Język niemowląt, rodzicielstwo bliskości, Montessori, RIE. Przewodnik po metodach wychowawczych

Prawo autorskie: gpointstudio / 123RF Zdjęcie Seryjne
Prawo autorskie: gpointstudio / 123RF Zdjęcie Seryjne
Kiedy byłam w ciąży koleżanka poleciła mi książkę „Język niemowląt” Tracy Hogg. Przeczytałam z zainteresowaniem i byłam pod wielkim wrażeniem tej lektury. Gdy opowiedziałam o tym innej koleżance, mamie rocznego wówczas chłopca odpowiedziała pytaniem: „To ta treserka dzieci?”. I dowiedziałam się, że zwolennicy rodzicielstwa bliskości są wielkimi przeciwnikami i krytykami pani Hogg.

Bo z rodzicielstwem jest jak ze wszystkim innym: są różne nurty, teorie, szkoły. Oto najważniejsze z nich. To nie jest naukowy tekst z zakresu pedagogiki, a przegląd tego, z czym możemy się spotkać chociażby podczas rozmów w innymi rodzicami.

Język niemowląt

Książka Tracy Hogg, to światowy bestseller, wciąż polecany spodziewającym się dziecka kobietom jako lektura obowiązkowa. Autorka traktuje mowę ciała i płacz niemowlęcia jako jego sposób komunikacji. Uczy jak rozpoznawać co oznaczają poszczególne ruchy i rodzaje płaczu, by skutecznie zaspokajać potrzeby dziecka, zamiast je przewijać gdy jest głodne albo odwrotnie. Poza tym zaleca wprowadzenie tzw. Łatwego Planu. Tutaj sprzeciwia się sztywnym harmonogramom karmienia i drzemek (czy ktoś takie harmonogramy naprawdę stosuje?), jak i zajmowaniu się dzieckiem bez żadnego planu. Autorka proponuje harmonogram, który traktujemy elastycznie i w razie konieczności dostosowujemy do potrzeb dziecka.

W teorii brzmi to świetnie, a jak jest w praktyce?
Kiedy moja córeczka była w wieku niemowlęcym na lodówce wywiesiłam sobie kartkę ze starannie wynotowanym „słownikiem” Tracy Hogg tłumaczącym poszczególne ruchy i płacze dziecka i… nigdy na nią nie spojrzałam. Rozpoznawania rodzajów płaczu swojego dziecka można się nauczyć bez ściągawek i podpowiedzi, wystarczy trochę czasu.

A Łatwy Plan? Musi się sprawdzać, bo książka wciąż jest polecana przez kobiety, które stosowały się do zawartych w niej rad. Jednak nie wszystkim się podoba. To właśnie ten element teorii pani Hogg tak nie spodobał się zwolennikom rodzicielstwa bliskości i dał jej niechlubne miano „treserki dzieci”. Dlaczego? Autorka zaleca uczenie dziecka, by samo zasypiało w swoim łóżeczku (nawet jeśli próbę odłożenia go by zasnęło trzeba powtórzyć kilkadziesiąt razy), karmienie według (elastycznego, ale jednak) harmonogramu. Nieustanne noszenie niemowlęcia nazywa w swojej książce „chaotycznym rodzicielstwem”.

Rodzicielstwo bliskości

Zupełnie co innego zaleca się w popularnym rodzicielstwie bliskości. Tutaj uwzględnia się fakt, że ludzie są „noszeniakami”. To oznacza, że ewolucja tak ukształtowała nasz gatunek, by młode były noszone przez rodziców i nie powinniśmy się przed tym wzbraniać. Stworzony przez pediatrę Williama Searsa termin „rodzicielstwo bliskości” za podstawę uznaje więź emocjonalną między dzieckiem a opiekunami. Bliskość, jaką dajemy dziecku od początku ma dać mu poczucie bezpieczeństwa i procentować przez całe jego życie.

Karmienie piersią na żądanie, spanie w jednym łóżku z dzieckiem, noszenie w chuście – nie są to elementy niezbędne dla rodzicielstwa bliskości, ale najmocniej z nim kojarzone. Jednym słowem: tworzymy jak najsilniejszą więź z dzieckiem od pierwszych dni jego życia. Rodzicielstwo bliskości ma rzesze zwolenników, ale także krytyków. Ci drudzy utrzymują, że stopień oddania się potrzebom dziecka, jaki praktykują zwolennicy rodzicielstwa bliskości, prowadzi do zaniedbania potrzeb rodziców.

Wprawdzie jednym z podstawowych filarów tego nurtu jest utrzymanie równowagi w życiu osobistym i rodzinnym i dbanie o potrzeby wszystkich członków rodziny. Jednak przy całodziennym noszeniu dziecka nawet w najwygodniejszej chuście, czy karmieniem noworodka piersią na żądanie można zapomnieć o własnych potrzebach… Ponadto rodzicielstwu bliskości zarzuca się, że w przypadku starszych niż niemowlęta dzieci nie sprawdza się. Nieustanne roztaczanie nad dzieckiem rodzicielskiej opieki ma odebrać mu możliwość poznawania świata.

