Grupa naTemat

„Czego tak krzyczysz? Myślisz, że jesteś pierwsza, którą boli?". Chcę rodzić z godnością, po ludzku

Długo zbierałam się do napisania tego listu. Nie chcę tworzyć wrażenia, że uważam polskie porodówki za wielkie zło. Pracuje tam wiele wspaniałych, kompetentnych osób, sama takie spotkałam podczas moich trzech porodów. Niestety, spotkałam też inne.

„No i czego tak krzyczysz? Myślisz, że jesteś pierwsza, którą boli?” i „Jesteś kompletnie nieprzygotowana psychicznie do porodu” – te słowa zapamiętam na zawsze, a usłyszałam je od położnej podczas mojego pierwszego porodu. Odebrała mi pewność siebie, stresowałam się, że kiedy wyję z bólu, robię coś nie tak. Nie miałam siły, by protestować, w jakikolwiek sposób odpowiedzieć na niemiłą uwagę. Przez jej obcesowość nie miałam poczucia, że mój poród jest czymś wyjątkowym.

Po porodzie myślałam nawet o tym, by porozmawiać z przełożoną położnej. Po to, by nie traktowała tak innych rodzących. Ale… wiecie jak to jest. Byłam obolała po porodzie, zajęta moim cudownym dzieckiem, machnęłam na to ręką.

Podczas mojego drugiego porodu na szczęście miałam więcej szczęścia – trafiłam na wspaniałą położną. Podnosiła mnie na duchu, dodawała sił. Szczęście nie trwało jednak długo. W pierwszych dniach po porodzie inne położne podawały mojemu dziecku mleko modyfikowane argumentując, że w jego przypadku to konieczne. To była bzdura – tak po prostu łatwo było maluszka uspokoić. Potem miałam problemy z karmieniem go – prawdopodobnie był to właśnie efekt dopajania.
Ale nie sprzeciwiałam się im. Znowu – byłam zaaferowana moim dzieckiem, potwornie zmęczona. No i ufałam osobom, które przecież powinny mieć profesjonalną wiedzę. I pewnie mają, tylko jej nie stosują… Bo przecież to nie jest tajemnica, że podawanie dziecku mleka modyfikowanego w pierwszych dniach jego życia może mieć zły wpływ na laktację. Ale i tym razem machnęłam na to ręką, chciałam po prostu jak najszybciej wyjść ze szpitala i jechać do domu, do mojej rodziny.

Pod koniec trzeciej ciąży postanowiłam sobie jednak, że nie będę tolerować niewłaściwego zachowania ze strony personelu medycznego ani podczas porodu, ani po nim. I tak się złożyło, że znowu trafiłam na dość obcesową położną. A w kilka dni po porodzie jedna z pielęgniarek noworodkowych nalegała by podać dziecku mleko modyfikowane.

Przed wyjściem ze szpitala wybrałam się do przełożonej położnych, opowiedziałam o niemiłych uwagach podczas porodu. Miałam wrażenie, że była mi wdzięczna za te informacje. Odnośnie namawiania mnie do karmienia maleństwa sztucznym mlekiem – powiedziałam pielęgniarce, że zgodzę się na to po konsultacji z lekarzem. Lekarka przyznała mi rację - dopajanie mlekiem modyfikowanym okazało się zbędne. Bo w większości przypadków dawanie noworodkom mleka modyfikowanego nie jest konieczne, ale za to jest wygodne. Z tego co wiem, pielęgniarka miała po całej sprawie nieprzyjemności.

Czy reagowanie na podobne sytuacje coś da? Sprawi, że kobiety rodzące w przyszłości będą miały lepiej? Mogę tylko mieć nadzieję, że tak. Lepiej jednak coś robić, niż machnąć ręką. Bardzo żałuję, że przy moich dwóch pierwszych porodach nie reagowałam na niewłaściwe zachowania. Ale zachęcam te panie, które mają pobyt na porodówce przed sobą: dbajcie o to, by odnoszono się do was z szacunkiem, zapewniano waszym dzieciom jak najlepszą opiekę. A jeśli ktoś tego nie przestrzega, nie bójcie się poskarżyć.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
CiążaPoródMatka
Skomentuj