Grupa naTemat

Małe oszustwa, które zdarzają się wszystkim rodzicom. Nie mówcie o nich dzieciom!

Prawo autorskie: dubova / 123RF Zdjęcie Seryjne
Prawo autorskie: dubova / 123RF Zdjęcie Seryjne
„Gdy nie ma w domu dzieci to jesteśmy niegrzeczni” – śpiewał Kazik i miał rację. Bo przecież od czasu do czasu można złamać rozsądne zasady, które z przekonaniem wpajamy naszym dzieciom.

Wszyscy chcielibyśmy, by nasze dzieci zdrowo się odżywiały, czas wolny spędzały w sposób rozwijający, były odporne na pokusy używek, miały świetne oceny w szkole. Doskonale wiemy też, że samo powtarzanie zasad nie wystarczy, dzieciom trzeba dawać dobry przykład. I dajemy: serwujemy zdrowe obiady dla całej rodziny, w czasie wolnym staramy się zorganizować ciekawe aktywności… Naprawdę się staramy. Ale czasem, kiedy dzieci nie widzą trochę łamiemy nasze zasady… No co, przecież dorosły to też człowiek! Czasem może sobie trochę pogrzeszyć… Każdy rodzic zapytany o tego typu grzeszki ma coś na sumieniu. Oto przykłady:

Jem słodycze w tajemnicy przed dziećmi
„W kwestii słodyczy staramy się w domu nie przesadzać w żadną ze stron. Na co dzień w domu przegryzamy suszone owoce, w weekend zdarza nam się wyjść całą rodziną do cukierni na coś pysznego. Jak dziecku zdarzy się zjeść trochę czekolady, nie robimy z tego tragedii, ale staramy się je zniechęcać do takich przyjemności. Dlatego tłumaczę, jak niezdrowe są popularne słodycze, jak psują zęby, jak się od nich tyje. Argumentuję, że my z mamusią takich rzeczy nie jemy, bo dbamy o zęby, zdrowie i sylwetkę. Nie wspominam tylko, że od czasu do czasu lubię w pracy kupić sobie w automacie czekoladowego batona. W rozmiarze XXL oczywiście.” Marek, tata 8-letniej Izy

Oglądamy telewizję. Godzinami
„Wspólnie z mężem przekonujemy nasze dzieci, że jest mnóstwo ciekawszych sposobów n spędzanie czasu wolnego niż oglądanie telewizji. Zachęcamy je do zabaw na dworze, do czytania książek, urządzamy turnieje gier planszowych. I naprawdę dobrze nam idzie. Z wyjątkiem weekendów, które dzieci spędzają u dziadków. Wtedy potrafimy przez cały dzień nie ruszyć się z kanapy przed telewizorem. Myślicie, że nie da się obejrzeć trzech sezonów Gry o Tron w jeden weekend? No, jest to wyzwanie, ale się da!”. Monika, mama 6-letniej Zosi i 9-letniego Kacpra

Duża pizza cztery sery jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziła!
"Kasze, makarony pełnoziarniste, dużo warzyw, mało (praktycznie wcale!) produktów wysokoprzetworzonych – tak się jada u nas w domu. I całe szczęście, lubimy zdrową kuchnię, dzięki temu wszyscy jesteśmy zdrowi, a nasze dzieci uczą się przygotowywania i jedzenia pełnowartościowych posiłków. Oczywiście ani słowem nie wspominam o tym, że od czasu, gdy nie biorę do pracy zdrowego lunchu, zamawiamy z koleżankami z działu ogromne, ociekające serem pizze, ale inne tłuste, szybkie dania. Nie, nie chodzi o to, że jestem zabiegana i nie mam czasu na zdrowy lunch. Chodzi o to, że to taki rytuał mój i moich koleżanek, pozwalamy sobie na niego od czasu do czasu. A dzieciaki przecież nie muszą wiedzieć wszystkiego.” Maja, mama 12-letniego Jasia i 5-letniej Lenki
Papierosy to samo zło. No chyba, że jestem bardzo zdenerwowana…
„Raz przyłapałam moją 15-letnią córkę na paleniu. Wystraszyłam się tego, bardzo nie chciałabym, by Joasia wpadła w nałóg w tak młodym wieku. Dlatego tłumaczyłam jak bardzo jest to szkodliwe, dlaczego nie warto, dlaczego ja i tata nigdy nie wzięlibyśmy tego świństwa do ust… Nie wspominam jej o tym, że przez kilka lat paliłam nałogowo. Nie wspominam też, że od czasu do czasu wciąż zdarza mi się zapalić. I pół biedy kiedy będąc w pracy wychodzę na papierosa. Ale zdarzało mi się też palić wieczorami i w weekendy. Wychodzę wtedy z psem (świetny pretekst, prawda?) i wybieram taką drogę, by nie było widać mnie z okiem i bym nie spotkała Joasi, ani żadnej jej koleżanki. Czuję się idiotycznie, jak smarkula chowająca się z papierosem w krzakach przed rodzicami. Ale naprawdę nie umiem przestać!”. Alicja, mama 15-letniej Joasi

Dobre oceny w szkole to podstawa!
Chcę, żeby moje dzieci miały dobre stopnie, to chyba normalne. I nie, wcale nie wywieram na nie presji, by przynosiły same piątki. Rozumiem, że z jednych przedmiotów mogą być lepsze, z innych słabsze. Ale zachęcam do nauki na każdym kroku, tłumaczę, jak ważna w życiu jest edukacja, czasem nawet trochę wchodzę im na ambicję, bo widzę, że to działa. I tylko mam nadzieję, że nigdy nie zobaczą moich szkolnych świadectw, wszystkich z trójami od góry do dołu…” Jacek, tata 14-letniej Kasi i 9-letniego Filipa

Przy jedzeniu nigdy nie korzystamy z telefonów. No, prawie nigdy...
Bardzo sobie cenię nasze rodzinne posiłki, podczas których wyłączamy telewizję, nie sprawdzamy niczego w telefonie. To pozwala na chwilę rozmowy całej rodziny, to bardzo cenny czas. I chociaż dzieciaki czasem protestują, wszystkim wychodzi to na dobre. Ostatnio zauważyłam jednak, że kiedy jesteśmy z mężem sami w domu (to się wbrew pozorom zdarza przy trójce dzieci) to podczas posiłku telewizor gra na całego, ja przeglądam Instagrama, a mąż ogląda coś na tablecie. I wiecie co? Lubię to. My dorośli czasem potrzebujemy trochę luzu!” Magda, mama 17-letniego Wiktora, 14-letniego Patryka i 10-letniej Zuzi.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
PsychologiaRodzina
Skomentuj