Grupa naTemat

"My, kobiety mamy wielką moc, tylko zbyt często brakuje nam wiary w siebie". Ona miała jej w sobie dużo!

Fot. Archiwum prywatne
Fot. Archiwum prywatne
Jak sama o sobie mówi, jest przede wszystkim Mamą. Kilka miesięcy temu zaryzykowała i zmieniła swoje życie. Założyła firmę LaBaL, gdzie z powodzeniem produkuje pufy, akcesoria dla dzieci i podpupniki. A że jest mamą ekologiczną, oferuje wyłącznie produkty ekologiczne, wypełnione łuską gryki.

Dziś prowadzi też bloga mamabiznesowa.pl, gdzie radzi, jak pogodzić dzieci, dom i firmę…i nie zwariować. O kim mowa? O Annie Stańczak-Manieckiej, która swoim przykładem pokazuje kobietom jak wielkie mają możliwości, aby się rozwijać i osiągać sukcesy.

Jest Pani mamą biznesową więc...

Jestem normalną kobietą, mamą trójki dzieci, żoną, z milionem zajęć i pomysłów na siebie, na moją rodzinę i firmę. To moje dzieci są dla mnie priorytetem, nie ruszam z miejsca dopóki nie jestem pewna, że nie będzie to ich kosztem. Są ze mną, uczestniczą w życiu zawodowym, rozbawiają i bardzo motywują. Każda Mama musi znaleźć swój pomysł na siebie. Jeśli trzeba, musi prosić o pomoc, dawać z siebie dużo, myśleć pozytywnie, cieszyć się z najdrobniejszych sukcesów. A wtedy można wszystko!

Najpierw powstał blog czy firma LaBaL?

Kiedy powstała marka LaBaL zaczęłam poznawać realia rynku, życia gospodarczego, każdy dzień przynosił nowe doświadczenia i przemyślenia. Nieraz przecierałam oczy ze zdziwienia, ponieważ moje wyobrażenia a rzeczywistość, to były dwa różne światy. Bywało bardzo ciężko, zwłaszcza kiedy to ludzie nadużywali mojego zaufania, kiedy problemy się piętrzyły. W takich chwilach ratował mnie mój pozytywny stosunek do życia i świata. Wiedziałam, że chcąc odnieść sukces, muszę być przygotowana na pokonywanie trudności i kryzysów.

Wtedy też pomyślałam, że moje doświadczenia, moje lekcje, mogą być pomocne dla innych kobiet, które podobnie jak ja są matkami, radzą sobie z codziennością, zmagają się z własnymi problemami. Moim optymizmem chciałam zarażać inne kobiety, dodawać im wiary w siebie i w swoje możliwości. Nie jest łatwo patrzeć optymistycznie na świat 24 godziny na dobę, szczególnie jeśli nie ma się wsparcia. Nie wiem, co bym zrobiła bez rodziców i męża – pomagają jak mogą, starają się mnie odciążyć: mama gotuje obiady, tata przejmuje obowiązki w firmie, a mąż zawozi dzieci do szkoły. Mam też siostrę, która mieszka za granicą, ale mimo tych kilometrów, to właśnie ona potrafi dać mi tego przysłowiowego kopa w dupę. Gdy mam gorszy dzień to wsparcie ze strony rodziny jest ogromną ulgą. Ja chciałam być wsparciem dla kobiet. JA: kobieta, matka, żona i pracoholik.
Napisała Pani: „Chcę swoim przykładem pokazywać kobietom, że mamy wielkie możliwości i wszelkie narzędzia, aby się rozwijać i osiągać sukcesy”. Dlaczego zdecydowała się Pani założyć firmę? Zmienić swoje życie?

Z wykształcenia jestem prawnikiem, ale w zawodzie pracowałam bardzo krótko. Na wiele lat zaszyłam się w domu i byłam mamą, powiem więcej, najszczęśliwszą mamą na świecie. To był cudowny okres w moim życiu. Kiedy jednak dzieci podrosły, zaczęłam szukać pomysłu na siebie. Nie wyobrażałam sobie pracy na etacie, ponieważ dzieci mnie potrzebują, chorują i tylko przy własnej działalności mogę mieć nielimitowany czas pracy i mogę pogodzić życie rodzinne z zawodowym. Najpierw była decyzja, potem pomysł, plan i działanie. Mogłam liczyć na pomoc rodziców, którzy prowadzą firmy i z ich pomocą, doświadczeniem i wsparciem powstała marka LaBaL.

