Grupa naTemat

"Drugie dziecko to oczywistość" kontra "nie chcę więcej dzieci". Kto ma rację?

Copyright: yarruta / 123RF Stock Photo
Copyright: yarruta / 123RF Stock Photo
Dłuższe urlopy, becikowe, 500 złotych na dziecko, ulgi podatkowe- sposobów na zachęcenie obywateli do prokreacji i zwiększenia przyrostu naturalnego jest wiele, ale czy decyzja o kolejnym dziecku zawsze zależna jest tylko od finansów i stabilności na rynku pracy?

Dla jednych bycie rodzicem jedynaka jest na tyle satysfakcjonujące (a może wyczerpujące?), że po narodzinach swojego pierworodnego dziecka nie planują dalszego powiększania rodziny. Innym oczywistym wydaje się to, że maluch musi mieć siostrę albo brata. Poznajcie historię dwóch małżeństw i ich dwa odmienne spojrzenia na kwestię rodzicielstwa.

"Kajtek będzie miał rodzeństwo, jestem w ciąży"
Katarzyna oznajmia radośnie wszystkim zebranym przy niedzielnym, rodzinnym obiedzie. Z prawa i lewa zaczynają sypać się gratulacje i pytania o termin porodu, a czteroletni Kajetan z miejsca otrzymuje nową ksywkę - Starszy Brat. Maria patrzy na swojego męża i przewraca oczami, oboje wiedzą, że za chwilę z czyichś ust padnie "a kiedy wy?". "Gdy nie masz dzieci pytają, kiedy będziesz mieć, a gdy jesteś już rodzicem, to według niektórych na jednym zatrzymać się nie wypada" mówi Piotr, mąż Marii, tata sześcioletniej Zosi. Zgodnie z ich przewidywaniami po chwili słychać "Piotruś, a kiedy wy z Marysią się zdecydujecie?". "Czekamy aż rząd przyjmie projekt 500 złotych na dziecko, wtedy pomyślimy" odpowiada Maria przewrotnie, choć w głowie wybrzmiewa jej zupełnie inna riposta- nigdy.

Oboje z Piotrem marzyli o dziecku, planowali je i z radością przyjęli wiadomość o ciąży. Nigdy jednak ich wyobrażenia o rodzinie nie przekraczało układu dwa plus jeden. Maria żartuje, że stworzyli tak dobry prototyp, że nie muszą już próbować dalej. Jej mąż szczerze mówi o tym, że drugie dziecko byłoby dla nich ogromnym wyzwaniem, na które przy obecnym trybie życia nie mają ani czasu, ani siły. "Paradoksalnie, im starsza jest Zośka, tym bardziej mnie potrzebuje" - mówi szczerze Piotr. "Nie mojej opieki, czy pomocy, ale mnie jako osoby. Chce coraz więcej ze mną rozmawiać, spędzać wspólnie czas, dzielić się przemyśleniami. Przy dwójce, trójce dzieci nie mógłbym jej zapewnić tego na takim poziomie jak teraz. Poza tym obawiam się, że drugiego dziecka nie pokochałbym tak jak jej, to byłoby po prostu niemożliwe".

Maria otwarcie mówi o swojej pracy i realizacji zawodowych pasji. "Moja praca jest dla mnie wyzwaniem, spełniam się w niej, ciągle mam ochotę na więcej, chcę się rozwijać. Ale nie jestem pracoholikiem, mam swoje priorytety. Poukładałam wszystko tak, by mieć czas dla Zosi, dla rodziny, jest dobrze. Nie chcę teraz burzyć tego, co udało mi się stworzyć, nie czuję takiej potrzeby. Jestem matką wspaniałego dziecka, ale nie tylko nią, mam swoje ambicje". Pieluchy, nocne wstawanie, wózki, skomplikowana logistyka wyjazdów wakacyjnych, ciągłe choroby i przeziębienia - już mają to za sobą, teraz chcą pokazywać Zosi świat, rozwijać jej pasje i zapewnić najlepszy możliwy start, nacieszyć się sobą zanim ich latorośl rozpocznie samodzielne życie. Czy można mieć im to za złe?
Na drugim biegunie rodzicielskim znajdują się Kasia i Michał, którzy spodziewają się drugiego dziecka. Od zawsze wiedzieli, że ich syn nie może być jedynakiem i pojawienie się na świecie rodzeństwa było tylko kwestią czasu. "Moja mama zmarła, gdy zaczynałem studia. Brat i siostra byli dla mnie wielkim oparciem, bez nich nie poradziłbym sobie z tą sytuacją"- zwierza się Michał. "Mogę na nich liczyć zawsze, choćby się waliło i paliło, wiem, że są gotowi, by mi pomóc, pogadać lub coś poradzić. To bezcenne".

"Ja też jestem bardzo związana ze swoją siostrą i uważam, że to fantastyczne mieć kogoś tak bliskiego na świecie"- dodaje Kasia. "Przyjaźnie mogą się skończyć, mąż może cię porzucić, ale rodzeństwo mieć będziesz zawsze". Kasia i Michał chcieli też, by Kajtek nie był rozpieszczony, nauczył się dzielić, żyć z innymi, współpracować. "Bardzo łatwo jest skupić całą swoją uwagę i miłość na jedynaku, ustawić go w centrum i nieświadomie krzywdzić rozpieszczaniem. Przy dwójce dzieci trzeba będzie wszystko naturalnie podzielić na dwie małe osoby, łącznie z naszą miłością i atencją".

Piotr wspomina, że po urodzeniu Zosi musieli starannie planować wydatki i zacisnąć pasa. Dopiero od paru lat mogą finansowo odetchnąć i coś odłożyć, ale nie ma wpływu na ich decyzję. "Owszem, pieniądze są ważne, bo dają bezpieczeństwo, większe możliwości, ale żadne pięćset, tysiąc czy dwa tysiące dokładane przez państwo, becikowe czy ulgi nie namówią mnie na drugie dziecko, bo po prostu jedno mi w zupełności wystarczy" mówi otwarcie Piotr.

Michał i Kasia przyznają, że dobrze zaplanowali swój budżet przed urodzeniem Kajtka, a większość wyprawki dla drugiego malucha mają po synu - odpadają im wydatki typu wózek, łóżeczko, fotelik samochodowy, co łącznie daje niemałą kwotę. "Decydując się na dzieci nie myśleliśmy w ogóle o becikowym czy jakichś zasiłkach, jeśli już, to bardziej skupiliśmy się na urlopie macierzyńskim i zapewnieniu opieki maluszkowi. Oboje pracujemy i uważamy, że to naszym obowiązkiem jest zarobić na utrzymanie rodziny, a nie czekać na czyjąś pomoc i liczyć na rządowe pieniądze. Przecież nie dla kasy chcemy mieć większą rodzinę".

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
CiążaRodzina
Skomentuj