Jak podać dziecku „dorosły” obiad zamiast niemowlęcych papek? Oto metoda BLW - Bobas Lubi Wybór

Prawo autorskie: didesign021 / 123RF Zdjęcie Seryjne
Prawo autorskie: didesign021 / 123RF Zdjęcie Seryjne
„Dajesz mu już jakieś zupki, tak?” Kiedyś to było oczywiste pytanie w kontekście rozszerzania diety dziecka. Już nie jest, bo coraz większą popularność zyskuje alternatywna metoda. Poznajcie BLW.

O co chodzi?
Baby Led Weaning - na potrzeby polskiego wydania książki na ten temat przetłumaczone jako „Bobas lubi wybór”. To sposób rozszerzania diety, w którym kontrolę nad jedzeniem przekazujemy dziecku. Oczywiście na pewnych zasadach.

Oto kilka z nich:
1. z rozszerzaniem diety dziecka czekamy do momentu, aż skończy ono 6 miesięcy i będzie stabilnie siedzieć samo lub na kolanach rodzica
2. zamiast podawanych łyżeczką papek serwujemy maluchowi kawałki jedzenia (np. ugotowane warzywa), które samodzielnie będzie wkładało sobie rączką do buzi,
nie wmuszamy jedzenia
3. to dziecko decyduje, czy i ile zje
4. odżywiamy dziecko zdrowo
5. poza krótką listą produktów, które są zakazane (m.in. całe orzechy, surowe mięso i ryby, surowe jajko) możemy podać dziecku wszystko to, co jedzą dorośli
6. rodzina wspólnie je posiłki. Dziecku nakładamy to, co jedzą dorośli, do stołu siada ono razem z nimi

Witamy w świecie BLW
W porównaniu do starego, dobrego żywienia papkami może brzmieć nieco rewolucyjnie, a nawet wydawać się niewykonalne. Jak jest w rzeczywistości? Należy pamiętać o kilku rzeczach. Kilkumiesięczny maluch nie zje ochoczo kotlecika, ziemniaczków i suróweczki. Raczej odrobinę spróbuje, a resztę radośnie rozrzuci po pokoju. Spokojnie, to nic niezwykłego.

Mnóstwo korzyści
Kiedy dziecko kończy 6 miesięcy podstawą jego diety wciąż jest mleko mamy lub mleko modyfikowane. Pokarmy stałe mają stanowić jedynie uzupełnienie diety, by z czasem stopniowo zastąpić mleko. Dlatego też na początku dziecko będzie bawić się jedzeniem, dotykać je, poznawać, a niewiele z tego, co na talerzu trafi do brzuszka. I o to właśnie chodzi.

Ta nieco irytująca dla rodzica zabawa jedzeniem jest niepowtarzalną szansą na rozwój dla naszego dziecka. Maluch ćwiczy chwyt szczypcowy, poznaje różne faktury, uczy się, że jedzenie może mieć formę stałą, płynną, półpłynną, może być kruche, miękkie, twarde, soczyste. Dlatego warto po prostu przestać się irytować i uzbroić się w cierpliwość - w ten sposób dziecko szybciej niż w przypadku serwowanych łyżeczką papek może nauczyć się samodzielnego jedzenia.

A co, jeśli dziecko jednak nie chce jeść?
Nic. Nie robimy „samolocików”, nie zmuszamy do otwarcia buzi, nie gonimy uciekającego malca by nakarmić go bułeczką, nie chwalimy za każdy kęs i nie ganimy gdy maluch nie chce jeść. Przy BLW nie wmuszamy dziecku jedzenia i nie martwimy się, że się zagłodzi. Warto zaufać naturze, kiedy dziecko będzie głodne, na pewno sięgnie po jedzenie. Posiłek ma maluchowi kojarzyć się z zaspokojeniem głodu i przyjemnością. Dzięki zasadom BLW zmniejszamy szanse na to, że nasze dziecko będzie niejadkiem. Dziecko także szybko nauczy się kontrolować swoje łaknienie i nie przejadać się.

