Zespół nagłej śmierci łóżeczkowej - jak zapobiec tragedii, która może spotkać każde dziecko

Fot. Pixabay.com /  [url=https://pixabay.com/en/users/Ben_Kerckx-69781/]Ben_Kreckx[/url] / [url=https://pixabay.com/en/service/terms/#usage]CCO Public Domain[/url]
Fot. Pixabay.com / Ben_Kreckx / CCO Public Domain
Zespół nagłej śmierci łóżeczkowej to problem, na który zwraca się uwagę od dekad. I słusznie, bo jest poważny. Okazuje się jednak, że podjęte działania mające na celu wyeliminowanie go, odnoszą sukcesy.

Zespół nagłej śmierci łóżeczkowej (SIDS – sudden infnt deth syndrome) nie jest zjawiskiem do końca zbadanym. Wiadomo, że dotyczy dzieci to pierwszego roku życia, jest to nagła śmierć w czasie snu dziecka, które było całkowicie zdrowe. W samych Stanach Zjednoczonych odnotowuje się ponad 2000 przypadków SIDS. Na pierwszy rzut oka te dane nie napawają optymizmem. A jednak postępy w zapobieganiu SIDS są ogromne.

Coraz szersza wiedza
Przez ostatnie dekady w mediach prowadzono kampanie mówiące o tym, czym jest SIDS. Rodzice mieli dostęp do informacji, jak skutecznie zmniejszać ryzyko wystąpienia nagłej śmierci łóżeczkowej. Problem oczywiście istniał wcześniej, po prostu nie miał jeszcze nazwy. Już w XIX wieku odnotowywano problem wystąpienia SIDS i łączono go z… nadmiernym spożyciem alkoholu przez matki. Te pozbawione naturalnej czujności po spożyciu mocniejszych trunków przygniatały dzieci w czasie snu lub pozwalały im zbyt długo przebywać w pozycji leżącej.

XIX-wieczne diagnozy nie były dalekie od prawdy. Badania przeprowadzone w latach 60-tych ubiegłego stulecia potwierdziły, że uduszenie jest jedną z częstszych przyczyn wystąpienia SIDS. A to był dobry początek do stworzenia zbioru zasad, które miały zapobiec problemowi wystąpienia SIDS. Należały do nich:


- kładzenie dziecka spać do osobnego łóżeczka, nie do łóżka rodziców,
- kładzenie dziecka na plecach, zamiast na brzuszku.

Z czasem do listy zaleceń dodawano także kolejne punkty, pojawiały się też kolejne informacje:

- unikanie palenia tytoniu w środowisku, w którym przebywa dziecko,
- w pobliżu śpiącego dziecka nie powinny znajdować się miękkie zabawki, poduszki i inne przedmioty,
- materiałowe ochraniacze na szczebelki łóżeczka mogę stanowić zagrożenie,
- specjalny śpiworek jest bezpieczniejszą „pościelą” niż kołderka lub kocyk,
- dziecko powinno spać w wywietrzonym pokoju,
- karmienie piersią zmniejsza ryzyko wystąpienia SIDS,
- wcześniaki są bardziej narażone na ryzyko wystąpienia SIDS,
- dzieci nastoletnich matek są bardziej narażone na ryzyko wystąpienia SIDS.
Efektywne kampanie
Na pierwszą naprawdę dużą kampanię poświęconą problemowi SIDS trzeba było czekać do 1994 roku. Nazywała się „Back to Sleep” i przedstawiała zasady pozwalające uniknąć ryzyka wystąpienia SIDS. Potem były kolejne. A efekty? Pierwszy wniosek, jaki wyciągnięto na podstawie analizy 900 000 przypadków SIDS jest taki, że istniejące zalecenia mogą jedynie zmniejszyć ryzyko wystąpienia zespołu nagłej śmierci łóżeczkowej, nie dają jednak gwarancji uniknięcia go. Optymistyczny wniosek za to jest taki, że kampanie informacyjne prowadzone latami przyniosły wymierne efekty.

Jeszcze w 1990 roku w Stanach Zjednoczonych odnotowywano 120 przypadków SIDS na 10 tysięcy urodzeń. W 2014 roku było to już „jedynie” 60 przypadków na 10 tysięcy urodzeń. Dodajmy, że przed 1990 rokiem przypadki wystąpienia SIDS były jeszcze częstsze. Dlatego dane mówiące o współczesnych przypadkach SIDS z jednej strony przerażają, z drugiej jednak pokazują, jak dzięki stosowaniu się do zaleceń można zmniejszyć zagrożenie. Oby w kolejnych latach liczby wciąż spadały.

Źródło: theatlantic.com, cdc.gov
Trwa ładowanie komentarzy...