Szyje bałwanki, żeby zarobić na leczenie! Poznaj wzruszającą historię 4-latka chorego na białaczkę

Fot. Screen z Facebooka
Fot. Screen z Facebooka
To jedna z tych historii, które wyjątkowo mocno łapią za serce. Kiedy pierwszy raz usłyszałam o Andriuszy Semilitcie miałam w oczach łzy wzruszenia. Jest to ukraiński czterolatek, chory na białaczkę, który codziennie wraz z mamą szyje bałwanki, po to żeby zarobić pieniądze potrzebne na jego leczenie. Własnoręcznie zrobione maskotki sprzedają potem w Internecie. Po tym jak sprawą zainteresowały się media, bałwankowy duet nie nadąża już z produkcją!

Choroba chłopca
Andriusza wraz z rodziną mieszka na Ukrainie, w Czerkasach. Jest pierwszym dzieckiem 27-letniej Oleny Semilit i jej męża. Choroba chłopca zaczęła się ubiegłej zimy, przeszedł on wtedy zapalenie ucha i węzłów limfatycznych, jednak lekarze wciąż nie mogli znaleźć przyczyn tej choroby. Po kilku miesiącach poszukiwań, okazało się że maluch choruje na ostrą białaczkę limfoblastyczną, a koszty leczenia znacznie przewyższają możliwości finansowe jego rodziców. Rodzina jednak nie zamierzała się poddać, kiedy ukraińscy lekarze zapowiedzieli im, że wyczerpali już wszystkie możliwości leczenia, Olena wraz z mężem postanowili poszukać pomocy za granicą. Wybrali leczenie na Białorusi, gdzie opłatę za leczenie syna rozłożono im na raty. Sprzedali więc mieszkanie i umieścili chłopca w Republikańskim Centrum Naukowo-Praktycznym Medycyny Nuklearnej i Ekologii Człowieka w Homlu, gdzie mały zostanie aż do lutego 2017 roku.
Bałwanki
Pierwsze bałwanki wyszły spod ręki mamy Andriuszy, Oleny, tuż przed noworoczno-bożonarodzeniową zabawą w szpitalu. Kobieta robiła je z wiskozy i styropianu, a sam proces twórczy bardzo zainteresował chłopca, który postanowił jej w tym pomóc. Kiedy zdjęcia maskotek trafiły do Internetu, znajomi rodziny zaczęli dopytywać się, gdzie można kupić podobne zabawki. Olena z Andriuszą zaczęli przyjmować pierwsze zamówienia, a w ciągu dwóch dni okazało się, że już cztery tysiące osób chciałoby zamówić bałwanka! Chłopiec pomagał w szyciu, nawet będąc podłączony do kroplówki. Ludzie płacili też znacznie więcej, niż regularna cena maskotki, dzięki czemu do 6 grudnia, rodzinie udało się uzbierać 20 tys. dolarów!

Zamówienia z całego świata
Jako, że mama z chłopcem nie byli w stanie samodzielnie wykonać tak dużej ilości bałwanków, 4 grudnia w kilku białoruskich miastach odbyły się specjalne warsztaty, podczas których chętni pomagali w szyciu bałwanków dla zamawiających. Mama chłopca jest tym faktem niesamowicie wzruszona, ponieważ nie tak dawno musieli sprzedawać cały swój majątek, aby opłacić leczenie syna, a teraz zebrane przez nich środki wystarczą im na kolejne miesiące skomplikowanej terapii. Trzymamy mocno kciuki za małego Andriuszę!

Źródło: tvn24.pl
Trwa ładowanie komentarzy...