Grupa naTemat

"Gdy urodzę, nigdy nie pozwolę, by moje dziecko..." Terefere! Każda z nas ponosi porażki jako matka

Fot. Pixabay / [url=https://pixabay.com/pl/kochanie-r%C4%99ka-gospodarstwa-palec-539968/] froot [/url] / [url=https://pixabay.com/pl/service/terms/#usage] CC0 Public Domain [/url]
Fot. Pixabay / froot / CC0 Public Domain
Macierzyństwo uczy pokory. Zdecydowanie. Teraz z perspektywy czasu widzę jak mylne wyobrażenie o macierzyństwie miałam. I z jaką łatwością przychodziło mi ocenianie i osądzanie rodziców, których spotkałam w supermarkecie, w restauracji, na wakacjach lub w autobusie. Och, jakaż ja wtedy byłam mądra! Jaką to ja wtedy miałam wiedzę! O dzieciach, o wychowaniu, o dobrych manierach, zdrowym odżywianiu, kreatywnych zabawach. Przede wszystkim jednak wiedziałam, jakim ja rodzicem NIGDY nie będę. Czego nie zrobię, nie podam do jedzenia, nie powiem, nie kupię. Oj, macierzyństwo szybko zweryfikowało moje postanowienia.

Czasem po prostu szłam na łatwiznę. Innym razem popełniałam błędy z niewiedzy. Świadomie i nieświadomie. Gotowa i niegotowa na nadchodzące konsekwencje. I właśnie dziś rzucił mi się w oczy artykuł na portalu Parents, poświęcony wszystkim tym rzeczom, które sami sobie obiecujemy, przysięgamy, a potem… wprowadzenie w życie jakoś tak nie wychodzi… Kto nigdy się na tym nie złapał, niech pierwszy rzuci kamieniem!

Odżywianie

Pamiętam moje zniesmaczenie, gdy widziałam kilkuletnie (a nawet mniejsze dzieci) w fast foodach. Myślałam sobie „O Matko Boska! Gdzie ci rodzie mają rozum?”. Tak, krytyka przychodziła mi z łatwością. Przecież tyle się słyszy o szkodliwości takiego jedzenia! Nadwaga, cukrzyca, problemy z koncentracją, nadciśnienie..! I wszystko to oni fundują swoim dzieciom? Skandal!

Zawsze więc mówiłam, że moje dziecko nie będzie jadło śmieciowego żarcia. Żadnych frytek, kebabów, pizzy, słodyczy. Nie ma takiej opcji. Mało tego, będę prowadzić zdrową kuchnię (co z tego, że w ogóle nie umiem gotować?), od urodzenia żadnych słoiczków, owoce i warzywa od lokalnych dostawców, a ciasto upiekę sama. I taki wprowadzę zwyczaj – co niedziela domowe wypieki!

Cóż, nie udało się. Mój syn je wszystko – od batoników, przez pizzę, aż po te nieszczęsne frytki. I nie mam wyrzutów sumienia.
Wychowanie
O boże, co za niewychowane dzieci… Przestaną się w końcu drzeć? W sklepie histeria, bo matka nie chce kupić wypatrzonej zabawki. W restauracji histeria, bo dziecko chce biegać po całym lokalu, a rodzice każą siedzieć na miejscu. Myślałam sobie „O Matko Boska! Jak można mieć tak rozpuszczone bachory?”. I sądziłam, że mnie coś takiego nie spotka, że ja nie dopuszczę do takiej sytuacji, że na pewno są jakieś metody, sposoby, sztuczki…. Patrzyłam w supermarketach na dzieci pałaszujące słodycze jeszcze przed kasą i myślałam „Tak nie wypada”.

A jednak i tu musiałam zweryfikować swoją bezdzietną mądrość. Wystarczyło, że nadszedł bunt dwulatka lub sama miałam gorszy dzień. Zmęczenie, niewyspanie, praca. I albo sama świadomie popełniałam błędy wychowawcze (przekupstwo), albo olewałam problem, bo… przecież wszystkie dzieci tak się zachowują. I daję do zjedzeni tego batonika, by dziecko czymś się zajęło, a ja mogę zrobić zakupy w spokoju. To straszne, wiem.

Pranie mózgu
Ile razy u znajomych widziałam dzieci ślepo wpatrzone w ekran telewizora lub komputera? Sądziłam, że to zwykłe lenistwo rodziców, typowe pójście na łatwiznę. I to wmawianie sobie, że bajki są edukacyjne, że kontrolują czas spędzony przed telewizorem, selekcjonują programy… A prawda jest taka, że każdy jeden tylko czeka, aż dziecko wpadnie w trans i będzie chwila błogiej ciszy.

Przyznaję się bez bicia – i ja wykorzystuję te chwile. Bo pilnie muszę skończyć robotę, bo jest masa maili, bo naczynia czekają, bo pranie się skończyło, bo… chcę po prostu posiedzieć i sama tępo wpatrywać się w telewizor. By the way! Niektóre programy wcale nie są takie głupie!

Złote zasady
Och, wiele mądrych rzeczy mówiłam, zanim zaszłam w ciążę! Że nigdy nie wezmę dziecka do łóżka, że smoczek odstawię zanim skończy pół roku, że nie będę godzinami bujać i lulać, że nie dam sobie wejść na głowę. Nie dam się sprowokować, nie będę krzyczeć, bezpodstawnie podnosić głosu… Nie będę się zachowywać jak matka wariatka za każdym razem, gdy dziecko kichnie lub dostanie wysypki. Niestety – nie udało.

Mam wiele wad i miewam wyrzuty sumienia, jak każda z nas. Coś nie idzie po mojej myśli, innym razem za wysoko stawiam sobie poprzeczkę. Kilka moich wcześniejszych poglądów bardzo mocno musiałam zmodyfikować po zderzeniu się z rodzicielską rzeczywistością. Nad niektórymi nadal pracuję, na inne machnęłam ręką.

Drogie Mamy, nie bądźcie dla siebie zbyt surowe.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
WychowanieMatka
Skomentuj