Grupa naTemat

"Widziałam, jak jego świat powoli się wali, jak traci oddech. Uciekająca panna młoda - to ja"

Fot. Pexels / [url=https://www.pexels.com/photo/woman-bride-dress-portrait-24806/]unsplash.com[/url]/[url=https://www.pexels.com/photo-license/]CC0 License[/url]
Fot. Pexels / unsplash.com/CC0 License
„Wyszłam za mąż, zaraz wracam. Może nawet jeszcze prędzej. Bo w małżeńskie ja się raczej nie zagnieżdżę” śpiewała Ewa Bem. I ja nuciłam te słowa w tamten gorący lipcowy poranek.


Za kilka godzin miałam stanąć przed ołtarzem i ślubować miłość, wierność i uczciwość małżeńską człowiekowi, którego nie kocham. Wisząca na wieszaku suknia nie dawała mi o tym zapomnieć. Mama, dwie siostry, ciotki i babcie latały po domu jak oszalałe. Wszystko musi być przecież zapięte na ostatni guzik. To przecież najważniejszy dzień w moim życiu. Nowe, lepsze życie. Wciąż mi to powtarzały, a jak kiwałam głową z nadzieją, że poczuje to „coś”. Że za chwilę poczuje to nowe, lepsze życie.

Nie poczułam
Kiedy odebrał telefon, już wiedział. Tak myślę. „Czy na pewno tego chcesz?”, zapytałam. „Niczego nie jestem tak pewny, jak tego, że chcę być z Tobą” odpowiedział. A ja? A ja nie.
Kiedy się poznaliśmy, wszystko było tak oczywiste.
Mieliśmy po 15 lat, głowę pełną pomysłów, chcieliśmy zwiedzać Amerykę, a na stałe osiąść w Australii. Ot, takie plany dwojga nastolatków. Rzeczywistość szybko zweryfikowała nasze plany, skończyliśmy więc studia i byliśmy. Razem. Razem od ponad 10 lat.

„Musicie się bardzo kochać”, słyszałam od jednych. Od drugich: „Tyle lat razem? Nie znudziło wam się?”. A od trzecich: „Seks tylko z jednym facetem? Nie jesteś ciekawa jakby to było z innym?”. Jestem, jestem ciekawa. I tak, znudziło mi się.

Jak w starym, nudnym małżeństwie

Tak wyglądało nasze życie. Brakuje tylko dziecka, no i psa. Nuda. Nuda. Nuda. Znamy się jak przysłowiowe łyse konie. Niczym już nie byliśmy w stanie siebie zaskoczyć. Taka rutyna. Bezpieczna rutyna. Do cholery! Kto mając 29 lat chce bezpiecznej rutyny? Nie ja. Już nie. Nie myśl, że nie chciałam nieco podkręcić to nasze życie. Chciałam. On też chciał. To „podkręcanie” nie wychodziło. Nie było fajerwerków, nie było miejsca na spontaniczność, nie było miejsca na szaleństwo. Ponieśliśmy związkową klęskę i oboje baliśmy się do tego przyznać. Wciąż jednak ślub był tylko kwestią czasu. Razem tyle lat? Ślub to przecież formalność.

Czym jest miłość?

Czy to te motyle w brzuchu? A może poczucie bezpieczeństwa? A może to „coś” tylko nikt nie wie „co”? Jeśli poznam odpowiedź, będę wiedzieć. A może się czepiam? Bo może ta nasza miłość taka właśnie ma być? Dojrzała. Bezpieczna. Nudna.

ON
Jeśli powiem, że to najwspanialszy facet na świecie, będziesz się śmiać. I będziesz mieć rację. Co za idiotka zostawia takiego faceta? Ja. Nie kocham go już. Jeśli powiedziałabym TAK, zmarnowałabym dwa życia. Dwa życia, które jeszcze mogą przeżyć coś niesamowitego. Osobno.

Uciekająca JA

Julia Roberts w „Uciekającej pannie młodej” jakoś na prostą wychodziła. Dlaczego nam miałoby się nie udać? Wiedząc, że życie to nie film miałam ręce mokre od zdenerwowania. Przede mną stał ON. Frak leżał idealnie. On już wiedział. Wiedział, że za chwilę powiem, że nigdy nie zostanę jego żoną.

Widziałam, jak jego świat powoli się wali. Jak traci oddech, jak nogi się pod nim uginają. Moje tłumaczenia już do niego nie docierały. Zresztą...czy można coś takiego wytłumaczyć? Rzucam cię na godzinę przed NASZYM ślubem i liczę, że mi wybaczysz? Jestem śmieszna.

Kiedy słyszałam podobne historie myślałam: "Nie mogła wcześniej? Musiała na chwilę przed ślubem?" Suka. Dziś to ja jestem suką.

Nie, nie chcę przepraszać. Nie chcę tłumaczyć już dłużej wszystkim wokół, dlaczego tak postąpiłam. Chyba nas uratowałam. I jego. I siebie. Życie bez miłości? To nie życie.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Związek
Skomentuj