Grupa naTemat

Przez pracę za granicą prawie zapomnieli, co tak naprawdę jest w życiu ważne. Nie da się kochać na odległość

Fot. Flickr / [url=https://www.flickr.com/photos/hendrikwieduwilt/20239353236/]Hendrik Wieduwilt[/url] / [url=https://creativecommons.org/licenses/by/2.0/]CC[/url]
Fot. Flickr / Hendrik Wieduwilt / CC
Myślę, że każdy z was zna podobną historię. Że rozegrała się w waszym otoczeniu, lub otoczeniu waszych najbliższych. Że nawet jeśli różni się w szczegółach, to wnioski są równie smutne.

Anita i Jarek są małżeństwem od 15tu lat. Pobrali się dość wcześnie, z miłości, bez żadnego przymusu i bez żadnej krytyki. Zamieszkali pod Warszawą, w wynajętym mieszkaniu. Nigdy im się nie przelewało, ale nie narzekali. Oboje mieli prace, starczało im na drobne przyjemności, na wakacyjne wyjazdy.

Kiedy na świecie pojawił się ich syn, uznali, że potrzebują trochę więcej. Jarkowi udało się znaleźć lepiej płatną pracę w Warszawie. Co prawda musiał dojeżdżać spory kawałek drogi, wzrosły więc koszty podróży i oczywiście mniej czasu spędzał w domu, jednak poziom ich życia znacznie się poprawił.

Anita mogła pozwolić sobie na spędzenie odrobiny czasu dłużej z synem w domu. Wróciła do pracy dopiero po trzech latach. Jarek w tym czasie awansował, udało im się wynająć mieszkanie bliżej Warszawy, bliżej pracy Jarka. Anita częściowo pracowała zdalnie i wszystko udawało się godzić.

Problemy pojawiły się dopiero, gdy w firmie Jarka doszło do fuzji. Ze spółki krajowej stała się częścią wielkiej, międzynarodowej sieci. Dla Jarka to była wielka szansa na rozwój i wyższe zarobki, dlatego nie protestował, gdy został wytypowany do nadzoru nad działaniami zespołu współpracującego z podobną jednostką w Londynie.

Początkowo latał do Anglii raz, dwa razy w miesiącu. Kilka razy Anita wybrała się razem z nim. Później niezbędnych było kilka dłuższych wyjazdów, ale po pół roku wszystko wróciło do normy i wystarczyły kontrolne wizyty raz na miesiąc.

Ale Jarkowi przestało to wystarczać. Czuł, że musi więcej czasu spędzać ze swoim teamem na wyspach, bo inaczej wyniki przestaną satysfakcjonować jego i dyrekcję. Wylatywał w poniedziałki rano, we wtorki wieczorem był już w domu. Później wtorki zamieniły się na środy.
Dzięki temu jednak mogli pozwolić sobie na dłuższe zagraniczne wakacje i zakup działki. Anita zrezygnowała ze starej pracy, założyła własną firmę. Ich syn miał możliwość uczestniczenia w kursach językowych w Londynie.
Wzięli kredyt, postawili dom. Anita w jednym z pokoi urządziła sobie biuro. Jarek zbudował altanę. Wszystko było idealnie do czasu, gdy w firmie Jarka podjęto decyzję o zamknięciu biura w Warszawie. Miał wybór – przeprowadzka do Londynu albo zmiana pracy.

Zdecydował, że zostaje. Ona też.

Wylatywał w poniedziałek rano, wracał w piątek. Czasem zostawał na weekend, jeśli tego wymagała praca. Anita rzadko latała do niego, wolała kiedy był w domu. Nie po to tyle lat starali się go wybudować i spełnili swoje marzenie, żeby pomieszkiwać z mężem w brytyjskim hotelu. Poza tym nie odpowiadały jej angielskie śniadania.

Przyznaje, że zaczęło ich to męczyć już po pół roku, ale po oddzielnie spędzonych świętach przestała udawać, że jej to nie przeszkadza. Na jego telefony reagowała złością, irytowało ją, gdy zmieniały się plany. Nawet jeśli przylatywał dzień wcześniej lub zostawał na dłużej.
W domu był gościem. Tak go traktowała. Bo tak się zachowywał. Przywykł do sprzątaczki hotelowej i niczym się nie przejmował. Przyjeżdżał, oczekiwał że będzie go rozpieszczała, karmiła, uprawiała seks. A kiedy dostawał to wszystko – wyjeżdżał.

Przez Internet dogadywali się świetnie. Planowali co zrobią, kiedy już przyleci, ale jak tylko lądował nie wiedzieli do konca jak się przywitać. Wspólnie spędzony czas męczył ich oboje. Miała wrażenie, że spędza wieczór z obcym człowiekiem. Nie mieli o czym rozmawiać, przestali mieć wspólnych znajomych. Kiedy syn powiedział im, że woli być z każdym z rodziców oddzielnie, bo kiedy są razem stają się innymi ludźmi powiedziała dość.

Jarek aktualnie szuka w Polsce nowej pracy. A właściwie przebiera w ofertach, bo z jego doświadczeniem warszawski rynek przyjmuje go z otwartymi ramionami.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Związek
Skomentuj