Grupa naTemat

8 lat starali się o dziecko. Gdy w końcu się udało, on odszedł

Fot. tixti / 123RF Zdjęcie Seryjne
Fot. tixti / 123RF Zdjęcie Seryjne
Edyta i Hubert niemal od początku swojej znajomości pragnęli wspólnego dziecka. Zastanawiali się, jakiej będzie płci, sprzeczali się o to, jak urządzić dziecięcy pokój, jakie imiona im się podobają. Tyle tylko, że lata mijały, a dziecka nie było. Chodzili po specjalistach, próbowali wszystkiego, nic nie pomagało. A gdy w końcu się udało, ich świat rozpadł się na kawałki.

Dziecko najważniejsze
Pod tym względem byli wyjątkową parą. W odróżnieniu do ich znajomych nie pragnęli wolności, szaleństwa i egzotycznych podróży. Oni marzyli przede wszystkim o tym, by założyć rodzinę. Nawet się z tym nie kryli, jeszcze przed ślubem otwarcie mówili o tym, że starają się o dziecko. Nie przejmowali się też tym, że starania nie przynosiły pożądanych efektów po miesiącu, dwóch, trzech… Po roku poszli na konsultację do specjalisty. Ten orzekł, że ciąża w ich przypadku nie jest wykluczona, ale jest bardzo mało prawdopodobna. Byli załamani.


Jednak Edyta i Hubert nie poddawali się. Leczyli się, przestrzegali wszystkich wskazówek lekarzy, nie ustawali w staraniach. Niestety lata mijały, a ciąży nie było. Już zaczynali powoli tracić nadzieję, gdy w końcu się udało. Po pięciu latach starań Edyta była w ciąży! Ich radość nie znała granic. Niestety, te wspaniałe chwile nie trwały długo. – Poroniłam w dziewiątym tygodniu – opowiada Edyta, w jej oczach widać łzy. Wyznała też, że gdy przekazała smutną wiadomość mężowi, ten popłakał się jak dziecko. – Płakaliśmy razem przez całą noc. To było ponad nasze siły – dodaje.

Po poronieniu nastał bardzo trudny czas dla ich małżeństwa. Czuli straszną pustkę, wszystko straciło dla nich sens. Nie pomagał również fakt, że coraz więcej ich znajomych zostawało rodzicami. – Kiedy my zaczynaliśmy starania o dziecko, moje koleżanki były jeszcze singielkami, w ogóle nie myślały o dzieciach. Teraz to one były mamami, a ja nie – żali się Edyta. A najgorsze było to, że już prawie całkiem stracili nadzieję.

Prawie – ale nie całkowicie. Kiedy Edyta usłyszała od koleżanki o lekarzu zajmującym się niepłodnością, który cieszył się opinią cudotwórcy, bez wahania umówiła ich na wizytę. I to nic, że to było na drugim końcu Polski. Pojechali. Nowy lekarz przywrócił im wiarę, że się uda. Cudów nie obiecywał, ale zapewnił, że ciąża nadal nie jest dla nich niemożliwa.
Nowa nadzieja
Wprawdzie na pewien czas Edyta i Hubert odzyskali siły i nadzieję, niestety nie na długo. Mijały kolejne miesiące, które zamieniały się w lata. W końcu postanowili, że zaprzestaną starań. Spędzili już osiem lat wspólnego życia na nerwowych wyczekiwaniach, mieli dość. Może po prostu rodzicielstwo nie jest im dane? Zaczęli godzić się z tym, że nie będą rodzicami. I właśnie wtedy zdarzył się cud.

Kiedy Edyta zaczęła zauważać u siebie charakterystyczne dla ciąży objawy, z całych sił starała się je ignorować. „- Po prostu bałam się kolejnego rozczarowania, nie miałam na to siły” – opowiada. Nie mogła jednak zignorować pozytywnego wyniku testu ciążowego i badania lekarskiego potwierdzającego, że jest w ciąży. Po ośmiu latach starań to się w końcu stało. Jednak kiedy powiedziała Hubertowi, tym razem nie było wielkiej radości. Oboje panicznie się bali, że i tym razem się nie uda…

Szczęście, szok i nowe życie
Jednak wszystko wskazywało na to, że jednak tym razem wszystko będzie dobrze. Kiedy minął pierwszy trymestr, nabrali nieco pewności siebie. Owszem, ciąża nie należała do łatwych, Edyta musiała leżeć przez większość czasu. Była jednak gotowa znieść wszystko, by tylko dziecko urodziło się zdrowe. Dla niego razem byli w stanie pokonać wszystkie przeciwności, tak jej się przynajmniej zdawało. Bardzo się pomyliła.

W związku Edyty i Huberta zaczęło się źle układać. Sądziła, że teraz czeka ich już tylko wielkie szczęście, tymczasem były kłótnie, nieporozumienia i jej samotność. Hubert coraz częściej znikał z domu, z którego ona nie powinna wychodzić z racji trudnej ciąży. Bardzo ją męczyły długie dni, wieczory, a nawet weekendy spędzane bez ukochanego męża u boku. Wciąż wierzyła, że wszystko się ułoży gdy na świat przyjdzie ich synek. Nic jednak na to nie wskazywało.

Problemy w związku zeszły jednak na dalszy plan, gdy na świecie pojawiło się dziecko. Chłopiec był zdrowy i... – Był po prostu idealny. Mogłam się na niego patrzeć godzinami. – opowiada Edyta. Niestety, jej związek na pewno do idealnych nie należał. – Hubert nawet nie próbował nauczyć się tego wszystkiego, czego trzeba nauczyć się przy małym dziecku. Wymigiwał się od wszystkich obowiązków – żali się Edyta. Tłumaczyła sobie, że narodziny dziecka przytłoczyły Huberta. Liczyła, że z czasem wszystko się ułoży. Ale się nie ułożyło. Kiedy ich synek miał dwa miesiące Hubert powiedział jej, że odchodzi.

Zapewniał ją, że nie ma innej kobiety. Że po prostu nie umie odnaleźć się w nowej sytuacji. Że zrozumiał, że już od dawna łączyło ich tylko usilne staranie o dziecko, kiedy to ustało, przestało ich cokolwiek łączyć. Jak ona mogła nie zauważyć, że ich związek uległ zniszczeniu? Nie wie, ale przyznaje, że temat starań o dziecko rzeczywiście zdominował ich relację. Nie zmieniało to faktu, że była zszokowana decyzją męża i pozostawiona sama z dzieckiem.

- Nie miałam wyjścia, musiałam sobie poradzić – opowiada. Nie ukrywa jednak, że bardzo pomogli jej bliscy: mama, brat, przyjaciółki. – Byłam tak zajęta dzieckiem, że nie miałam czasu i siły na rozdrapywanie ran. Jakoś pogodziłam się z odejściem Huberta – wyznaje. I nie traci optymizmu. – Najważniejsze, że mam zdrowe, wspaniałe dziecko. A facet? Lepiej, że odszedł teraz niż by miał to zrobić za kilka lat, jak dziecko będzie więcej rozumiało. A tak… Kto wie, może jeszcze uda mi się z kimś związać?

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
ZwiązekRodzina
Skomentuj