Grupa naTemat

"Było mi żal młodych matek, a teraz im zazdroszczę". Macierzyństwo odkładałam na później, nie warto

Prawo autorskie: diego_cervo / 123RF Zdjęcie Seryjne
Prawo autorskie: diego_cervo / 123RF Zdjęcie Seryjne
Święta Bożego Narodzenia, opłatek, życzenia w rodzinnym gronie. Jak co roku oprócz standardowego zdrowia, szczęścia i pomyślności, moi najbliżsi wspominają o tupocie małych stópek, sugerują powiększenie rodziny i mrugają porozumiewawczo do mnie i mojego męża. Uśmiecham się, choć w środku wszystko się we mnie przewraca. Dziecko? No przecież chcę zostać matką! Tylko nie umiem się na ten krok zdecydować.

Naiwne marzenia
Jeszcze kilkanaście, kilka lat temu myśląc o swojej przyszłości widziałam ją bardzo wyraźnie. Matura, studia, małżeństwo, pierwsza poważna praca, a po roku albo dwóch ciąża i macierzyństwo. Dziecko miało się pojawić, gdy już będę odpowiednio wykształcona, zdobędę pewny etat i stabilizację w związku. Młodość jest piękna i bardzo naiwna, teraz już to wiem! Te piętnaście czy dziesięć lat temu wszystko wyglądało o wiele prościej, a może nawet i takie było, dorosłość wydawała się spacerem przez życie. Teraz wiem, że dzisiaj niestety trzeba biec żeby nadążyć za wirem wydarzeń, pędzić, by zdobyć najlepsze miejsce w szeregu. Jak mam zatem zwolnić i zarządzić przerwę na bycie mamą, by niczego po drodze nie stracić?


Pamiętam, że było mi żal nastoletnich przyjaciółek, które w liceum zaliczyły wpadkę. Z przerażeniem i współczuciem patrzyłam też na koleżanki, które z trudem łączyły studia z opieką nad niemowlakiem, a wieczorami zamiast na szalone imprezy, chodziły na spacery z wózkiem. Dzisiaj zazdroszczę im tego, że dały sobie radę i dzięki swojej sile, ambicji i wytrwałości są na wygranej pozycji. Mogą spokojnie rozwijać swoje kariery zawodowe i nie muszą martwić się o to, że ciąża i urlop macierzyński spowodują ich wypadnięcie z obiegu. Ich dzieci są już całkiem samodzielne, odchowane i w miarę niezależne. Przeszły ospy, świnki, różyczki, a czasami nawet i nastoletni bunt.
Czy jestem niezastąpiona?
Trzydziestokilkulatki, które nie mają parcia na budowanie życia rodzinnego, bo już je sobie poukładały, wciąż pełne sił, ambitne, gotowe do uczenia się. Nie muszą brać zwolnień, by opiekować się chorym maleństwem, mogą spokojnie realizować się zawodowo - czy mogę z nimi rywalizować na rynku pracy? A co jeśli po urlopie macierzyńskim mój szef stwierdzi, że zatrudniony na zastępstwo pracownik ma większy potencjał ode mnie? Co jeśli po powrocie do pracy nie będzie we mnie dawnej pasji, wypalę się, przestanę być efektywna i skuteczna? Czy pracodawca zrozumie, że znowu angina, jasełka w przedszkolu, pierwszy dzień w szkole? Jak wytłumaczę dziecku, że mamusia ma deadline, że awans, premia, nadgodziny, a nie bajka na dobranoc, spacer i wspólna zabawa?

Uwielbiam swoją pracę i daje mi ona ogromną satysfakcję, ale wiem też, że pokochałabym bycie matką i byłabym w tej roli całkiem niezła. Odkładam decyzje o dziecku nie dlatego, że chcę zwiedzić Tokio i Paryż, kupić nowe auto albo urządzić wypasiony apartament w stolicy. Problem polega na tym, że nie umiem z niczego zrezygnować i nie potrafię robić czegoś bez pełnego zaangażowania i wejścia w to na 100 procent. Będąc w pracy myślałabym o swoim dziecku pod opieką niani lub opiekunki w żłobku, będąc w domu z maluszkiem żałowałabym straconych projektów, wyzwań i możliwości samorozwoju. Oto moje przekleństwo - pęd do bycia dobrą, najlepszą, perfekcyjną wręcz w każdej dziedzinie.

Czas na odważne decyzje!
W Nowy Rok mąż zaczyna rozmowę, która powtarza się od kilku lat niczym Dzień Świstaka. Choć zegar biologiczny nie tyka jeszcze bardzo głośno, wiem, że czasu mam już mniej niż więcej. Mam 34 lata, to najwyższa pora na zostanie mamą bez obawy o to, że w piaskownicy wezmą moje dziecko za wnuka. Nie chcę niczego żałować, ale trzeba będzie przygotować się na zmiany, z czegoś zrezygnować, prawda? Trzymajcie kciuki, bym potrafiła odnaleźć odwagę do spełniania swoich marzeń, równowagę w życiu i szczęście w nowej roli.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
CiążaKobieta
Skomentuj