Grupa naTemat

"Zostawiłam syna między sklepowymi półkami i poszłam zrobić zakupy. Łzy ciekły mi po policzkach, ale nie odwróciłam się"

Kiepska ze mnie matka. Nieodpowiedzialna, egoistyczna, wyrodna. Właśnie to usłyszałam, gdy odbierałam swojego 4-letniego syna z rąk postawnego mężczyzny w stroju ochroniarza. Tak, miał rację. Kiepska ze mnie matka.


Agata to taka fajna, młoda, pracowita kobieta.
Żona, ale przede wszystkim matka. Pamiętam ten dzień, gdy mówiła, że zostanie mamą. Była szczęśliwa, ale i przerażona. Bała się, że nie da sobie rady, że to jeszcze za wcześnie. 23-latka w ciąży? Kiedyś nie było w tym nic dziwnego, a dziś? To na pewno wpadka – właśnie tak myśli większość.

Tak, wpadka. Ale co z tego? Jestem szczęśliwie zakochana w mężczyźnie z którym chcę spędzić resztę życia. Dziś jest już moim mężem i wspaniałym ojcem dla naszego syna. To nie on popełnia błędy. To ja. Wiem, że to ja jestem winna.

-Opowiesz o tamtym dniu? – pytam
-A jeśli mnie znienawidzisz?
-Nie będę cię oceniać. Nie taka jest moja rola.

Byłam zmęczona, naprawdę bardzo zmęczona. Musiałam zostać dłużej w pracy, w przedszkolu musiałam tłumaczyć dlaczego tak późno odbieram Antka. Przepraszać, kajać się i obiecywać, że to już ostatni raz. Modliłam się, żeby mały tylko nie płakał, żeby był grzeczny. Marzyłam o tym, aby znaleźć się w domu, rzucić się na kanapę i zasnąć.

Ale?
Ale jestem matką, moje marzenia już nie są tak ważne i cóż, muszą poczekać. Pojechaliśmy do sklepu, aby zapełnić czymś pustą lodówkę. Sklepowe półki działają jak magnes na mojego syna. Wszystkiego chce dotknąć, wszystko chce zabrać. Kiedy tłumaczę i mówię „nie”, on nie rozumie. Nie słucha i…zaczyna się. Krzyk, płacz, histeria. Kiedy jesteśmy wszyscy, to mój mąż przejmuję przysłowiową pałeczkę i próbuje go uspokoić. Co ja robię? Uciekam. Najczęściej mówię: „zostańcie tu, zrobię szybko zakupy, zaraz wracam”. Odchodzę i oddycham z ulgą. Bo tylko wtedy nikt mi nie powie, że jestem złą matką, prawda? Antek pod opieką ojca, ja spokojnie robię zakupy. Idealna sytuacja.

A gdy jesteście sami?
Gdy jestem tylko z synem, a on wpada w histerię biorę go za rękę, zostawiam zakupy i wychodzimy. Nie potrafię go uspokoić, boję się tego co ludzie pomyślą, co zrobią. Wstydzę się tego, że nie potrafię zapanować nad własnym dzieckiem.
Tamtego dnia już się nie bałaś?
Bałam się, ale pomyślałam, że dam radę. To przecież mój Antek, mój mały 4-letni synek. Jestem jego matką, poradzę sobie, jakoś mu wszystko wytłumaczę, uspokoję go. W domu daję radę, dlaczego tu miałoby być inaczej? Muszę tylko zapomnieć o tych wszystkich ludziach, o tym co mogą pomyśleć, o ich spojrzeniach.
Chciał batona, po prostu batona. A ja bardzo nie chciałam, żeby go jadł. Bo przecież jestem silna, twarda i potrafię powiedzieć dziecku NIE. Widziałam jak jego twarz robi się czerwona, jak zaczyna przebierać nogami i zaciskać ręce w piąstki. Słyszałam jak zaczyna łkać i dobrze wiedziałam co zaraz nastąpi. Zacznie krzyczeć, że jestem niedobra, że mnie nienawidzi, że nie chce, żebym byłam jego matką.


Takie słowa z ust 4-latka?
To łagodna wersja. Wiem, że nie mówi tego świadomie, że nie rozumie znaczenia tych słów, ale to boli. Bardzo boli.
Chciałam być dobrą matką, udowodnić to tym wszystkim ludziom i przede wszystkim sobie. Przytuliłam go i starałam się wytłumaczyć dlaczego nie może zjeść batona. Czułam się jakbym mówiła do ściany, jakby moje słowa docierały do wszystkich tylko nie do mojego dziecka.
Kiedy wyrwał mi się z rąk, rzucił się na podłogę i zaczął głośno płakać. To był głośny, histeryczny płacz. Stałam bez ruchu i patrzyłam na swojego syna. Nie pamiętam o czym wtedy myślałam. Z jednej strony byłam wściekła, a z drugiej…czułam obojętność.


Obojętność?
Tak. Podchodzili do mnie ludzie i mówili, abym uspokoiła syna, żebym się nim zajęła. Wiesz co zrobiłam? Zostawiłam go między sklepowymi półkami i poszłam zrobić zakupy. Łzy ciekły mi po policzkach, ale nie odwróciłam się. Załadowałam koszyk i po dwudziestu minutach wróciłam w miejsce, w którym zostawiłam Antka. Stał trzymając za rękę obcego mężczyznę.
-To pani syn? Gdzie się pani podziewała? Chciałem dzwonić na policję.
-Uspokoił go pan, dziękuję…
-Co pani bredzi?
Uśmiechnęłam się tylko i wzięłam małego za rękę. Poszliśmy, mijając zdziwionych ludzi wykrzykując wniebogłosy słowa, które do mnie już nie docierały.


A Antek?
Był przestraszony i zdezorientowany. W tym napadzie szału nawet nie zauważył, że go zostawiłam. Gdy się zorientował, uspokoił się. Chyba nie wiedział co ma zrobić…

Wiem, teraz wszyscy będą mnie oceniać. Bo jak mogłam zostawić małe dziecko bez opieki? Tylko dlatego, że się rozpłakało? Co ze mnie za matka? Śmiało, jestem gotowa.

Ale wiesz co byłoby lepsze? Rada. Chciałabym wiedzieć co mam zrobić, aby ta sytuacja nigdy już nie miała miejsca. Bo ja...wstydzę się siebie i tego co zrobiłam. Bardzo.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
PsychologiaWychowanie
Skomentuj