Na wprowadzeniu BLW może skorzystać cała rodzina
Zasada, że dajemy dziecku to, co pozostałym domownikom ma sens tylko wtedy, kiedy odżywiamy się zdrowo. Jeśli serwujemy sobie na kolację kupnego, odsmażanego krokieta, lepiej zapomnijmy o BLW. Maluch potrzebuje dużej ilości warzyw, dobrej jakości mięs i ryb, a wszystko to przy małej ilości tłuszczu, najlepiej bez użycia soli i cukru. I naprawdę przy odrobinie organizacji da się dosolić dorosłe porcje na talerzu lub po odjęciu z garnka porcji dziecka, przyrządzać posiłki tak, by nadawały się i dla dorosłych i niemowlaka. W końcu od kogo nasz maluch ma się uczyć zdrowego odżywiania jeśli nie od rodziców?

Kilka wad
Brzmi pięknie, prawda? Oczywiście wszystko ma także słabsze strony. BLW to bałagan, naprawdę dużo bałaganu. To niebywałe, jak sprawnie niemowlak potrafi usmarować zawartością talerza siebie, krzesełko do karmienia, stół, podłogę, czyhającego na spadające z dziecięcego krzesełka smakowite kąski psa (najlepiej sprawdzają się tu buraczki!). Po każdym posiłku czeka nas solidne wycieranie podłogi, krzesełka i absolutnie wszystkiego, co znajdowało się w zasięgu dziecięcych rączek w czasie posiłku. Kiedy w pierwszych dniach rozszerzania diety serwujemy dziecku jeden posiłek dziennie, pracy nie jest aż tak dużo. Jednak kiedy dochodzimy do pięciu posiłków w ciągu dnia można odnieść wrażenie, że sprzątanie po prostu trwa cały czas.

Czy ona na pewno się najadła? Czy w ogóle coś zjadła?
Takie pytania nieustannie towarzyszą rodzicom stosującym BLW. Niezależnie od tego, ile razy eksperci od BLW zapewnią nas, by nie martwić się ilością zjadanego przez dziecko jedzenia, wątpliwości pozostaną. W końcu od tego są rodzice, by obserwowali, wyłapywali sygnały, zastanawiali się, czy wszystko przebiega tak jak powinno.

No i gotowanie. Chcemy dzielić z dzieckiem zdrowe posiłki? To zapomnijmy o szybkiej pizzy wyjętej z zamrażalnika. Jedzenie powinno być zdrowe, nieprzetworzone, świeże i smaczne. Wprowadzenie takich posiłków do naszego życia to oczywisty plus. Jednak wymaga trochę czasu, nauki, pieniędzy. To nie powód, by rezygnować z BLW, a raczej coś, z czym trzeba się liczyć. Nie zawsze będzie szybko i łatwo.

Czy to w ogóle jest bezpieczne?
Czy podanie dziecku kawałka warzywa zamiast starej, dobrej papki nie spowoduje zakrztuszenia się? – to pytanie zadaje sobie większość rodziców rozpoczynających przygodę z BLW. Przede wszystkim trzeba uporządkować pojęcia. Krztuszenie się jest efektem próby połknięcia zbyt dużego kawałka jedzenia. Dziecko po prostu wypluwa to, co nie przedostało się do przewodu pokarmowego. Dopiero zadławienie się może być niebezpieczne. Jednak ryzyko jego wystąpienia przy prawidłowo stosowanej metodzie BLW jest nie większe niż w przypadku żywienia papkami. Niezwykle istotne jednak jest, by bezwzględnie przestrzegać zasady, że z rozpoczęciem rozszerzenia diety czekamy do czasu, gdy maluch stabilnie siedzi.

A co jeśli nakarmię dziecko łyżeczką?
BLW kojarzy się przede wszystkim z maluchem lepiej lub gorzej radzącym sobie z nieszczęsnym ugotowanym brokułem. Tymczasem istotą tej metody jest zapewnienie dziecku różnorodnego pożywienia i pozostawienie mu wyboru czy i ile zechce zjeść. Jeśli w przypadku półpłynnych produktów jak zupa czy owsianka pomożemy malcowi łyżeczką, nic się nie stanie. Pamiętajmy tylko, by karmić dziecko wtedy, kiedy tego chce, wszelkiego rodzaju „samolociki” nie są potrzebne.

BLW może wydać się dość rewolucyjne zwłaszcza dla mam, które rozszerzały dietę swoich dzieci precyzyjnie odmierzając mililitry papek. Ta metoda jednak już po kilku próbach i odrobinie organizacji naprawdę zaczyna wychodzić. Dlaczego więc nie spróbować?
Źródło: Gill Rapley, Tracey Murkett „Bobas lubi wybór”.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...