Plus posiadania korpomęża? Po rozwodzie jako korpoojciec płaci wysokie alimenty

Fot. Pixabay / [url=https://pixabay.com/pl/r%C4%99ce-nadgarstki-zegar-984057/] Unsplash [/url] / [url=https://pixabay.com/pl/service/terms/#usage] CC0 Public Domain [/url]
Fot. Pixabay / Unsplash / CC0 Public Domain
Mój list to apel do wszystkich korposzczurów – opanujcie się! Z Wami nie da się normalnie funkcjonować, żyć, zakładać rodziny, wychowywać dzieci. Wiem coś o tym, bo właśnie kończę moje nieudane małżeństwo z takim osobnikiem.



6 lat temu wyszłam za mąż za mądrego, wykształconego faceta. Był wtedy dyrektorem oddziału banku w Warszawie. Robił wrażenie – zawsze schludny, w garniturze. Oczywiście, że jego pieniądze robiły na mnie wrażenie, ale nie to było najistotniejsze, ponieważ i ja dobrze zarabiałam. Prowadziłam wtedy własną działalność, jestem webmasterem.

Już po kilku spotkaniach wiedzieliśmy, że chcemy ze sobą być, zakochaliśmy się w sobie na zabój. Ślub wzięliśmy rok później. Zaraz potem mąż awansował. Zajmował wysokie stanowisko w centrali, miał pod sobą dość liczny zespół, szereg nowych obowiązków i oczywiście… dużo wyższą pensję. Byłam z niego dumna. Naprawdę, kibicowałam mu z całego serca.

Uznaliśmy wspólnie, że to jest właśnie ten moment, by postarać się o dziecko. Zrobiłam badania, odstawiłam tabletki i przystąpiliśmy do działania. Poszło szybko i sprawnie. Po dwóch miesiącach starań zaszłam w upragnioną ciążę. Niestety równie szybko musiałam zrezygnować z pracy ze względu na stan zdrowia. Właściwie musiałam leżeć.

Zapytacie czy troszczył się o mnie? Tak, przede wszystkim nie musiałam się martwić o nasze finanse. Nawet bez moich zarobków żyło nam się naprawdę na wysokim poziomie. Ciążę spędziłam głównie na kanapie, ponieważ groził mi przedwczesny poród. Dużo czasu poświęcałam na kompletowanie wyprawki dla dziecka przez internet, wybór imienia… A także wiele godzin straciłam czekając, aż mój mąż wróci z pracy.

To był właśnie pierwszy okres, kiedy zdałam sobie sprawę z tego, jak wiele czasu poświęca na pracę. Teraz, kiedy nie robiłam nic dostrzegłam, że w ciągu dnia w ogóle do mnie nie dzwoni, nie pisze, nie interesuje się. Owszem, sporadycznie jeździł ze mną na wizyty kontrolne, a wieczorami interesował się co robiłam. Ale na nic mi się nie przydawał, bo wiecznie był zmęczony, zdenerwowany, zestresowany.

No chyba że to był wyjazd integracyjny, delegacja. Wtedy nagle, dzięki portalom społecznościowym widziałam, jaką to duszą towarzystwa jest mój mąż – jak to nagle ma siłę do zabawy. Zaczęły mnie niepokoić te jego firmowe znajomości. Poza tym sama narzekałam na brak towarzystwa, więc niejednokrotnie prosiłam męża, by zaprosił do domu kogoś ze znajomych. I co mi odpowiadał? „Ale to nie są moi znajomi, ani przyjaciele. Gadam z nimi, bo muszę”. Wiecie co ja o tym myślę? Gówno prawda.

W domu właściwie przebywał coraz rzadziej. Mentalnie i emocjonalnie nie było go w ogóle. Wieczorami przez telefon dyskutował z kimś z pracy, żalił się na podwykonawców lub prezesów, omawiał jakieś strategie. Po co miałby to robić ze mną? Przecież ja nigdy nie pracowałam w korpo, nie wiem co to cele miesięczne i kwartalne. Nie czuje presji jak słyszę: DEDLAJN lub ASAP. Nie kończę rozmowy słowami „Jesteśmy IN TACZ”.
Po przyjściu na świat dziecka ewidentnie nie ogarniał co się dzieje wokół niego. Jasne, pewnie czuł presję, bo stał się ojcem, głową rodziny itd. I starał się do momentu aż się zorientował, że to może stać się niezłą wymówką „muszę się bardziej przykładać w pracy, muszę utrzymać rodzinę”. Tak? Serio? To po co wydawałeś tyle kasy na OBWIĄZKOWE LUNCHE I INNE BRUNCHE w pracy?

Szybko zaczęły się pretensje i awantury. Nie dawał się nigdy sprowokować, miał to wyuczone – lata spędzone w korporacji pozwoliły mu świetnie wypracować dyplomację. Zawsze gadał tak, że nie wiadomo było o co chodzi. To będzie zrobione czy nie? Unik. Wrócisz na kolację? Unik. Kochasz mnie jeszcze? Unik. Taka tam korpomowa – trochę mnie podłechtać, a jednocześnie nie zostawić jednoznacznej odpowiedzi. Brawo, coś jednak wynosicie z tych korposzkoleń, połączonych z zakrapianą imprezą.

Teraz widzę jak bardzo obłudnym człowiekiem jest. Jak korporacja wyszkoliła go na osobę dwulicową i zakłamaną. Jak stosuje te swoje wszystkie sztuczki i zagrywki. Jak liczą się dla niego pieniądze, wyniki i obroty roczne. I to poczucie, jakoby robił coś istotnego dla całego świata. A tak naprawdę żyje w sztucznym matrixie.

Od pół roku jesteśmy w separacji, choć niedługo urodzę mu drugie dziecko. Jaki jest plus posiadania korpomęża? Że jako korpoojciec płaci wysokie alimenty. Cała reszta jest do bani.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...