Założenie firmy to często skok na głęboką wodę. Po drodze może pojawić się wiele przeszkód. Jak się nie zniechęcić? Co zrobić, aby myśl „Dam radę” wciąż była w naszej głowie?

Każdy ponosi porażki, każdy miewa gorsze chwile, a nawet dni. Każdy czasami przechodzi kryzys i zaczyna wątpić w siebie. Ale potem trzeba wziąć się w garść i iść dalej. Coś poszło nie tak? Trudno, jestem mądrzejsza o to doświadczenie, wiem, jaki błąd popełniłam, komu niepotrzebnie zaufałam. Każda porażka to najlepsza lekcja na przyszłość, a po takiej szkole jestem mocniejsza i gotowa walczyć z kolejnymi przeciwnościami, które na pewno, prędzej czy później, nadejdą.

Każdy przegrywa, każdy doznaje porażki, ja upadam nie rzadziej niż inni. Wszyscy myślą natomiast, że jestem urodzonym zwycięzcą. Najpierw jest żal, babskie łzy....przy trzeciej chusteczce zaczynam się rozglądać dookoła, przecież tak dużo osiągnęłam, czy ta jedna porażka coś zmieni? Może to lekcja od losu? Może muszę jeszcze raz spróbować, żeby się więcej nauczyć? I tak przy piątej chusteczce już powracam na właściwe tory. Wiem, że jeszcze mnóstwo pracy mnie czeka...i tak trzeba.

Produkty, które Pani oferuje cechują się ciekawym designem i intensywną kolorystyką. Projektuje je Pani sama? Jaki udział w wyborze wzorów mają Pani dzieci?

Produkty to w większości moje pomysły. Oczywiście wzoruję się na tym co oferuje rynek, ale zawsze staram się wnieść coś swojego. Kilka miesięcy szukałam odpowiednich tkanin, pięknych, bezpiecznych i praktycznych.

Posiadamy Certyfikat Jakości, aby mieć pewność, że nasze pomysły to nie tylko ciekawy design, ozdoba dziecięcego pokoju, ale też bezpieczeństwo najmłodszych. Z każdego produktu jestem dumna, każdy traktuję jak wielki sukces, choć najwięcej do powiedzenia mają zawsze dzieci. 14-letnia córka, która szyje, projektuje, realizuje własne artystyczne pomysły pomaga przy wyborze tkanin, przy sprawach technicznych, natomiast chłopcy mają najbardziej odpowiedzialne zadanie – testują nowe modele. Jeżeli pufa wytrzyma ich zabawy, skoki, fikołki…wytrzyma wszystko.
Prowadzi Pani nie tylko firmę, ale i bloga. Mamabiznesowa.pl powstał w listopadzie 2015 roku. Co było impulsem do jego założenia?

Z zamiarem założenia bloga nosiłam się od lat, jednak…zawsze brakowało czasu. Kiedy machina ruszyła, czasu było jeszcze mniej ale, o dziwo, nauczyłam się lepiej nim zarządzać i…mniej spać. Chciałam wspierać inne kobiety w ich codzienności, dodawać otuchy, razem stawiać czoła problemom i cieszyć się wspólnie z sukcesów. Był to impuls, ale bardzo szybko pokochałam to całe blogowanie. Uwielbiam dzielić się z Czytelniczkami swoim pozytywnym podejściem do życia i pobudzać do odkrywania małych radości. My, Kobiety mamy wielką moc, tylko zbyt często brakuje nam wiary w siebie. A przecież możemy wszystko…

"Jak pogodzić dzieci, dom i firmę...i nie zwariować" pisze Pani na blogu. No właśnie, jak?

Odpowiadam natychmiast: nie jest to łatwe, ale wie to każda pracująca mama. Opieka nad dzieckiem to wyzwanie, a kiedy dzieci jest troje opieka nad nimi to sprawdzian zdolności organizacyjnych. Każdy dzień to sprawne żonglowanie obowiązkami. Zamówienia i wysyłki nie zrealizują się same, dzieci ze szkoły same się nie odbiorą, a do tego dochodzą jeszcze zajęcia pozalekcyjne, zakupy, gotowanie, dom.

