która nie karmi jest dziwna prawda? Nie, nie prawda. Każda kobieta ma prawo decydować o tym, jak wychowa swoje dziecko i jak potraktuje swoje ciało. Dokładnie tak. Żadna mama nie pozwoli swojemu dziecku umrzeć z głodu. Ale też żadna kobieta nie chciałaby mieć piersi wiszących do pasa. Dlatego te mamy, które wymieniły terror jako jedną z przyczyn zakończenia karmienia, karmiły w granicach rozsądku. A ich dzieci rosną zdrowe i mają się dobrze.

Mama numer 2 – ostrożna w kuchni
Ten problem mnie nie dotyczy, ale zmierzyły się z nim przynajmniej dwie z moich rozmówczyń. Tego nie zjem, bo uczula dziecko. Tego nie mogę, bo mały ma kolki. Tego nie spróbuję, bo a nóż mu zaszkodzi. A o tym, to w ogóle nie ma mowy, bo przecież nie wypada.

Dlatego przestały. Z jednej strony przecież mama karmiąca może jeść wszystko. Z drugiej, musi bardzo uważać na to co spożywa i w jakich ilościach. No i bądź tu mądry. Mojemu dziecku nie szkodziła cebula i czosnek, ale kiedy tylko M. zjadła cokolwiek nabiałowego, jej synek robił się czerwony i dostawał biegunki. Więc rozwiązała problem butelką. Swój i jego.

Mama numer 3 – skrępowana
Kampanii promujących publiczne karmienie piersią jest w mediach bez liku. I dobrze. To fajne i potrzebne. Ale rozumiem doskonale mamy, które nie chciały karmić swoich dzieci na ławce w centrum handlowym lub w publicznej toalecie. Sama do nich należałam. Chciałam, aby moje dziecko spożywało posiłek w komfortowych warunkach. Sama nie chciałabym jeść na szybko i w ukryciu. To po pierwsze. A po drugie, nigdy nie uważałam, żeby epatowanie piersią w tramwaju, parku czy gdziekolwiek indziej było stosowne. Wiem, wiem - ludzie to rozumieją, dziecko chce zjeść, można to zrobić subtelnie. Owszem. Ale dla mnie to było coś intymnego, chwila, którą nie chciałam dzielić się z przypadkowymi, często wrogo nastawionymi obcymi.
Mama numer 4 – obolała i narzekająca
To zdecydowanie nie ja. Ale pamiętam mamy narzekające na nawał pokarmu, na zapalenie piersi, na to, że dziecko się nie najada, na to, że boli i że cieknie, na to, że stanik do karmienia jest niewygodny i mało seksowny i jeszcze na całą masę innych rzeczy. I tak – mleko mamy jest tańsze niż te wszystkie mieszanki. Dziecko karmione piersią rzadziej choruje, nie ma krzywego zgryzu, a na spacer nie musisz zabierać butelek, termosu z wrzątkiem, pudełka z mieszanką itp. Jasna sprawa, ale jeśli sutki ociekają krwią, to za jakie grzechy sobie dokładać bólu?

Mama numer 5 – skończyła karmić, bo…
… bo zaczęła! Dokładnie tak. Każda z mam, z którą rozmawiałam karmiła. Krócej lub dłużej, ale każda z nich (w tym ja) mogła i chciała choć przez jakiś czas karmić naturalnie. Bo to zdrowe, zawsze gotowe i w odpowiedniej temperaturze. Można śmiało wyjść z domu, pojechać na wakacje, nie musisz pamiętać o zabieraniu wszystkich gratów. No i łatwiej wrócić do formy sprzed porodu. I w dodatku nikt nie powie, że jesteś wyrodną matką – no chyba, że w jego oczach karmiłaś za krótko. Ale nigdy nie będzie tak, że uda się dogodzić wszystkim. Ważne, że te wszystkie decyzje były nasze, że byłyśmy ich pewne i że czujemy się z nimi dobrze. Bo nasze dzieci to czują.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Karmienie piersiąKobieta
Skomentuj