Grupa naTemat

„Byłabym dobrą matką, gdybym urodziła córkę, a tak...” Karolina wybrała korpo. Synem zajmuje się jej mąż

Prawo autorskie: joseasreyes / 123RF Zdjęcie Seryjne
Prawo autorskie: joseasreyes / 123RF Zdjęcie Seryjne
„Wiem, że nie można cały czas myśleć ‘co by było gdyby’, ale nie potrafię przestać”. Tak zaczyna swoją opowieść Karolina, mama 3-latniego Wiktora. „Ludzie mnie oceniają, a to chyba boli jeszcze bardziej. Dlaczego to robią? Bo w tym kraju jeśli nie jesteś matką polką to znaczy że jesteś złą matką”.

Jakiś czas temu Karolina napisała list do naszej redakcji. List pełen żalu i smutku. Nawiązałyśmy kontakt mailowy i choć nie zgodziła się na publikację tamtego listu udało nam się spotkać i porozmawiać. Twierdzi, że opowiadając swoją historię będzie lepiej zrozumiana niż jako anonimowa K.


Kiedy próbujemy ustalić początek drogi, na której teraz, chwilowo obie stoimy, nie jest łatwo. Dlatego Karolina tak zaczyna swoją opowieść…

„Pamiętam, że kiedy byłam małą dziewczynką uwielbiałam przebierać się w suknie swojej mamy. Ponieważ jest krawcową, uwierz mi, miałam w czym przebierać. Stroiłam się zawsze, kiedy do rodziców przychodzili znajomi. Później zaczęłam ‘projektować’ suknie. Wycinałam kreacje z gazet, miałam specjalne zeszyty. To była pełna profeska.

Myślałam długo o studiach związanych z projektowaniem ubioru, ale w liceum trochę spoważniałam. Zdecydowałam się na coś bardziej – powiedzmy – życiowego. Chciałam zarabiać kasę a projektowanie pozostawić w strefie zainteresowań. Bałam się, że jeśli uczynię z mojej pracy pasję, to stracę to ‘coś’. Dlatego wybrałam administrację.

Na studiach poznałam Michała. Był bardzo przystojny i niezwykle oczytany. Chciał być radcą prawnym. Złapaliśmy fajny kontakt. Kilka imprez, jakieś wspólne wyjazdy. Wiedzieliśmy oboje, że znaleźliśmy siebie. Michał oświadczył mi się podczas naszej wakacyjnej podróży po Azji. W jednej ze świątyń w Kambodży. Było naprawdę romantycznie.

Nie chcieliśmy dużego wesela. Urządziliśmy kameralne przyjęcie dla najbliższej rodziny i przyjaciół a za resztę potencjalnie wydanej na organizację imprezy kasę polecieliśmy do Argentyny. To była niesamowita podróż.

Nie kłóciliśmy się w ogóle wiesz? Wiem, że to zabrzmi jak w jakimś marnym amerykańskim serialu, ale tak było. Tworzyliśmy, zresztą nadal tworzymy parę idealną. Tak uważam. Nie mówię oczywiście, ze mój mąż nie włazi w ubłoconych butach do świeżo sprzątniętej kuchni, ale ta globalnie jest super”.

Zapytałam o Wiktora, bo w dotychczasowej opowieści Karoliny było dużo uśmiechu, fajnych wspomnień, ale ani słowa o synku.

„Rozmawialiśmy o dziecku jeszcze przed ślubem. Oboje bardzo chcieliśmy dużej rodziny. Kojarzysz filmowe bohaterki, które robią takie pudełka z wycinkami z gazet i innymi gadżetami? Te wszystkie nastolatki, które w dorosłym życiu odkopują pudełka i spełniają marzenia. Też miałam takie pudełko. Nie dotyczące ślubu, ale dziecka właśnie. Teraz na rynku jest masa czasopism i sklepów internetowych, ale kiedy miałam naście lat to nie miałam dostępu do tego wszystkiego. Więc zbierałam, pisałam, rysowałam. Domyślasz się pewnie, że wszystko było różowe. Bardzo chciałam mieć córeczkę. Już wtedy wiedziałam, że będę ja, mój mąż i nasza mała Wiktoria.
Kiedy wróciliśmy z podróży poślubnej na świecie pojawiła się Maja, siostrzenica Michała. Kiedy pojechaliśmy ją poznać i zobaczyliśmy uśmiechniętych rodziców wiedzieliśmy, że czas na nas.

Zaszłam w ciążę kilka miesięcy później. Od początku rozmawialiśmy z Wiką, zabieraliśmy ją na wycieczki. Odpuściłam w pracy, chciałam być mamą. Nie przeszkadzały mi mdłości i skoki ciśnienia. Cieszyłam się z zakupu każdego drobiazgu do pokoiku Wiki.

Może wtedy popełniłam błąd? Założyłam, że będziemy mieli córkę. Może gdybym myślała inaczej od początku…

Kiedy usłyszałam, że będę miała syna poczułam się tak, jakby ktoś mnie pobił. Serio. Wyszliśmy od lekarza a ja nie mogłam przestać płakać. Cały weekend spędziłam w łóżku. Czemu Michał nic nie zrobił? Robił, starał się jak mógł, ale w końcu odpuścił. Wybraliśmy się do psychologa. Trochę nam to pomogło. Ja przestałam chować się w sypialni, Michał zaczął głośno się cieszyć. Tak – moja reakcja go przeraziła, bał się że jego uśmiech i radość mnie dobiją.

Wiktor urodził się zdrowy i śliczny. Sporo spał, więc nie mogłam narzekać na brak czasu. Ale macierzyństwo mnie uwierało. Każda zmiana pieluchy to był dramat. Każde kolejne niebieskie bodziaki, samochodziki i inne „nie dziewczyńskie” prezenty o których tak marzyłam sprawiały mi ból.

Nie chcieliśmy żeby Wiktor poszedł do żłobka. Baliśmy się ciągłych przeziębień, skomplikowanej logistyki. Miałam w planie wykorzystać urlop macierzyński, potem wychowawczy, ale nie dałam rady. Wiedziałam, że jeśli nie wrócę do pracy to zwariuję.

Odwróciliśmy klasyczne role. Jestem pracoholiczką. HRbiurwą. Korpomamą. Mój mąż mógł zrezygnować z pracy, bo stać nas na to by siedział w domu z synem i udzielał porad prawnych fundacjom, których nie stać na takie usługi. We wrześniu Wiktor poszedł do przedszkola. Nie choruje, fajnie się rozwija. Ma świetny kontakt z tatą. Jeżdżą na wycieczki rowerowe, łowią ryby, budują altanę w ogrodzie. Mają dużo swoich, męskich spraw. Ja czytam mu bajki przed snem, spędzam z nim czas w weekendy.

Mam nadzieję, że po przeczytaniu tej opowieści ludzie spojrzą na mnie inaczej. Przestaną mnie oceniać. Kocham mojego męża i kocham mojego syna. Ale to nie jest życie o jakim marzyłam i nie umiem pogodzić się z rzeczywistością. Czy jestem szczęśliwa? Tak. Praca wypełnia mi pustkę. A wieczorami projektuję buty.

Czy zdecyduję się na drugie dziecko? Wiem, że Michał bardzo by chciał. Ja też nigdy nie miałam nic przeciwko dużym rodzinom. Ale nikt nie da mi gwarancji, że urodzę córeczkę. Dlatego coraz częściej rozmawiamy o adopcji. Może wtedy poczuję jak to jest być mamą naprawdę”.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
TabuZła matkaWychowanie
Skomentuj