Mam jedną zasadę, która jest święta – na pierwszym miejscu są dzieci. One nie mogą odczuć, że mama intensywnie pracuje. Przez długi czas nawet nie zdawali sobie sprawy, że nasze życie się zmieniło, ponieważ pracowałam w czasie ich pobytu w szkole/przedszkolu i wieczorami, kiedy już spali. Obecnie angażują się w sprawy firmy, pomagają, testują. Spędzamy razem bardzo dużo czasu, wspólnie gotujemy, sprzątamy, czytamy, bawimy się. Jesteśmy zgodną, współpracującą ekipą. Mam ogromne wsparcie ze strony męża, który od samego początku we mnie wierzył. Sam dużo pracuje, ale zawsze mogę liczyć na jego pomoc. Wspólnie tworzymy fajną rodzinę, koncentrujemy się na tym co naprawdę ważne, chcemy dać naszym maluchom szczęśliwe dzieciństwo i ciepły dom. Są również rodzice, zawsze gotowi pomóc.

Na blogu wspomina Pani, że była cichą myszką. Dziś jest Pani mamą biznesową. Jakich cech musiała się Pani wyzbyć, a jakie wzmocnić, aby przejść przez tę przemianę?

Kiedyś nie wierzyłam w siebie, miałam wrażenie, że wszyscy są lepsi, mądrzejsi, zdolniejsi, a ja... taka szara myszka. Bałam się przejąć kontrolę nad swoim życiem. Teraz stopniowo się to zmienia, już wiem, na co mnie stać, polubiłam i doceniłam swoje zalety. Wiem, że mam mocne strony i staram się zrobić z nich swój atut. Jeżeli tylko chcesz zmieniać swoje życie, myśl pozytywnie, kochaj siebie, staraj się każdego dnia bardziej i ... idź do przodu, choćby malutki kroczek, ale zawsze do przodu.
Ja już w siebie wierzę. Przeszłam daleką drogę, od niepewnej, nieśmiałej dziewczyny, do dorosłej kobiety, która w końcu pokochała siebie i nabrała wiary we własne możliwości. Teraz już wiem na co mnie stać, podejmuję wyzwania i ...działam. A każdy dzień przybliża mnie do realizacji moich marzeń.

My, Kobiety, zazwyczaj nie doceniamy siebie, robimy tak dużo a nadal uważamy, że nie jesteśmy wystarczająco dobre, mądre, zaradne, ładne. Widzimy tylko nasze braki i pomyłki. Koniec z tym!!! Jesteśmy rewelacyjne, łączymy tak wiele obowiązków, codziennych spraw, mamy wielką moc i musimy w to uwierzyć.

Tak naprawdę nie wyzbyłam się żadnych cech, ale zaczęłam je wykorzystywać w inny sposób. Przede wszystkim zmieniłam swoje nastawienie. Zawsze chciałam być najlepsza, mieć najlepsze oceny, być pierwsza. Ambicja, która była utrapieniem w szkole teraz daje mi siłę do działania, to dzięki niej słyszę w głowie „Co? Ja nie mogę? No to patrz!”

Uczy się Pani nowego, biznesowego życia. Co jest najtrudniejsze? Co zaskakuje?

"Kto chce - szuka sposobu, kto nie chce - szuka powodu". Nawet jak pracuję, to nie narzekam, bo lubię swoje życie, swoją pracę i swój świat. Choć wiele rzeczy jest trudnych, najbardziej boli, kiedy zawodzą ludzie, na których liczyłam, kiedy „specjaliści” wykorzystują, że jestem miłą, uśmiechniętą kobietą.

Jestem szczęśliwa, mam cudowną rodzinę, fajne życie. Wszystko się zgadza. Tylko nikt niestety nie widzi, jaką płacę za to cenę, ile to wyrzeczeń, wysiłku, pracy, nieprzespanych nocy, stresów... Kiedy inni odpoczywają - ja pracuję, kiedy inni już śpią - ja nadal pracuję.

Nie ma nic za darmo, szczęście nie spada z nieba, trzeba na nie zapracować, trzeba zapłacić swoją cenę. I taki jest mój wybór, stawiam sobie kolejne wyzwania, mam marzenia, mam dzieci, które są całym moim światem i staram się tak bardzo właśnie dla nich.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
MatkaKobieta
Skomentuj