Grupa naTemat

"Wybrałam życie z Tobą, a nie twoimi problemami." Historia o tym jak przeszłość, potrafi zatruć traźniejszość

Fot. Pixabay / [url=https://pixabay.com/en/woman-sleeping-sofa-home-relaxing-918981/]Unsplash[/url] / [url=https://pixabay.com/en/service/terms/#usage]CC0 Public Domain[/url]
Fot. Pixabay / Unsplash / CC0 Public Domain
Muszę przyznać, że jak na dwadzieścia siedem lat na karku, żyłam dość beztrosko. Wynajmowane z przyjaciółką mieszkanie, praca, studia podyplomowe, fitness trzy razy w tygodniu. Nie była to kwestia wygody, po prostu tak mi się w życiu ułożyło, a może raczej nie ułożyło, że kiedy koleżanki wymieniały się adresami salonów ze ślubnymi sukniami, ja usłyszałam: „Dziękuję, odchodzę”.

Mój świat
Odszedł, podziękował, a ja ułożyłam sobie życie od nowa. Po swojemu, tak jak leżało mi najbardziej, bez kompromisów i zbędnych dylematów. Decyzję o ewentualnym kredycie na mieszkanie przełożyłam na „po trzydziestce”, postawiłam na swoją pracę i pasje. Niektóre koleżanki wzdychały zawistnie, rodzina straszyła mnie staropanieństwem, ale to było moje życie, które w tej formie najbardziej mi teraz odpowiadało. Typowa singielka w wielkim mieście. Nie miałam wyrzutów sumienia, że dobrze się bawię. Nie czułam, że coś tracę.

Jak to zwykle w życiu bywa, kiedy już poukładasz sobie wszystkie sprawy, nagle jakaś siła przewraca ci wszystko do góry nogami. Poznałam Łukasza i zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia. Na szczęście z wzajemnością. Nie był dużo starszy, zaledwie trzy lata, miał jednak dużo więcej życiowych doświadczeń niż ja. Rok temu się rozwiódł, miał czteroletniego syna Franka i kupione z żoną na wspólny kredyt mieszkanie, w sprawie którego nie mogli się dogadać i problemy w pracy.

Punkt krytyczny
Pomagałam mu ile mogłam, najczęściej po prostu pomagałam mu się oderwać od problemów, które miał na co dzień. Chodziliśmy na koncerty i kolacje, gotowaliśmy, oglądaliśmy filmy, piliśmy wino, kilka razy udało nam się wyskoczyć na weekend za miasto. Z daleka wszystko wyglądało jak typowa sielanka pierwszych miesięcy związku, jednak na większość wspólnie spędzonego czasu rzucał się cień jego dawnego życia.
Nie mogłam już słuchać o tym, że jego była żona kolejny raz zakwestionowała ustalenia dotyczące mieszkania. Kiedy znów czułam, że jego zły humor psuje nam wieczór, miałam ochotę pojechać do niej i sama załatwić tę sprawę. Myślałam, że pęknę z żalu, kiedy z wynajętego na weekend domku nad jeziorem, wracaliśmy do Warszawy jeszcze tego samego dnia, bo Franek miał wysoką gorączkę i bardzo chciał do taty. Szlag mnie trafiał, kiedy zamiast pojechać ze mną na urodziny mamy, wypełniał raporty do pracy.

„Poradzisz sobie”
Apogeum przypadło jednak na pewną sobotę. Sobotę, na którą mieliśmy kupione bilety na premierę w teatrze. Sobotę, która miała być naszym świętem, minęło pół roku odkąd się spotkaliśmy i mieliśmy w planach spędzić ją uroczyście, pamiętasz? Ja najbardziej pamiętam telefon od Twojej byłej żony, że za pół godziny podrzuci nam Franka. Pamiętam jak nieudolnie próbowałeś jej wytłumaczyć, że masz inne plany. Nie jestem rozkapryszoną nastolatką, było mi przykro, ale byłabym ci w stanie to wybaczyć. Oboje nie wiemy, co jej wtedy wypadło. To, czego jednak wybaczyć nie umiem, to to że zostawiłeś mnie tego dnia samą z Frankiem. Zadzwonił twój szef, wyjątkowa sytuacja, szybka narada i… już Cię nie było. „Poradzisz sobie”- rzuciłeś w drzwiach.

Poradziłam, ale do teraz mdli mnie na myśl, że mogło być inaczej. Musisz to zrozumieć, to nie jest moje dziecko. Nie chcę brać za nie odpowiedzialności, nie chcę zbijać jego gorączki i naklejać plastrów na jego kolano. To nie jest moja była żona. Nie chcę uzależniać moich planów od jej wymysłów czy humoru, nie chcę martwić się przed snem jej słowami. Wybrałam życie z Tobą, a nie twoimi problemami. To dla mnie za dużo. Nie ma w tym naszej przyszłości, jest tylko niekończąca się Twoja przeszłość. Wiem, że moje problemy przy twoich bledną, ale to nie jest licytacja. To nasze życie. Nasze. Chciałabym, żebyś zrozumiał to zanim będzie za późno…

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Związek
Skomentuj