Grupa naTemat

Przestańmy traktować ojców jak nieodpowiedzialnych półgłówków! Po prostu im nie przeszkadzajmy

Prawo autorskie: gstockstudio / 123RF Zdjęcie Seryjne
Prawo autorskie: gstockstudio / 123RF Zdjęcie Seryjne
- Będę już leciała. Wiesz, mąż jest z małym, nie lubię ich samych na zbyt długo zostawiać. – powiedziała do mnie koleżanka, zostawiając na kawiarnianym stoliku pieniądze za niedopitą kawę. Znam jej męża i wiem, że jest inteligentnym i odpowiedzialnym facetem. Dlaczego więc nie miałby sobie poradzić z dwuletnim dzieckiem?

- Chyba musisz mu pomóc? Jak on sobie tam poradzi? – usłyszałam innym razem od gości gdy powiedziałam, że mój mąż zaraz do nas dołączy, tylko skończy zmieniać dziecku pieluszkę. W pierwszej chwili myślałam, że to żart. Ale to nie był żart. Mamy dwudziesty pierwszy wiek, równe prawa dla kobiet wydaje się być oczywistością (no, przynajmniej w teorii…). Dlaczego więc odbieramy mężczyznom prawo do cieszenia się ojcostwem? Naprawdę nie warto! A oto kilka powodów wyjaśniających dlaczego.


Dziecko ma dwójkę rodziców, dlaczego jedno z nich miałoby drugiemu reglamentować czas spędzony z maluchem? Powiedzmy sobie szczerze, w większości przypadków to na matki spada większa część obowiązków związanych z małym dzieckiem. Bo nie tylko rodzimy i karmimy piersią, ale także robimy sobie roczne przerwy w pracy, częściej od mężczyzn ograniczamy aktywność zawodową, by zająć się dziećmi – bo takie właśnie rozwiązanie z reguły dyktuje nam rachunek ekonomiczny. I mężczyźni powinni jak najwięcej zajmować się dziećmi nie mimo to, a zwłaszcza dlatego. By wyrobić sobie podobną więź, jaka łączy dziecko z matką. Poznać je, sprawić, że ono będzie dobrze znało tatę. Oboje rodzice są tak samo ważni.

Zakładanie z góry, że nasz partner nie poradzi sobie z małym dzieckiem jest dla niego obraźliwe. Dlaczego inteligentny mężczyzna (bo zakładam, że takich wybieramy sobie na życiowych partnerów) miałby nie poradzić sobie ze zmianą pieluchy, przygotowaniem posiłku, ubraniem dziecka, zabawą? Może zrobi coś inaczej niż jego partnerka, może coś wyjdzie mu gorzej. Ale być może w wielu kwestiach okaże się bardziej pomysłowym i zaradnym rodzicem? Nie dowiemy się tego, jeśli nie damy facetom szansy, by spróbowali.

Dziecko potrzebuje obojga rodziców, od samego początku. „Na razie on jest taki malutki, potrzebuje matczynej piersi. Podrośnie, to będzie zostawał z tatą” – myślimy. Niestety, jeśli dziecko nie będzie miało bliskiego kontaktu z ojcem jako niemowlak, stawiający pierwsze kroki maluch czy początkujący przedszkolak, jakim cudem ma mieć z nim więź gdy będzie starsze?

Matkę i dziecko łączy coś niepowtarzalnego. Tatę i dziecko też. Małe dziecko i jego tata mogą mieć wspólne zabawy, sekrety, powiedzonka. Taki ich wspólny świat, dzięki któremu tworzy się wzajemne zaufanie i przywiązanie. Naprawdę warto, by każdy rodzic miał z dzieckiem jedyną i niepowtarzalną więź.

Matka potrzebuje odpoczynku. Potrzebuje też od czasu do czasu wyjść do kina, na spacer, na kawę, na cross fit, na pole dance, na piwo, na wódkę. Jak długo będziemy mieć opory przed pozostawieniem dziecka z tatą, tak długo te przyjemności pozostaną w sferze nigdy nie zrealizowanych marzeń i planów.
Kariera obojga rodziców jest ważna. Po co zatrudniać kobietę? Zaraz w ciążę zajdzie, na zwolnienie lekarskie pójdzie, potem na macierzyński, potem na wychowawczy. A jeśli już jakimś cudem wróci do firmy, to będzie non stop zwolnienia na chore dziecko brała. No to się takiej nie zatrudnia, a jeśli się zatrudnia, to na śmieciówkę, albo mniej się jej płaci. A skoro mniej zarabia, to gdy pojawi się dziecko to ona się nim zajmie a on skupi na pracy – i kółko się zamyka. A gdyby tak to tata pojechał po chore dziecko do przedszkola? Wziął wolne na okoliczność zapalenia oskrzeli dziecka? A mówiąc ściślej: raz mama, raz tata – na zmianę. Lub w zależności od tego, kto akurat ma w pracy ważną prezentację, domyka projekt, pozyskuje nowego klienta. Jeśli pracodawcy będą mieć świadomość, że wszyscy pracownicy miewają dzieci, niezależnie od płci, sytuacja kobiet na rynku pracy może ulec poprawie. Może warto też zacząć mówić o problemach „pracujących ojców”, tak jak przyjęło się mówić o pracujących mamach. I pytać ich, jak udaje im się łączyć ojcostwo z pracą zawodową? Bo to przecież dla zaangażowanego taty też jest trudna sztuka!

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
RodzinaOjcowie
Skomentuj