Montessori

Kiedy już uda nam się przejść przez pierwsze lata życia dziecka, napotkamy kolejne metody wychowawcze, odnoszące się do przedszkolaków i uczniów. Popularnym, jednak wciąż alternatywnym wobec powszechnie obowiązującego, systemem wychowawczym jest tzw. Montessori. Metoda ta stworzona na początku XX wieku przez Marię Montessori jest naprawdę rewolucyjna. Zakłada ona, że każde dziecko powinno być traktowane w sposób indywidualny, nie poddawane ocenom opartym o jeden dla wszystkich schemat.

Nie ma tutaj ocen i niczego, co wprowadzałoby element rywalizacji między dziećmi. Jest za to nastawienie na rozwój każdego z podopiecznych w jego własnym tempie, na jego własny sposób. Wymagania wobec dzieci owszem, istnieją, ale są tworzone osobno dla każdego dziecka, przy uwzględnieniu jego indywidualnych predyspozycji. Przedszkola kierowane według tej metody mają zresztą z reguły bardzo bogaty wachlarz zajęć dla dzieci: angielski, rytmika, taniec, zajęcia plastyczne, itd.

Minusy?
Ten, kto z czasów szkolnych nie ma najlepszych wspomnień związanych z niezbyt elastycznym sposobem nauczania, może być zainteresowany metodą Montessori dla swoich dzieci. Minusy? Ciężko o tak indywidualne podejście w dużych, publicznych placówkach. Metoda Montessori pozostaje dostępna dla rodziców, którzy mogą sobie pozwolić na wysłanie dziecka do niedużego, niepublicznego przedszkola. Poza tym nie wszyscy rodzice są przekonani, czy jak najdłuższe chronienie dzieci przed rywalizacją, odniesieniem wynikającego z niej sukcesu, ale i porażki jest korzystne dla jego rozwoju. Przegrana, nawet okupiona dziecięcymi łzami, może być ważną i konstruktywną nauką.

Recourses for Infant Educarers

Nurtem, który pojawił się w ostatnich latach i zyskuje sobie coraz więcej zwolenników, jest RIE, czyli Recourses for Infant Educarers. Czyli traktowanie dziecka jak osoby dorosłej już od pierwszych dni życia. Bo jeśli będziemy uczyli dziecko, że jest bezradne, takie właśnie się stanie. Podstawą jest tutaj dogłębne poznanie dziecka. Kiedy płacze, skupiamy się przede wszystkim na rozpoznaniu jego potrzeb (czy nie to samo postulowała wspomniana wyżej Tracy Hogg?). Zakazane są nienaturalne seplenienie i zdrabnianie podczas komunikacji z dzieckiem, podnoszenie głosu, stosowanie kar (niepraktykowane również w metodzie Montessori).

Zabawki? Najlepiej sprawdzą się „dorosłe”
Na cenzurowanym u zwolenników RIE są wszelkiego rodzaju produkty codziennego użytku stworzone specjalnie dla dzieci: kolorowe talerzyki, sztućce, kubki niekapki. W tej metodzie krytykowane są również chusty i nosidełka (zachwalane przez zwolenników rodzicielstwa bliskości). Powód? Jeśli rodzic nosi dziecko w chuście, ale zajęty jest czymś innym, to nie poświęca mu należytej uwagi. Zabawki? Najlepiej sprawdzą się „dorosłe”, bezpieczne dla dzieci przedmioty codziennego użytku. Najgorzej oceniane są zabawki które grają, świecą się, skaczą i nie pozostawiają przy tym miejsca na wyobraźnię dziecka. Jeśli już jakieś kupować, zwolennicy RIE wybiorą proste klocki.

Zwolennicy RIE są również krytycznie nastawieni do śpiewania dziecięcych piosenek, urządzania infantylnych zabaw. Również tworzenie i przedstawianie dzieciom bajkowego, nierzeczywistego świata nie jest mile widziane. W zamian dziecku należy tłumaczyć procesy zachodzące w otaczającym nas świecie, wspierając w ten sposób jego rozwój intelektualny.

Szokuje i budzi sprzeciw
Chociaż trudno polemizować z ideą darzenia dziecka takim samym szacunkiem i powagą jak dorosłego, niektóre postulaty RIE mogą szokować i budzić sprzeciw. Dzieciństwo bez bajek i wygłupów? Czy ukochana postać z bajki to naprawdę coś złego? I czy uda nam się utrzymać dziecko z dala od bajkowego świata, jeśli wszystkie dzieci w przedszkolu zakochały się w Śwince Peppie? Nawet przy dobrych chęciach, to może być trudne do realizacji.

Co wybrać?
Początkujący rodzice niewątpliwie w czasie poszukiwań wiedzy dotyczącej wychowania dzieci natkną się na te i inne koncepcje. Co wybiorą? Co odrzucą? Nawet, jeśli jeden nurt jest nam najbliższy, warto śledzić inne. A nuż jakiś element świetnie sprawdzi się w naszej rodzinie? Znawcy, zwolennicy i propagatorzy rodzicielstwa bliskości mają ciekawy stosunek do elementów, które kojarzone są z ich metodą: długie karmienie piersią, spanie w łóżku z dzieckiem, noszenie w chuście.

Nie robisz którejś z tych rzeczy? Rodzicielstwo bliskości nadal jest dla ciebie. Bo liczy się przyjęcie idei, a nie skrupulatne wypełnianie punktów. I tę myśl możemy zastosować do wszelkich nurtów i metod w wychowaniu dzieci: czerpmy z idei, nie wdrażajmy wszystkiego w życie na siłę.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...