"Poszłam na L4, ale nie ze strachu, uważałam, że należy mi się odpoczynek!". Czy ciężarne oszukują pracodawców?

Prawo autorskie: inarik / 123RF Zdjęcie Seryjne
Prawo autorskie: inarik / 123RF Zdjęcie Seryjne
Spotkanie w babskim gronie po latach, pogaduchy, plotki na temat wspólnych znajomych. W pewnym momencie rozmowa schodzi na temat ciąży i dzieciaków. Są wśród nas długoletnie mężatki, są kobiety w wolnych związkach, są i singielki. Są doświadczone już mamy, są dziewczyny, które za chwile urodzą i te, które temat rozmnażania zostawiają na niewiadome później. Zadziwiające, jak różne mogą być podejścia do błogosławionego stanu i pracy w tym czasie. Można by powiedzieć, że co ciąża to obyczaj.

Ze strachu, z wygody, z konieczności
K. jest już w ósmym miesiącu ciąży, ale wytrwale chodzi do pracy. Co rano wytacza się z ogromnym brzuchem z domu (a ma rzeczywiście spory, wygląda jakby w środku siedziało nie jedno dziecko, ale co najmniej trójka) i przez osiem godzin nie oszczędza się ani na minutę. "Ciąża to nie choroba" mówi popijając czekoladowe latte ( z kawy nie zrezygnowała, ale ograniczyła do minimum i bardziej "rozmleczyła"), "jeszcze zdążę się w domu nasiedzieć". "Też tak mówiłam"- wtrąca się B. - "dopóki nie trafiłam na przymusowy odpoczynek w szpitalu." Przez pół ciąży walczyła o każdy następny dzień i wywalczyła zdrowego, półtorarocznego teraz synka. K. przewraca oczami i macha ręką - codziennie wysłuchuje dobrych rad swojego męża, teściowej i koleżanek z biura, ale zamierza pracować do samego końca, a po roku wrócić w roboczy kierat.



Na drugim biegunie, ze swoimi poglądami, mieszka P. Gdy dowiedziała się, że pod sercem nosi dziecko, pierwsze o co poprosiła swojego lekarza to zwolnienie lekarskie. P. jest nauczycielką i bała się związanych z zawodem zagrożeń - "dzieciaki są nieprzewidywalne, biegają, szaleją. No i te choroby, szkoda ryzykować" tłumaczy. Trudno kłócić się z tymi argumentami, choć gro ciężarnych nauczycielek miało mniejsze obawy i z pracy nie rezygnowało. P. długo czekała na swoje dziecko, więc miesiące ciąży poświeciła na przygotowania, urządzanie pokoju, zakup wyprawki i czytanie fachowych poradników. Szczepienia, pielęgnacja, karmienie, spacery, zabawy - od strony teoretycznej była przygotowana na szóstkę. Każdy ruch dziecka, badanie usg, a nawet poranne mdłości były dla niej okazją do celebracji nowego życia rosnącego w jej brzuchu.

"Ja też poszłam na L4, ale nie ze strachu - po prostu uważałam, że należy mi się odpoczynek" swoje zdanie dodaje M. Na zwolnienie poszła trzy lata temu i jeszcze przez rok wracać nie zamierza - niedawno urodziła swoje drugie dziecko. Świadomie zdecydowała się tak szybko na ponowne zajście w ciążę, bo jak mówi, nie chciała zostawiać małej córeczki z babcią albo opiekunką. Poza tym nie śpieszy jej się do etatu, dokumentów i stresu, wybrała macierzyństwo i życie domowe. Mąż jest zadowolony, córka szczęśliwa, a ona pewnie nie zdecydowałaby się później na drugie dziecko, butelki i pieluchy, więc wyszło na dobre. Tylko szef ma do niej pretensje, bo do ostatnich dni urlopu twierdziła, ze wraca. Dał wypowiedzenie pracownikowi zatrudnionemu na zastępstwo, a następnego dnia otrzymał od M. wiadomość o powiększeniu jej rodziny i zwolnienie lekarskie. "Trochę mi z tym głupio, ale trudno, dał sobie ostatecznie radę" wzrusza M. ramionami.
Pracodawca się cieszy, choć nie jest mu do śmiechu
Pracodawca dał sobie radę, ale pewnie nie było mu z tym zbyt wesoło. Szef gratulował i cieszył się razem z M. - w końcu dzieci to zawsze radość - ale cała sytuacja z pewnością kosztowała go nieco stresu i nerwów. W dużych przedsiębiorstwach czy w korporacjach zmiany personalne, urlopy i zwolnienia są mniej zauważalne i dotkliwe dla firmy, a rotacja na stanowiskach bywa czymś normalnym i często spotykanym. Dla małej firmy, w której pracowników można policzyć na palcach obu rąk, każdy etat jest na wagę złota. Zanim ZUS przejmie obowiązek wypłacania świadczeń dla ciężarnej na zwolnieniu, przez pierwsze 33 dni właściciel opłacać musi je z własnej kieszeni, więc pieniędzy w firmowej kasie jest mniej, pracowników też.

Poniekąd obrywają wszyscy zatrudnieni, bo trzeba wypełnić lukę i podzielić się obowiązkami, a gdy budżet zostaje uszczuplony, to o premiach czy ekstra wydatkach trzeba na jakiś czas zapomnieć. A gdy pracownik chce wrócić (np. tak jak M. po czterech latach) to pracodawca ma obowiązek zapewnić mu etat. W niektórych branżach lata na zwolnieniu i urlopie są jak lata świetlne i powrót oznacza konieczność ponownego przeszkolenia i zapoznania z aktualnymi przepisami, rozporządzeniami czy systemami komputerowymi.

Decyzja w zgodzie z własnym sumieniem
S. głaszcze się po swoim płaskim jeszcze brzuchu, sama nie wie, do kiedy będzie pracować. Z jednej strony chciałaby mieć czas na przygotowanie się i oswojenie z nową rolą, z drugiej lubi swoją pracę i realizuje w niej osobiste ambicje. Boi się zamknięcia w domu na dwa lata (ciąża, rok macierzyńskiego, zaległy urlop) i wypadnięcia z obiegu - takie czasy i taki zawód, że musi stale być na bieżąco i nadążać za zmianami. "Wiem, że będę musiała zrezygnować na jakiś czas. Faceci mają łatwiej" dodaje po chwili.

Z ciążą jest podobnie jak z wychowywaniem dzieci - nie ma jednej złotej zasady i genialnej metody, która odpowiadałaby wszystkim i każdemu zapewniała spokój i szczęście. Ciąża nie jest chorobą, więc aktywne zawodowo przyszłe mamy i brak radykalnych zmian w stylu życia nie powinny nikogo dziwić. Z drugiej strony nieraz wyjścia nie ma - trzeba zwolnić, zmienić swoje plany i priorytety, czasem walczyć o każdy dzień maleństwa w brzuchu matki. Nie można też mieć pretensji o to, że kobieta chce przygotować się do nowej roli w spokojnej atmosferze, bez pospiechu i niepotrzebnego stresu. Jak w wielu sytuacjach w życiu, decyzję w tej sprawie kobiety muszą podjąć samodzielnie, w zgodzie z sobą i swoim sumieniem.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...